Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

7.01.2008
poniedziałek

Odrobinę skośno zakręcony 2008 rok

7 stycznia 2008, poniedziałek,

Kapusta z Parksona (delikatesy, w których można kupić zachodnie towary). Barszcz, grzyby i śliwki prosto z walizki, która przyleciała z Polski. Ryba i kulki grzybowe, pełniące rolę uszek, w 100% chińskie. Do tego dwie sałatki, kompot, dużo słodyczy i owoców.

Kapusta gotowała się od dwóch dni w kuchni, co to kuchnią jeszcze nie była. Ale pachniało, jakby w prawdziwej polskiej wigilijnej kuchni robiona. Skoro była kapusta, musiały być też pierogi z kapustą i grzybami, a ja osobiście, pomimo problemów z nogą, dodałam jeszcze pierogi ze śliwkami. Mój dziadek zawsze jadł pierogi ze śliwkami, ja też zawsze będę już jeść takie właśnie pierogi i nie ma znaczenia, czy Wigilia w Krakowie, Poznaniu, Szanghaju czy na Bali. Ktoś zrobił rybę po grecku. W prawdzie nie udało się znaleźć pietruszki ani selera (niedokładnie szukaliśmy?), ale za to liść laurowy był. Ze śmietaną kremówką daliśmy sobie spokój. Niby się znalazła. W Parksonie. Ale za to za 78 yuanów za kartonik, czyli 7,8 euro.

Kompot z suszu w ostatniej chwili był gotowany, bo w ostatniej chwili dowieźli walizkę, co to się zapodziała gdzieś w Moskwie na lotnisku i zamiast do Szanghaju przylecieć, została w Rosji na cały dzień.

Zaczęliśmy od barszczu.

– Z czego ta czerwona zupa? – zapytał znajomy Chińczyk – Z fasoli?

– Nie z fasoli – odpowiedziała nasza główna wigilijna kucharka, ale jak są buraki po chińsku, to już nie wiedział nikt.

Sprawa więc nie została wyjaśniona do końca. Potem były pierogi i pytanie, gdzie kupiliśmy takie dziwne rodzaje chińskich pierogów.

– Sami zrobiliście? – wielkie zdziwienie.

A my sami. Jak u babci. Ryba chyba wzbudziła najwieksze westchnienia, bo to w końcu jedyne nieskalane chińskimi dodatkami danie było. Potem już sałatki mało wigilijne, za to przepyszne, szczególnie ta z krabami. I ostateczne stwierdzenie, że ta polska Wigilia to nawet z dobrym chińskim posmakiem. Wszystko smaczne pomimo swej skośności. Kraby, kulki grzybowe i sałatki, choć innego rodzaju, to jednak się wplotły w tę kolację.

Na koniec było trochę wina. I łezka się z tego wina w oku zakręciła. Za domem tęskno jednak, pomimo iż siostra obok mnie siedziała cały wieczór. Bo nawet jeśli w swoim gronie, to bez śniegu, bez choinki, co się ją samemu ubiera (kupiliśmy gotową w supermarkecie), bez światełek na dachu zakładanych w wielki mróz, bez pierwszej gwiazdki i przyklejania opłatków pod talerzem siostry.

Dużo tego „bez” było podczas tej Wigilii, ale było równie dużo śmiechu i odrobina goryczy – stopa trochę bowiem spuchła. Jeśli wierzyć w przepowiednie, że jaka Wigilia taki cały przyszły rok, to 2008 powinnien być zdecydowanie ciekawie egzotyczyny, pełen wrażeń remontowo-budowlanych, no i oczywiście odrobinę skośno zakręcony.

Czekam więc na te noworoczne rewelacje i życzę Wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. kiedy będzie ciąg dalszy???