Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

29.10.2007
poniedziałek

Sielsko

29 października 2007, poniedziałek,

Najpierw spacerkiem do pobliskiej kawiarni, sałatka na wynos i autobus 102, którym podjedziemy pod samo wiejście. Jedziemy my, a z nami całe grupy 2+1. Niedzielne wyjście do parku to zajęcie iście rodzinne. Dobre też na spędzenie czasu z przyjaciółmi, z drugą połowką, dobre miejsce na zrobienie sobie zdjęć ślubnych – takich jakby prosto z zachodniej komedii romantycznej, a to że ona tę zachodnią suknię ma z tyłu ściśniętą agrafką, pod nią natomiast dresowe spodnie i czarne buty, to nic nie szkodzi. Na zdjęciach i tak nie będzie tego widać.

Przed wejściem do parku tłumy oczekujące na swoją kolej by kupić bilet wstępu. Wejście bowiem jest płatne. Przynajmniej są pieniądze by o ten park dbać, a dbać jest dla kogo, gdyż chętnych do spędzenia dnia na łonie natury nie brakuje.

Z biletami i z mapą wchodzimy do środka i już na samym początku pierwsze porażenie – jest pięknie, a w powietrzu unosi się sielankowy nastrój wakacji u babci.

hl_s.jpg

Trochę mi smutno, bo jestem bez taty. A bez taty wyjście do parku nie jest tym samym. Tata kupiłby mi latawiec i pokazałby jak go puszczać, potem popływalibyśmy sobie łódką, przejechalibyśmy się parkowym pociągiem, a może nawet poszlibyśmy na karuzelę i konie? Taki w końcu jest harmonogram spędzania niedzieli w tym parku. Park bowiem jest w rzeczywistości wesołym mieasteczkiem ulokowanym w miłym otoczeniu drzew, traw i wody.

Gdy my z tatą wsipnalibyśmy się po ściance wspinaczkowej, albo strzelalibyśmy na strzelnicy, mama w tym czasie znalazłaby odpowiednie miejsce by rozłożyć koc i przygotowałaby przyniesione z domu jedzenie. Oczywiście gdyby okazało się, że o czymś zapomnieliśmy, to wtedy można szybko podejść do jednego z kilkunastu sklepików/barów i tam zaopatrzylibyśmy się w potrzebne artykuły.

Kiedy razem z tatą próbowalibyśmy sobie poradzić z latawcem, mama mogłaby w tym czasie podpatrzeć młode pary, które masowo w parku robią sobie ślubne zdjęcia. Ciągną się po liściach białe suknie, sypią płatki kwiatów. Młodzi są sami, bo te zdjęcia są tylko spełnieniem zachodniego marzenia. Prawdziwa ceremonia ma charakter chiński i z zabawą w Hollywood ma mało wspólnego.

I tak upłynęłaby nam ta niedziela. Gdyby pogoda pozwoliła, a my przyszlibyśmy odpowiednio wcześnie, by zająć specjalnie przygotowane do tego miejsce, moglibyśmy zrobić sobie jeszcze grilla. Zaprzyjaźnilibyśmy się z innymi 2+1 i w następnym tygodniu znowu zabawa mogłaby rozpocząć sie od nowa.

fj2_s.jpg

Niestety bez taty puszczanie latawców traci swoj koloryt. Konie troche zbyt małe jak na dość wyrośnięte dziecko, jakim jestem. Może więc zamiast niedzielnego spaceru powinnam była wybrać ‘poranne ćwiczenia’, do których również zachęca dyrekcja parku? A może dobrze czasem spojrzeć na otaczającą nas rzeczywistość oczyma człowieka tutejszego? Miło podglądnąć zafascynowanych latawcami ojców z synami/córkami. Dramatyczna ‘walka o kijek’ też ma swój urok. Z chińskiej perspektywy jakoś to wszystko bardziej spokojne i sielskie niż u nas…

P.S Do zet: chodziło o walutę, a dokładnie: „under this scenario, it will be possible to adopt the euro in 2012, which Civil Platform has set as its goal”.
Do wszystkich biorących udział w dyskusji o chińskiej prasie – trzeba wziąć pod uwagę, iż przytoczone przez mnie artykuły ukazały sie w prasie chińskiej lecz anglojęzycznej.
Do Margarita.pl: to intrygujące, bo myślę, myślę i wymyślić nie mogę, z kim mam przyjemność..?

Zdjęcia pochodzą ze strony: http://www.shgqsl.com/e_introduce.htm

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Rozmarzyłam się ….. 😀

    Park, nieważne gdzie, w jakim zakątku świata, rytuały są podobne :]

  2. Ciekawe ale w Shangaiu i Chinach jest wiecej ciekawych rzeczy i ludzi …z Polski tez, juz zakorzeninych mocno choc nie trzymajcych sie razem

  3. Studiowalam socjologie, wtedy kiedy Ty stosunki. Tez skonczylam na licencjacie. A potem znalazlam sie z Daria w Esseksie. Ona wrocila, a mnie zostalo :o)