Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

1.01.2008
wtorek

Wigilia w Szanghaju, czyli remont made in China.

1 stycznia 2008, wtorek,

20.12.2007, godzina 20.00

Dzwonię do agencji nieruchomości, by ustalić, o której godzinie jutro odbierzemy klucze do mieszkania.

– O której byście chcieli? – pyta dziewczyna z biura.

– Najlepiej o 15.00 – odpowiadam.

– Dobrze, zadzwonię do szefa budowy i zobaczę, co da się zrobić i oddzwonię za chwilę – informuje mnie.

Godzina 22.20

Telefon z agencji nieruchomości:

– Czy możecie odebrać mieszkanie o 18.00? – pyta agentka.

– Dobrze – zgadzam się, bo ostatecznie nie robi nam to aż tak wielkiej różnicy.

21.12.2007, godzina 17.30

Telefon z agencji nieruchomości:

– Czy moglibyście przyjechać trochę później? – pyta dziewczyna – Nie wszystko jest jeszcze gotowe.

– Co nie jest gotowe? – dopytuję się, gdyż niepokoją mnie dźwięki dochodzące z jej telefonu (wiertarka, młotek, krzyki).

– Już niedużo zostało, naprawdę niedużo.

Skoro czekaliśmy do 18.00, możemy równie dobrze poczekać do 20.00.

Godzina 20.20

Jedziemy spóźnieni. Celowo, by dać agentce dodatkowe 20 minut. Ja wierzę, że są jej niezbędne. Reszta stwierdza, że przesadzam i ma dość mojego niedowierzania. Siedzę więc cicho.

Gramolimy się z walizkami z taksówki, do bloku, w końcu windą na 10 piętro i gdy drzwi windy otwierają się, naszym oczom ukazuje się remontowe pobojowisko.
asia1.jpg
– Przynajmniej wynieśli już te rzeczy z mieszkania – mówi jedno z nas, zaraz zresztą okaże się, że czarny humor to jedyne, co nas dziś uratuje.

Przeciskamy się przez zastawiony remontowymi sprzętami korytarz. Doznaję szoku. Mieszkanie jest puste. Nie ma mebli, jest nieposprzątane, kuchnia w totalnej rozsypce. Patrzę na agentkę z przerażeniem i mówię, że przecież mieszkanie miało być gotowe na dziś.

– Będzie gotowe na dziś – odpowiada mi.

– Ale już dziś jest dziś – zaczynam się trochę denerwować.

– Dlatego już teraz zabieramy się do sprzątania – spokojnie stwierdza i włącza leżący na podłodze odkurzacz.

Przez sekundę przemyka mi szaleńcza myśl, że gdybyśmy pomogli, to pewnie uwinelibyśmy się z tym sprzątaniem w jakieś trzy może cztery godziny, ale agentka zapewnia, że uporządkowanie nie zajmie tak wiele czasu, bo będą to robić w cztery osoby.
asia1_2.jpg

– A meble? – pytamy.

– Meble już są w drodze – odpowiada i znowu bierze się za odkurzanie.

Zostawiamy więc walizki i wychodzimy. Nic tam po nas. Nie dopytuję skąd te meble, skoro już 21.00.

Godzina 23.30

Po nieco przedłużonej kolacji, przymusowych zakupach i krótkim spacerze, stwierdzamy, że pójdziemy sprawdzić, jak posuwają się prace wykończeniowe. Wysiadamy z windy. Na korytarzu jakby trochę mniej gratów. W mieszkaniu unosi się nieprzyjemny zapach kleju i farby. Podłoga została zamieciona i wytarta. Okna nietknięte. Prysznic działa jeden, w żadnym nie ma kabin.

– Nie dojechały nam te kabiny – tłumaczy agentka.

– Ale tutaj nadal nie ma mebli, nie można korzystać ani z łazienki ani z kuchni, nadal jest bardzo brudno – wylicza jedno z nas i pokazuje niedziałający zlew.
asia2.jpg

– Dla Chińczyków, to mieszkanie jest skończone – próbuje tłumaczyć dziewczyna – Wy Europejczycy macie większe oczekiwania, musicie się trochę do nas dostosować.

