Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

22.10.2007
poniedziałek

W Szanghaju Platforma, a potem długo długo nikt

22 października 2007, poniedziałek,

Szanghaj zagłosował. Frekwencja 88,5%. Jak podaje Konsulat w oficjalnym komunikacie w wyborach do Sejmu wygrała Platforma Obywatelska. Przepaść pomiędzy wygranym a zdobywcami kolejnych miejsc jest ogromna.I tak uplasowali się główni gracze:

Platforma Obywatelska: 110 głosów
Prawo i Sprawiedliwość: 21
Lewica i Demokraci: 18
Polskie Stronnictwo Ludowe: 3

Liga Polskich Rodzin otrzymała jeden głos. Na Samoobronę nie zagłosował nikt. Co ciekawe, 4 głosy (2,2%) zostały oddane na Partię Kobiet – to więcej niż zdobyło tu PSL.

Gdyby wyniki szanghajskie były wynikami ogólnokrajowymi, Ludowcy nie weszliby do Sejmu. Platforma z 60,1% poparciem rządziłaby samodzielnie, a opozycja z wynikami 11,5% (PiS) i 9,8% (LiD) nie miałaby zbyt wiele do powiedzenia.

Szanghajską bitwę o Senat również wygrali przedstawiciele Platformy. Krzysztof Piesiewicz zdobył 107 głosów, Barbara Borys-Damięcka 103, a Marek Rocki 75. Dalej długo długo nic i Robert Smoktunowicz z wynikiem 25 głosów.

To wiadomo już dziś, kiedy emocje nieco opadły, choć do teraz brzęczy mi w głowie wypowiedź szefowej komisji, w której zabrakło kart do głosowania. Jak podała któraś stacja radiowa (TOK FM lub Radiowa Trójka), stwierdziła ona, iż to wina wyborców, bo ich po prostu za dużo do głosowania przyszło. Trzeba było siedzieć w domu, a nie zawracać głowy sobie i innym.

Procentowo emigracja zmobilizowała się bardziej niż lud w Domu. Mój mały krąg emigracyjny też bardziej niż zazwyczaj zmobilizował się. Wieczorne dyskusje były dość burzliwe, szczególnie pobudzone przez fakt, iż u nas zapadał zmrok, a w Polsce w najlepsze wybory trwały nadal.

0Image114.jpg 

Wielka mobilizacja

Przyzwyczajenie, że zmrok = koniec wyborow = koniec ciszy = podanie wyników nie dawało nam spokoju i w końcu dla ostudzenia nastrojów każdy zajął się swoimi sprawami, każdy u siebie. U siebie więc przeleżałam z komputerem na kolanach pół nocy.

Do czasu.

2:02 nad ranem czasu szanghajskiego (20:02 czasu polskiego)
Sms:
Oglądamy na żywo wieczór wyborczy w internecie?

Karta kredytowa poszła w ruch. Koc pod pachę, klucze do ręki i już byłam parę pięter wyżej.

Najpierw zapowiedź wyników o 2:20, potem 2:25, 3:00, aż w końcu o 4:55. Pomiędzy 3:00 a 4:55 zdecydowaliśmy się wyjść do miasta. Wyborca, a szczególnie oczekujący na wyniki wyborca głodnieje szybko. W nadziei na pomyślne zakończenie zakupiliśmy jeszcze chińskie piwo i znowu zasiedliśmy przed monitorem.

Poranna godzina wieczoru wyborczego dała się nam we znaki. Już nie wiem, co bardziej tym piwem świętowaliśmy – to, że nadszedł tak oczekiwany przez nas kres teorii spiskowych czy może to, że w końcu wyniki zostały podane. Koniec końców oba powody do świętowanie były dobre. Tylko wschodzące słońce nie bardzo chciało w tej mierze z nami współpracować.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Cieszę się, że frekwencja w Szanghaju dopisała. Też jestem w Chinach, też na stypendium. W Kunmingu jest nas co najmniej troje Polaków (być może więcej). I niestety nie byliśmy głosować. Polskie państwo nam to skutecznie uniemożliwiło. To przyczynek do takiego a nie innego sposobu głosowania zagranicą. Yunnan (Kunming) podlega pod wydział konsularny ambasady, która znajduje sie o kilka godzin lotu stąd. Oczywiście można zagłosować w konsulacie w Kantonie (też samolotem, ale bliżej i co najważniejsze taniej), ale musielibyśmy skłamać zgłaszając się na listę uprawnionych do głosowania w ambasadzie, że akurat w dniu wyborów będziemy w Kantonie, żeby uzyskać zaświadczenie, które jest konieczne aby głosować poza właciwym dla miejsca pobytu okręgiem konsularnym. Zastanawia mnie dlaczego nie stworzy się możliwości głosowania korespondencyjnego (jak chociażby w Australii)? Szczególnie w tak dużym kraju jak Chiny byłoby to duże ułatwienie. Pozdrowienia z Kunmingu

  2. Jestem dumna niezmiernie z szanghajskiej Polonii 😀

  3. Witam
    Ja też dokulałam się do lokalu wyborczego (ciekawe na kogo głosowałby moja córka, która mieszka jeszcze w moim brzuchu)!!! Na szczęście u nas w Toruniu nie zabrakło kart do głosowania… uff, nie zostałam więc złym obywatelem, który poszedł na wybory i wprowadził zamieszanie. Zachęcam do obejrzenia zdjęć z wyborów z różnych części globu (to nie jest reklama:) http://www.gazetawyborcza.pl/1,75477,4597549.html

    Z niecierpliwością czekam na dalsze wieści z tego egzotycznego miejsca.
    Ps. Czytałam ostatnio „Podróże z Herodotem” Kapuścińskiego – jest tam ciekawy fragment opisujący jego doświadczenia z Indiami i Chinami. Niebo i ziemia…
    Pozdrawiam
    Sylwia