Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

18.04.2008
piątek

Nie moja muzyka

18 kwietnia 2008, piątek,

Jechałam metrem obawiając się, że nie znajdę drogi do celu, a jeśli nawet znajdę drogę, to nie znajdę jego. Do tego było późno, a ja lubię bez pośpiechu, wcześniej, choćby to potem oznaczało pół godziny czekania. I kiedy tylko otworzyly się drzwi wagonu, zostałam porwana wraz z tłumem.

Tłum ów zaprowadził mnie do odpowiedniego wyjścia, a potem pod stadion. Nie dało się nie dotrzeć. Rozgorączkowani fani byli wszędzie. Z siatkami pełnymi jedzenia i picia, z tym charakterystycznym zafascynowaniem na twarzach.

Mieliśmy się spotkać pod stadionem. 50 tysięcy ludzi, a ja muszę znaleźć jednego, który w dodatku, mimo iż jest Kanadyjczykiem, to chińskiego pochodzenia. De facto więc mam znaleźć Chińczyka w chińskim tłumie.

– Aska? – zapytał nieśmiało dość krępy chłopak.
– Tak – przytaknęłam.
– Jestem od Sebastiana – dodał od razu – powiedział, że masz na sobie zieloną kurtkę, więc nie było trudo cię poznać.

Oboje byliśmy od Sebastiana. Oboje trochę przez przypadek w tym miejscu. Przez przypadek razem.

– To nie jest moja muzyka – powiedział, jakby się chciał przede mną wytłumaczyć. Moja też nie. A wszystko przez Sebastiana…

Bo Sebastian jest dyrektorem artystycznym Shanghai Oriental Art Center. Jest moim przyjacielem pomimo tego, że nie widujemy się często. Ale jak już się spotkamy, to trzygodzinna kolacja mija, jak z bicza strzelił. Tak też miało być i tego dnia.

Siedzimy więc w tej knajpce. Zupełnie rozluźniona pozwalam mu wybrać z karty  cokolwiek. Byle nie byłoby zbyt ostre i nie ruszało się na talerzu. Czas jakoś mija powoli, ale w tym dobrym znaczeniu tego słowa. I nagle prawie z pełną buzią jedzenia, dławiąc się jakby przez sekundę, macha rękami, że coś ważnego musi mi powiedzieć. W idiotycznym pośpiechu przeszukuje plecak i nagle na stole lądują dwa bilety na dzisiejszy koncert Celine Dion. Patrzę na niego z niedowierzaniem.

Oczywiście zdażyło mi się dostać już od niego bilety na konerty, ale zawsze na coś, co grano w Shanghai Oriental Art Center. Celin Dion wystepuje jednak na Shanghai Stadium.

– Wiem, że to nie twoja muzyka, ale może jednak będziesz chciała skorzystać – powiedział przełykając kolejny kęs mięsa.
– Naprawdę?! – nie dowierzam jeszcze.
– Tylko jest jeden problem… musisz iść z moim współlokatorem i do tego masz 30 minut, żeby zdążyć – powiedział trochę jakby przepraszając – Zapomniałem ci wcześniej powiedzieć, zresztą sam dostałem te bilety dziś rano.

Byłam zachwycona, bo niegdy nie przewidziałabym takiego przebiegu tego dnia. I byłam wściekła, bo nie dość, że poza torebką jeszcze jakieś zakupy, to w dodatku bez aparatu i komórki, którymi możnaby choć jedno zdjęcie zrobić.

Bieg do metra nigdy jeszcze nie był tak szybki. Sebastian został za stołem zastawionym jedzeniem, by jeszcze na kilka godzin wrócić do pracy, a ja po 40 minutach czekałam niecierpliwie by wejść na stadion.

I nagle światła się zapalają i tylko pisk jakiś 50 tysięcy (w większości) Chińczyków. W tym całym oszołomieniu nie zwróciłam uwagi na to, że właściwie strażnicy poza biletami nie sprawdzali plecaków, toreb i siatek. Że można było wnieść dosłownie wszystko, ale z tego zdałam sobie sprawę już później, bo kiedy srebrna mieniąca sie kropeczka pojawiła się w oddali, a na telebimach ukazała się olbrzymia twarz, muzycy zagrali i na scenie pojawili się tancerze, doznałam szoku. Bo mi się prawdziwie podobało. Może trochę dlatego, że nigdy wcześniej nie byłam na takim koncercie, może dlatego że show był przygotowany perfekcyjnie i atmosfera stadionu też zapewne zrobiła swoje.

A kiedy ona zanuciła pierwsze takty piosenki Queen i kiedy wraz z nią 50 tysięcy Chińczyków zaśpiewało We will we will rock you, to ciarki po plecach przeszły. Na własnej skórze można było odczuć ich siłę i wiarę, że faktycznie nas wszystkich podbiją. Swoim zapałem, wiarą i przekonaniem, że mogą wszystko. 

A to był tylko „zwykły” koncert. Co się więc będzie działo podczas olimpiady?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop