Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

19.05.2008
poniedziałek

Przyszli po nas

19 maja 2008, poniedziałek,

I w końcu po mnie przyszli. Zapukali do drzwi, przedstawili się i choć nie musieli, pokazali legitymacje. Przecież po mundurach widać od razu, że to chińska milicja.

– Przyszli po ciebie – usłyszałam w słuchawce przerażony glos mojego współlokatora
– Kto? – zapytałam zdziwiona
– Jak to kto? Milicja po ciebie przyszła
– ? – zdziwiłam się – Ale czego chcą?
– Nie wiem jeszcze dokładnie, co mam im mówić?
– Nie wiem, co masz im mówić, skoro nie wiem, o co chodzi.
– Dobra, oddzwonię – powiedział i wyłączył się.

Troche zdziwiona, troche przestraszona wróciłam do swoich zajęć. Bo mnie wtedy nie było w mieszkaniu, w Szanghaju też mnie wtedy nie było. I oddzwonił.

– No dobra – powiedział na wstępie – sytuacja wygląda tak: Przyszło trzech milicjantów, kazałem im zdjąc buty i zrobiłem herbaty. Siedzą więc na kanapie w tych mundurach i w kapciach.
– Bez dygresji proszę cię, mów, o co chodzi.
– Na razie o nic. Zadzwoniłem po właścicielkę i czekamy na nią. Powiedziałem, że nic nie wiem i niewiele rozumiem. Ale z tego, co gadają między sobą, wynika, że nie mamy papierów. Bo dziecko, czy ty sie zarejestrowałaś po przylocie?
– Nie. A ty?
– Też nie. I oni ciągle pytają, co my tutaj robimy, czemu nie jesteśmy zarejestrowani, czy sie uczymy, czy pracujemy, skąd się znamy, jak długo jesteśmy, no i oglądają mój paszport od dwudziestu minut i jeszcze mi pokazują jakaś liste z chińskimi imionami obcokrajowców i tam na tej liście jest nasza Niemka, a nas nie ma i oni o to się burzą okropnie.
 

chińska_policja
 

No to mieliśmy sprawę jasną. Tylko skąd oni wiedzieli, że mieszkamy, gdzie mieszkamy? Czyżby właścicielka na nas doniosła? Sąsiedzi których drzwi do mieszkania otware są 24h na dobę? A może ‘anioł stróż’?

Do tego kilkanaście dni wcześniej zapukała do drzwi jakaś kobieta, wyglądała jakby była z urzędu statystycznego. Też pytała, kto u nas mieszka, skąd jesteśmy i co robimy. Ale ona się wtedy niczego nie dowiedziała, bo jak zawsze w takich przypadkach udaliśmy, że nie rozumiemy nic.

Ale teraz udawać już nie można było. Przyjechała właścicielka i zaczęło się przesłuchanie. Wszystkie pytania zostały zadane ponownie. Wymijające odpowiedzi na nic się zdały. Nie mamy papierów, tłumaczenia nie są potrzebne. Trzeba pójść na policję.

I oni go wtedy – tego mojego współlokatora – na ten posterunek zaprowadzili. A na posterunku, jak się okazało, dzielnicowy z naszą właścicielką w zażyłych kontaktach. Znają się dobrze. Wypisali coś na kształt umowy, daty jakieś dziwne powpisywali, scenariusz naszego pobytu też trochę zmienili, a wszystko po to, jak twierdzili, żeby obyło się bez kary.

– I co? – dopytywałam się następnego dnia
– Właściwie to nic. Zaprowadzili mnie na ten posterunek, jakoś się dogadali i w sumie to nic ode mnie nie chcieli – powiedział współlokator – Tylko kazali ci przekazać, że jak wrócisz do Szanghaju, to natychmiast też masz do nich przyjść.

I tylko pani policjantka nadziwić się nie mogła, że przychodzę się zarejestrować, gdy za dwa tygodnie wiza mi się kończy. Ale te spreparowane dokumenty zobaczyła, głową pokiwała, do dzielnicowego się uśmiechnęła, a mi dała różową rejestracyjną karteczkę.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Jak Panowie z ambasady CHRL czytają ten blog, to może być niezły dym 😉

  2. Faktem jest, ze takie maja prawo. Po przybyciu to Chin nalezy sie w ciagu bodajze doby zglosic na policje. Podaje sie adres zamieszkania (nawet jesli to hotel) i dostaje sie wspomniany rozowy papier. Nic strasznego – tylko rejestracja. A przyszli zapewne w wyniku wizyty tamtej pani. Zglosila obcokrajowcow, sprawdzili, ze nie figuruja to ‚wpadli’ w odwiedziny 🙂
    W moim przypadku okazalo sie, ze miejsce, w ktorym mieszkam nie figuruje jako budynek mieszkalny… Tez musialem kombinowac i oficjalnie mieszkam u kolezanki z pracy 😉 Ale trzeba bylo zalatwic bo do reszty papierow konieczne to bylo.

  3. To raczej standardowa procedura i evidentny blad wlascicielki mieszkania, ktora powinna Was zarejestrowac w zarzadzie budynku, jesli takowy isntnieje, a nastepnie w lokalnym komisariacie. Tak czesto mialam kontrole przeroznych papierkow, ze zaczelam wszystkie nosic ze soba w slowniku! No, ale to Pekin!

    A’ propos otwartch drzwi sasiadow, dopoki nie pichca pieskow, to polecam z autopsji zaznajomienie!