Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

3.10.2007
środa

Lin Zhu, czyli narodziny.

3 października 2007, środa,

Po trzech godzinach bezowocnego błądzenia po kampusie, ze zdartymi od spodu stopami – moje przywiezione z Polski klapki nie nadają się na taką wilgotność – dotarłam w końcu do Biura Inforacji Studenckiej dla Obcokrajowców. To bezowocne błądzenie spowodowane było głównie wszechobecną dezinformacją, brakiem mapek uniwersytetu, nieumiejętnością odróżnienia przez naszych rozmówców Foreign Students Office od Foreign Affairs Office i naszej nieumiejętności odróżnienia Xi (zachód) od Dong (wschód). Brak porozumienia w tym samym języku (jakimkolwiek) obie strony nadrabiały machaniem rękoma i wskazywaniem drogi poprzez znaczące kiwnięcie głowy w danym kierunku. Do teraz nie do końca wiem, jak udało się nam dotrzeć do właściwego budynku.

rower450.jpg
Ja, mój rower i uniwersytet.

W końcu jednak dokumenty aplikacyjne powędrowały w ręce odpowiedzialnej za przyjęcie zagranicznych studentów pani. Jedno spojrzenie i syknęła pod nosem dość niezłą angielszczyzną

– Nie wpisałaś swojego imienia.

Jak to nie wpisałam? Oczywiście, że wpisałam, a na poparcie swoich słów, zaczęłam pokazywać wypełnione rubryki. Ona popatrzyła na mnie jak na zupełnie niepoinformowaną i tonem, jakby słowa, które właśnie miała wypowiedzieć, były najbardziej oczywistą prawdą świata, stwierdziła, że nie wpisałam swojego chińskiego imienia. Na moje ‚nie mam chińskiego imienia’, usłyszałam pełne zdziwienia.

– Jak to nie masz? Musisz mieć! Wymyśl sobie jakieś!

To jej stanowcze ‘musisz’ nieco mnie zdziwiło. Poczułam się jakbym przez 25 lat niepotrzebnie zupełnie używała swojego dotychczasowego imienia i nazwiska. Trzeba było przecież od razu mieć chińskie i nie byloby teraz tych nieprzyjemności.

Oczywiście nie można było wpisać tego imienia później, nie było nikogo, kto mógłby mi pomóc, a wymyślanie imienia samej sobie skończyłoby sie zapewne dość groteskowo. By ratować sie z opresji i by nieco udobruchać jej stanowczą i nieugiętą wobec nas postawę ‘na nie’, postanowiłam, że będę mieć na imię tak jak ona. Lecz gdy bez cienia wyróżnienia (w końcu miała być moją imienną patronką) wybełkotała coś, co bynajmniej nie brzmiało zachęcająco, straciłam nadzieję. Z pomocą przyszła M – moja przyjaciółka i towarzyszka podróży, która już od dawna wiedziała, że będzie sie nazywać Bai Xue czyli Płatek Śniegu – przypominając, że kiedyś znajoma wymyśliła mi chińskie imię. Nie było wtedy ono dla mnie ani zbyt atrakcyjne, ani zachęcające, ale nagle dzis stało się wybawieniem, by w końcu zakończyć tę idotyczną sytuację, załatwić formalności i wrócić do akademika by jak najszybciej przebrać te okropne sandały, które uwierały mnie bardziej niż cokolwiek, kiedykolwiek. Poza tym Lin Zhu – bo o tym imieniu mówiła M – brzmiało zdecydowanie lepiej, niż bełkot, którym uraczyła mnie, oczekująca na podjęcie przeze mnie decyzji pani z biura.

bambusowylas.jpg
Lin Zhu w prawdziwym bambusowym lesie

Poprosiłam więc ostatecznie o wpisanie Lin Zhu. Pani Bełkot profesjonalnie zapytała, jakimi znakami ma wpisać wybrane przez mnie imię, na co ja równie profesjonalnie odparłam, że Lin jak las, a Zhu jak bambus. Wpisując je do formularza, popatrzyła na nie przez chwilę i ku mojemu zupełnemu zaskoczeniu zachwyciła się nim nie na żarty, że takie wieloznaczne, że głębokie, bo przecież…

– It connotes cool, have its own idea, appear a bit distant, but a very nice person has high moral standards and does good things. Sometimes too nice, but not necessarily.

– Lin Zhu – zwróciła sie do mnie Pani Bełkot – musisz jeszcze podpisac sie na formularzu – powiedziala wskazując odpowiednie miejsce. Podpisałam sie jak to mam w zwyczaju, czyli pierwsza litera imienia zachodząca na pierwszą literę nazwiska, potem wszystko czytelnie do ‘ch’, a reszta to już tylko biegnący przez kilka kratek na papierze szlaczek.

Pani Bełkot spojrzała na mnie zdziwniona, westchnęła głęboko i już bez nadziei w głosie powiedziała spokojnie:

– Chińskim imieniem sie podpisz, chińskim.

I tak oto Bambusowy Las i Płatek Śniegu z obdartymi stopami, ale szczęśliwie załatwionymi formalnościami udały się w kierunku akademika, by wyrzucić nienadajace się na tą wilgotność, a przywiezione z Polski klapki.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. fajnie sie zapowiada, czekam na ciag dalszy

  2. No ładne kwiatki, a właściwie Laski:)dorzuć więcej zdjęć, nieźle się to czyta. Przeszłaś już przez to całe sito administracyjne? Jak zajęcia chińskiego? Pozdrawiam BK

  3. No tak, a ja myslalam, ze studiowanie w Anglii jest juz egzotyczne. A co tym razem studiujesz? Pozdrawiam. Na bloga bede zagladac.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Doskonaly tekst, bardzo podoba mi sie Twoj styl… ale to dopiero poczatek Twojej wielkiej przygody… 😉

  6. Lepiej wyciągnij z kosza te klapki.
    Jak już pół Polski będzie zaczytywać się w tym blogu, to spróbuj wystawić je na allegro.

  7. Polecam wyrobienie sobie pieczatki z „chinskim nazwiskiem” – moze byc przydatna (i nie tylko w Chinach „Ludowych” ale i np. na Taiwanie, lub w Japonii).

  8. Zapowiada się bardzo ciekawie,czekam na dalsze relacje.Życzę powodzenia,uważaj na siebie Lin Zhu-im dalej w las,tym więcej drzew:)

  9. będę czytał z ciekawością 🙂

  10. No, no zaczyna się nieźle, zobaczymy jak będzie dalej. Tam chyba dzisiaj strasznie wieje.
    pozdrawiam marekk

  11. Moi koledzy płynęli statkiem z Kolumbii na Kubę. Łajba zatonęła, a oni uratowali sie totalnym fartem- zawcześnie rano dla rekinów i dryfowali w stronę miasta a nie plantacjii kokainy (gdzie pewnie dostali by kulkę). Wszystko stracili wszystko poza paszportamii. W konsulacie powiedzieli im że NAJWYŻEJ mogą zrobic im kanapki…..

  12. Witam
    A masz już pieczątkę?
    Pozdrawiam

  13. Bardzo ciekawy i wciągający blog przyznaję :]