Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

28.11.2007
środa

Jin Ping Road

28 listopada 2007, środa,

– Nie dam rady dojechać do centrum na 19.00 – powiedział znajomy, kiedy próbowaliśmy ustalić jakiś rozsądny termin spotkania. Ponieważ, to ja o nie zabiegałam, to mi zależało, bo potrzebowałam jego pomocy, bez namysłu odparłam, że w takim razie, to ja przyjadę tam, gdzie jemu będzie wygodniej. – To może po prostu przyjedziesz pod moją firmę i porozmawiamy w którejś z pobliskich knajpek? – zapytał, choć w jego głosie brzmiała nutka niedowierzania, że się zgodzę. A ja
zgodziłam się od razu, w końcu czemu nie. I tak robi mi przysługę, że chce się ze mną spotkać po całym dniu pracy. Moje szybkie stwierdzenie, że nie ma sprawy, dojadę, gdzie trzeba, nieco go zdziwiło, ale również zadowoliło. Podał mi adres, a właściwie nazwę stacji metra, na której mieliśmy się spotkać: Jin Ping Road.

Nazwa nic mi nie mówiła, a powinno mnie to zaniepokoić, jako iż merto szanghajskie jest nad wyraz mało skomplikowane. Nazwy stacji szybko da się zapamiętać szczególnie, gdy metro jest głównym środkiem transportu i szczególnie, gdy są – jak mi się przynajmniej wtedy wydawało – tylko jego 4 linie. W prawdzie te 4 linie oplatają większą część miasta, jednak jak na taką metropolię, trzeba przyznać, iż jest ono zdecydowanie ubogim krewnym swych zachodnich odpowiedników, choć w najbliższym czasie zapowiedziano otwarcie kolejnych linii.

Zaczęłam wodzić palcem po mapie w poszukiwaniu stacji Jin Ping Road. I nic. Najpierw linia czerwona, potem zielona, żółta i w końcu fioletowa. Nie ma. Ale skoro on podał taką nazwę, stacja napewno istniała. Postanowiłam, że na mapie znajdę ulicę Jin Pin i po nitce do kłębka odszukam również przystanek metra. Nie ma. Szukam jeszcze raz. Piszę znak Jin po raz piąty, żeby upewnić, się czy w spisie szukam według odpowiedniej ilości kresek. Nic. Takiej ulicy w Szanghaju nie ma również. Z pomocą przyszedł mi niezawodny Internet i szybko okazało się, że Jin Ping Road jest przy końcu linii numer 5. Takiej linii ani na mojej mapie metra, ani na mojej zwykłej mapie miasta nie było.

Wychodząc z mieszkania miałam poczucie, że wpakowałam się w niezłą wycieczkę. Dla pewności, by zdążyć na czas, postanowiłam podarować sobie zapas minut i zamiast wyjść z mieszkania na 1.30h przed umówionym spotkaniem, jak to zazwyczaj robię, wyszłam na dwie godziny przed czasem.
 
Na początek standardowy 20 minutowy spacer do merta. Zdążyłam się już do niego przyzwyczaić, jest wliczony w czas potrzebny na dojazd. W końcu wsiadam do żółtej linii i szczęśliwa, że znalazło się miejsce siedzące, usadowiłam się na plastikowym fotelu. I dobrze. Tak daleko tą linią jeszcze nie jechałam. Okazało się, że dojeżdża bezpośrednio pod główny szwedzki produkt eksportowy czyli sklep IKEA, a to cenna informacja, nie wiadomo bowiem, kiedy zapragnę zakupić sobie pseudo eruopejski (bo i tak pewnie made-in-china) talerz albo stół. 18 przystanków jakoś przeszło. Potem schody w górę, korytarz, korytarz drugi, trzeci i czwarty, schody w dół. Kolejny plus, czyli Shanghai South Railway Station. Dobrze wiedzieć, jak wygląda, gdzie jest. Znowu peron i linia czerwona, znowu do końca. Tu już krócej, raptem cztery przystanki. Ostatni z nich dał mi jednak trochę do myślenia, bowiem na peronie, na którym wysiadłam, nie było angielskich napisów i międzynarodowych oznaczeń. Zamiast ‘line 3’ tylko chińskie ‘三号线’. Na wszystykich pozostałych przystankach, jakie do tej pory odwiedziłam, oznaczenia międzynarodowe były zawsze. A tutaj nie. Miła odmiana, od razu człowiek bardziej musi się skupiać, korzystać z wiedzy, którą w końcu ma. Następnie ponownie schody w górę, korytarz , schody w dół, kolejny peron i nieznana mi dotąd linia jasnofioletowa. 8 przystanków. Krajobraz jakiś inny. Nie ma drapaczy chmur, nie ma wrzawy wielkiego miasta. Fabryki, budynki gospodarcze, siedziby firm. Industrial zone.

Ja w gruncie rzeczy zadowolona, w końcu dobrze zwiedzić nową część miasta. Tylko znajomy nie za bardzo szczęśliwy, bo zamiast na 19.00 dotarłam na miejsce prawie pół godziny spóźniona. Jednak pomijając fakt, iż podróż w obie strony zajęła mi prawie pięć godzin, to wycieczka nad wyraz interesująca. Trzy linie metra, IKEA, dworzec kolejowy, industrial zone, no i last but not least czyli spotkanie, a to wszystko za 7 yuanów, czyli 0,70 euro centów w jedną stronę.
Duże miasta uczą cierpliwości, pokory i odkrywania dobrych stron beznadziejnych sytuacji.

 P.S. Dziękuję Yarps za doprecyzowanie, ktorego zabrakło w poprzednim tekście, za co przepraszam, tak jak i za pomyłkę w zdaniu dotyczącym PKB – chodziło oczywiście o wzrost PKB o 6,1%.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Z przyjemnością czytam kolejne relacje. Niby daleki świat, a jednak jakoś swojsko – autorka jest nasza ! Internet zbliża nie tylko ludzi ale i światy. Czekam na kolejny tekst i pozdrawiam.
    dc

  2. W takich sytuacjach bardzo przydaje się rzut oka na stronę:
    http://www.urbanrail.net
    a ściślej:
    http://www.urbanrail.net/as/shan/shanghai.htm

  3. Proponuję inną podróż :pod Szanghajem jest nowe,na wzór europejski zaprojektowane miasto Anting New Town.Jest 30 km na północny wschód od niego.Jego twórcą jest Albert Speer jr.Zrealizował on miasto współczesnych Niemiec.Plan Anting New Town wzorowany jest na średniowiecznym kolistym założeniu miejskim otoczonym fosą,przy którym znajduje się kośćiół. Nie ma fosy oczywiśćie ,tylko kanał,w ogóle wzorowano się na Weimarze.Kolorystyka budynków w ostrych tonach. Na razie miasto to atrapa,nikt w nim nie mieszka,oprócz strażników i sprzątaczek.To tylko 1/3 projektu,Anting East jest w fazie projektowania Oparłem się na artykule p.Anny Pleszko ,,Made in Eurochina,, w ,,Architektura&Biznes,, nr 11/2007 Pozdrowienia z Górnego Sląska. p.s. napisz coś o jedzeniu i absorbcji smaku szanghajskich specjałów.

  4. W zupelnosci podzielam zdanie, iz transport (zwlaszcza publiczny) w duzym miesie uczy pokory i cierpliwosci 😉