Próbuję więc się dostosować i po namyśle, stwierdzam, że najlepszym wyjściem będzie, jeśli nie będę się odzywać. Niech oni poradzą sobie z tą sytuacją. Ale kiedy agentka usilnie przekonuje, że mieszkanie jest praktycznie gotowe, nie wytrzymuję, wyciągam umowę i proszę o klucze do drugiego mieszkania, które mieliśmy zarezerwowane w razie, gdyby to pierwsze nie było gotowe na czas.

– Ale wy nie możecie się wprowadzić do tamtego mieszkania – mówi ona.

– Dlaczego? – dociekam.

– Ono zostało już wynajęte komuś innemu – spokojnie informuje nas dziewczyna.

Opadam więc na wiklinowe krzesło i powstrzymuję się przed ostentacyjnym opuszczeniem mieszkania. Jutro zamiast naszej trójki, będzie nas siedmioro. Musimy gdzieś mieszkać, jeśli wyjdę stąd teraz, będziemy w jeszcze gorszej sytuacji.

– Popatrzmy na to z dobrej strony – uspokoja sytuację jedno z nas – jutro skończą kuchnię i łazienki, przyjadą meble i ekipa do sprzątania, więc na jutro wszystko będzie gotowe.

Patrze z niedowierzaniem. Miało być gotowe na dziś, a dziś już jest jutro. Zupełnie nie wierzę w to, że jutro faktycznie mieszkanie będzie gotowe, ale moje niedowierzania mają tu małe znaczenie i tak nie mamy wyboru. Otwieramy walizki i zabieramy tylko najpotrzebniejsze rzeczy. Wrócimy tu jutro, jutro tzn.dziś.

22.12.2007, godzina 14.00

Znowu jedziemy windą, znowu we trójkę, ale tym razem to inna trójka, bowiem pierwsza para naszej siedmioosobowej ekipy wylądowała w Szanghaju o 10:05. Odebrawszy ich z lotniska udaliśmy się prosto do mieszkania.

A w mieszkaniu prace trwają. Prace remontowo-wykończeniowe czyli zakładanie kabin w prysznicach i podłączanie sprzętu kuchannego. Ekipy sprzątającej i mebli brak. Postanawiam przyjąć to ze spokojem. Zostawiamy walizki. Znowu nic tam po nas.

Godzina 20.00

Godzina szczęścia. Wracamy, a na miejscu w pokojach trwa wielkie skręcanie łóżek. Łazienka gotowa. Jedna. Druga ma się suszyć. Zlew w kuchni też. I tak jesteśmy zadowoleni. Mamy gdzie spać. O 22.00 z mieszkania wychodzą robotnicy. Agentka zostaje, bo jeszcze ma przyjść ktoś do modemu. A my zabieramy się za sprzątanie. Na kolanach, szczotkami, po polsku szorujemy całe powierzchnie sypialni, łazienki, kuchni, w końcu salonu.

– Ale tu czysto – mówi dziewczyna z biura.

A my, jak to my, nie do końca jesteśmy zadowoleni. Nie ma czasu i sił na przetarcie, nie mówiąc już o porządnym umyciu okien.

– Zasłoni się szczelnie firankami i będzie – mówi jedno z nas.

W końcu musi być.

Godzinę później przychodzi chłopak z modemem. Nie podłącza go. Zapomniał kabla. Trudno. Nie będzie internetu.

23.12.2007, godzina 15.00

Jesteśmy w komplecie. W końcu mamy dwie działające łazienki i kuchnię. W kuchni trochę przecieka zlew, a w jednej z łazienek umywalka. Tak bywa. To w końcu nowe niesprawdzone mieszkanie. Takie małe remontowe usterki. Szczęście, że w końcu jesteśmy w komplecie jest ponad wszystkim.

24.12.2007, Wigilia, godzina 14.00
asia4.jpg
Radzimy sobie z tym, co mamy. Nie rozpaczamy nad tym, że nadal nie dojechała sofa, że nie mamy krzeseł. Na Wigilię zostało zaproszonych 12 osób i teraz z tym trzeba sobie radzić. Szybko ustalamy, że będziemy siedzieć na podłodze. Na środku salonu damy jedną z niskich komód, które miały stać w salonie pod telewizorem. W około ułożymy materace. To będzie stół i siedziska. Jest jeszcze do dyspozycji szafka. Wysoka i wąska. Wymyślam, że jeśli położymy ją poziomo, będzie idealnym stołem na napoje, owoce i deser. Szafka leży jednak w jednej z sypialni, więc trzeba ją przenieść. Podnoszę ją z podłogi i gdy już mi się zdaję, że zebrałam w sobie wystarczającą ilość sił, by unieść ten ciężar, mebel wyślizguje mi się z rąk i szafka z hukiem spada mi na stopę.

