Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

15.10.2007
poniedziałek

Polowanie

15 października 2007, poniedziałek,

Stoimy w pobliżu Nanjing Road. Stoimy tak, jak wszyscy pozostali. Tłumy ludzi na chodnikach, wszyscy wypatrują taksówek. Gdy tylko jakaś się zbliża, tłum natychmiast napiera. O tej porze taksówkarz musi zaparkować tak, by klient bez obaw mógł wysiąść, a rozentuzjazmowany tłum zbyt szybko nie dotarł do samochodu.

Ostatnie metro odjeżdża z centrum dość wcześnie, bo około 22.30, więc później najlepiej wziąć taksówkę. W branży tej zasada konkurencji ma małe zastosowanie. Stawka za kilometr ustanawiana jest odgórnie przez państwo. We wszystkich obowiązują te same zasady. Po taksówkę się nie dzwoni, na nią się czeka, a w tym konkretnym miejscu miasta, o tej konkretnej porze i w tym konkretnym weekendowym szaleństwie bardziej poluje niż czeka.

Polujemy więc w ten piątkowy wieczór. A owe polowanie trwa już dobre 40 minut. Co jakiś czas zmieniamy miejsce wyczekiwania. Tak jak inni, raz po raz przechodzimy na drugą stronę ulicy, bo ciągle wydaje się nam, że tam, gdzie nas nie ma, właśnie te nieszczęsne taksówki podjeżdżają częściej. Przygotowujemy się do ataku, ale odepchnięcie konkurencji nie jest łatwe. Dodatkowo brak nam wprawy. Chińczycy zdecydowanie wygrywają tę konkurencję nie tylko z nami, co po 40-minutowym oczekiwaniu nie jest już wystarczającą pociechą. Jedyna zasada, jaka obowiązuje wszystkich, brzmi: kto pierwszy, ten lepszy.

Nagle z poczucia wolności, z poczucia zupełnej beztroski moje samopoczucie przemienia się w dziwną niepewność. Miasto jest ogromne. Nie znam go. Nie mam mapy. Nie wiem, jakim autobusem mogłabym wrócić do mieszkania. Metro już nie jeździ. Mam tylko adres i nadzieję, że w końcu to do nas uśmiechnie się szczęście i jakiś taksówkarz zdecyduje się właśnie obok nas wysadzić swojego dotychczasowego klienta. Wolnych, takich czekających na podróżnych taksówek, nie ma. Jest tylko tłum obok nas i cała noc na oczekiwanie.

W końcu wynurza sie zza zakrętu stara Santana. Siedzący z tyłu klient wyraźnie się kręci, co niewątpliwie jest oznaką poszukiwania pieniędzy, a dla nas oznaką, iż rozpocznie się polowanie, które poza oczywistym szczęściem, by samochód zatrzymał się możliwie jak najbliżej nas i możliwie jak najdalej innych, polega również na tym, by nikt się przed nami do tej taksówki nie wepchał i by nas z niej nikt siłą nie próbował usunąć – choć ta druga sytuacja jest bardziej imaginacją mojej zatroskanej 40-minutowym oczekiwaniem głowy. I tak też, gdy nadjeżdża, zwalnia, trzeba być gotowym, by całym swym ciałem zablokować drzwi samochodu. Jednocześnie dyskretnie i bokiem pozwolić wysiąść poprzedniemu pasażerowi i samemu jak najszybciej władować sie do środka. Najdogodniejszą sytuacją jest taka, w której wysiadający pasażer opuszcza samochód tylnymi drzwiami, a tym samym przednie siedzenie jest wolne, tak byśmy mogli, jeszcze zanim poprzednik wysiądzie, z satysfakcją usadowić sie obok kierowcy. Wtedy już bez obaw, spokojnie czekamy, aż pasażer zapłaci, a my ruszymy przed siebie.

