Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

21.03.2008
piątek

Zapach orientu

21 marca 2008, piątek,

Zapachniało. Zapachniało mi od razu, kiedy tylko opuściłam teren lotniska na Pudongu, ale zapachniało mi prawdziwie dopiero wtedy, kiedy dojechałam do miasta. Orientalne smaki przemieszały się z zapachem ludzi i ulic tworząc prawdziwy zapachowy obraz Chin. Dopiero wtedy, gdy zachłysnęłam się tym powietrzem, kiedy każda moja komórka poczuła, że ja znowu tutaj, okazało się, że tęskniłam.

Tęskniłam za wozami kolorowymi, z których o każdej porze można kupić coś do jedzenia, tęskniłam za strażnikami, co mi bramy przed budynkiem pilnują i za babcią mieszkającą parę pięter nade mną, która to użalała się nad żywotem mym marnym, gdy jej w ostatni dzień przed wyjazdem, jadąc windą gdzieś pomiędzy moim 11 piętrem a parterem, wyznałam, że świąt chińskiego nowego roku się u nas w kraju nie obchodzi.

I oto jestem znowu. Trochę spóźniona z tym powrotem, bo się naszych oscypków najeść nie mogłam, bo mi się zdawało, że jak się najem na zapas, to mi na dłużej starczy. Nie starczyło. Zabrakło już w samolocie, kiedy mi podali zamiast polskiej razowej bułki, bułkę słodką, a do niej masło i żółty ser. Najbardziej jednak serce mi zamarło, kiedy na lotnisku pies po taśmie z bagażami biegał. Biegał i wąchał, ale mojego ukrytego między ręcznikami salami, mojego sera i kabanosów nie wywąchał na szczęście. A gdyby wywąchał?

Strach myśleć, jaka byłaby to tragednia głównie dla tych, którzy w Szanghaju od pięciu tygodni bardziej na ową wcześniej obiecaną zawartość mej walizki czekali niż na mnie. Doczekali się. A ja się doczekałam chińskich smaków i chińskich zapachów i tęsknoty za oscypkami znowu też się doczekałam. Takie oto zapachy i takie oto tęsknoty.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Wiem, że to drażliwy temat jak się siedzi w cieniu Muru Chińskiego a google wraz z yahoo tną wszelkie strony z przedrostkiem „demo-„, ale czy cokolwiek „mówi” się tam na temat Tybetu albo ewentualnego bojkotu igrzysk?

  2. Kuchnio … moja, ile Cię trzeba cenić… 😉
    Pozdrawiam, Wesołych Świat!

  3. Miło, że wróciłaś. Ostatnio wchodzę na strony Polityki tylko ze względu na Twoje wpisy.
    Pozdrawiam

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wreszcie jesteś – teraz zrozumiałam Twoje milczenie i tęsknotę.

  6. Dla mnie Chiny pachna Chinczykami – ten zapach wita mnie juz na Pudongu – zapach niemytego ciala (w zimie prysznic raz na tydzien to norma), zapach sosu sojowego czy ryzu, nie wiem co to jest, najlepiej to wyczuc w metrze. Inaczej tez jest tu pojmowany ladny zapach – gdy wchodze rano do windy porannie spryskana perfumem – Chinczycy mowia: hen xiang!! (intensywny zapach!!), poczym przestaja wdychac i czekaja z utesknieniem na parter. Masz racje: takie to oto zapachy, takie to oto nosy.. Ja nad zapach (chinskiego) orientu przedkladam zapach Diora ;o) Pozdrawiam!

  7. Ach, nareszcie 🙂 Witam po dluugim urlopie 😉 Ha! Co do zapachow to mam takie samo zdanie jak China Girl… Z tym, ze tego niemytego ciala nie nazwalbym zapachem lecz bardziej dosadnie.
    A za jedzeniem tez juz mi troche teskno. Jade w kwietniu na tydzien urlopu to najem bigosu i schabowego i co mi tam jeszcze zaserwuja. 😀 Zazdroszcze pobytu 🙂