Przez chwilę nie czuję nic. A potem tylko ból i krzyk. Jakby nie mój. Ktoś wbiega, prowadzi mnie na łóżko. Oczy wyskakują mi spod powiek. Ktoś chwyta mnie za piszczel. Krzyczę jeszcze bardziej. Kładą mi coś przeraźliwie zimnego na stopę.
asia3.jpg
Lament mojej siostry, że znowu musiałam się uszkodzić, że znowu coś z nogą sobie zrobiłam, że znowu Zosia samosia sama wszystko chciała robić. Stało się. Trudno. Z uszkami chińskimi na stopie sadowią mnie na wiklinowym fotelu. Ból trochę mija. Lepię więc pierogi. Na siedząco. Ale boli. Przyznaję. Szpitala żadnego. W końcu dziś Wigilia.

25.12.2007, godzina 11.00

Dzwonek do drzwi. Śpię w salonie na rozłożonych materacach. Pozostali śpią w sypialniach. Udaję, że nie słyszę. Przed oczami mam już wizję, że pięciu Chińczyków w Boże Narodzenie przywiozło sofę i krzesła. A nam te meble już dziś nie są potrzebne. Bo już się przyzwyczailiśmy, że takie inne te święta. Że może i bez stołu, krzeseł, może i z cieknącym zlewem i na papierowych talerzach. Ale za to w swoim gronie. Za to z siostrą, co na mnie nakrzyczała, że tradycyjnie musiałam coś sobie zrobić.

P.S. Sofa, krzesła, kabel do internetu, jak i parę innych rzeczy nie dojechało nigdy. Ale nikt już dziś o tym nawet nie pamięta. W końcu był barszcz, pierogi i ryba była też. Nikt też nie pamięta o tej sofie, krzesłach i reszcie, bo nam kafelki w kuchni ze ściany odpadły, a pod panelami zebrała się woda. Agentka od dwóch dni nie odbiera telefonu, a my z iście chińskim spokojem postanawiamy się nie przejmować. W końcu są święta i w końcu zawsze mogło być gorzej.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Chińska odmiana „Alternatywy 4” ? I bez Bareji? No, toś Pani zaliczyła kawalądek PRL we wschodnim wydaniu.
    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku.

  2. Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku. Proszę, jeśli to w ogóle możliwe nie używać niebezpiecznych przedmiotów MADE IN CHINA! No i oczywiście częściej blogować;)!
    Pozdrawiam.

  3. Swoja droga ciekawy chwyt erystyczny. „Za duze wymagania macie” i co pani zrobisz? Skrzyczysz ich za inne standardy? 😀

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Nie chce dolewac oliwy do ognia, ale według polskiej tradycji jaka wigilia taki cały…..
    to bedzie pełen przygód 😉
    wszystkiego dobrego w nowym roku !

  6. Zaczęłam czytać przez przypadek ostatni wpis i tak mi się podobało, że przeczyłałam całość – od początku 🙂
    Bardzo podoba mi się styl, lekki, dowcipny, trafne uwagi. Byłam w Chinach w ubiegłym roku, turystycznie co prawda, ale i turysta, którego interesuje azjatycka odmienność, może wiele zobaczyć …
    Mnie zaskoczyła ilość decybeli podczas chińskich rozmów, ciągle miałam wrazenie, że oni na siebie krzyczą. Okazało się to chińską normą .. 😉
    Zachwyciły mnie krajobrazy, zabytki ( a kogo nie ?! ) i ta azjatycka inność bycia.
    Czekam na nastepne wpisy ; życzę wiele dobrego w nowym roku 🙂

  7. I tak nieżle poszło,w końcu Polacy są przyzwyczajeni do prowizorki i improwizacji. Mogło być gorzej ,zwłaszcza z nogą…
    Czyżby Wschód bliższy był nam mentalnie niż Anglosasom ?
    Życzę zdrowia i wszystkiego naj w MMVIII 😉