Nagle, dosłownie w jednej sekundzie poczucie bezsilnści znika. Miasto nie jest już ani takie przerażająco wielkie, ani przerażająco nieznane. Niepokój, który towarzyszył nam przez ostanie 55 minut polowania, teraz wydaje się być zupełnie bezpodstawny. Przecież w końcu siedzimy i jedziemy, a inni – oni czekają nadal.

Pozostaje tylko myśl… po jakim czasie późnowieczorne weekendowe łapanie taksówki nie będzie już problemem? Jak dużo wprawy trzeba mieć, by bez problemów w piątkowy wieczór możliwie szybko zasiąść na tylnym siedzeniu starej Santany? I w końcu: czy możliwe jest doścignięcie Chińczyków w tej trudnej taksówkowej sztuce polowania?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Oj Asko, ile ja bym dala, zeby wziac udzial w polowaniu na taka chinska taksowke…Moze po pewnym czasie mialabym dosc przepychanek, oczekiwania i calego tego ambarasu, ale w Chinach taskowka jest przynajmniej dostepna dla kazdego (pod pojeciem „kazdy” kryje sie student)…Poza tym, sama idea „polowania” bardzo mi sie podoba:)

    A w Japonii? A w Japonii taksowka jest luksusem…Wypucowana, blyszczaca, z dostojnym Panem Taksowkarzem w bialych rekawiczkach. Zdarzylo mi sie pare razy zaszalec:) i przewiezc swoj studencki tylek kilka kilometrow, ale zawsze byla to naprawde wyjatkowa sytuacja…

  2. No cóż, gdybyś była facetem zawsze mogłabyś zwerbowac chińczyka motocykliste i jechac z nim na tylnim siedzeniu za pare kłajów. Zrgóły jestem lepiej zbudowany od takich „harleyowców” i nie obawiam się że podwozi mnie w celu uśpienia i sprzedania moich organów na czarnym rynku(wątroby i tak nikt by nie kupił). To dziwne co piszesz, ja nigdy nie mam kłopotów z braniem taryfy z tymże nie zdażyło mi się jeszcze wracac tak wczesnie. Z klubów znikam najwczesniej o 2 w nocy:) Sprawdz mojego bloga czajnikowo.pl do zobaczenia na wyborach

  3. z tym polowaniem w tajpei jest dokladnie na odwrot. zazwyczaj mam ochote potraktowac taksowkarzy napalmem, notorycznie trabia i potrafia na przejsciu stanac praktycznie na stopach, zebym tylko wsiadl. moj polski kolega kiedys w takiej sytuacji, a trzezwy zdecydowanie nie byl, wsiadl z jednej strony i wysiadl z drugiej zostawiajac drzwi pootwierane. tak trzymac

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pani Asiu, rzeczywiście istne „prawo dżungli” :]

  6. To jest kwestia pewnej kultury, a ona jest proporcjonalna do poziomu, jaki reprezentuje konkurencja. Takie są prawa nie tylko dżungli, ale rynku w ogóle!

    O BLOGACH politycznych:
    http://czytelnicy-profesjonalnych-blogow.profeo.pl/

  7. Co prawda byłem w Szanghaju „tylko” dwa razy i to pi kilka dni, ale czytając, poczzułem się, jakbym znów tam był. Też, dopóki nie wsiadłem do taksówki główna myślą był: zgubie się, nic nie złapie, i będe musiał iśc – nie wiem którędy dotrzec do hotelu, co i tak nie ma znaczenia, bo:nikt mi nie powie, a nawet, jakby powiedział, to i tak będzie na piechotę ze 20 km..
    I jeszcze jedno – niesamowite sa te ich stare santany z szyba z pleksi oddzielającą kierowcę od pasażerów – co dziwi mnie o tyle,że w Chinach nigdy nie widziałem agresji czy przemocy..
    i na koniec, ciesze się,że taki blog powstał, troche zazdraszczam, bo znów mnie do Szanghaju ciagnie…