Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

20.06.2008
piątek

Bez odwrotu

20 czerwca 2008, piątek,

Od moich urodzin minęło już trochę czasu. Były to bodaj jedne z najlepszych urodzin, dzień, w którym wszyscy pytali, skąd ta radość na mojej twarzy. I wtedy właśnie z tej okazji dostałam w prezencie karnet na masaż.

Tylko wtedy zaraz po tych moich urodzinach życie się trochę zakręciło. Nawał pracy i myśli spowodował, że karnet powędrował do szuflady. Aż do wczorajszego wieczora. Wtedy to bowiem zadzwoniła do mnie moja przyjaciółka B. i tonem jak najbardziej rozkazującym zakomunikowała mi, że idziemy na masaż.

Recepcja salonu okazała się być mikroskopijnych rozmiarów. Ale zmieściły się w niej regały z ciekawymi towarami, które można nabyć (klapeczki, świeczki, olejki), kanapa i kontuar, za którym stały trzy niepozorne Chinki. Jedna z nich przyniosła nam czarki z herbatą i ruchem dłoni poprosila, byśmy usiadły. Połączenie ciepłego światła z drewnianymi elementami wystroju od razu rozbudziło w nas poczucie bezpieczeństwa i komfortu. A jak się zaraz miało okazać, dalej było jeszcze lepiej.

Po chwili oczekiwania otworzyły się przed nami ażurowe drzwi i młoda Chinka zaprosiła nas do środka. Panował tam półmrok. Weszłyśmy do kolejnego pomieszczenia, w którym rozstawione było sześć foteli. Wielkie, skórzane, wygodne. Na trzech z nich przykryci kocami klienci leżeli w błogiej ciszy. Z boku mała fontanna. Właściwie niewiele można było zobaczyć, bo jedynym światłem były punktowe halogeny ustawione tak, by masażystki widziały stopy klientów. Nikłe było jednak to światło. Siedziałyśmy z B. na sąsiednich fotelach, ale z trudem dostrzegałam w półmroku jej twarz.

Podeszła do mnie młoda dziewczyna i zapytała czy mi wygodnie. Podniosła moje stopy i ułożyła je na podnóżku, pod plecy dała poduszkę, oparcie fotela obniżyła do pozycji prawie leżącej, a na brzuchu położyła mi prostokątną poduszkę z czymś na miarę grochu w środku. Poduszka była przyjemnie ciepła i to właśnie ciepło zadziałało bardzo rozluźniająco. Przykryła mnie kocem, a stopy włożyła do drewnianego wiaderka z herbatą. Następnie stanęła za fotelem i zaczęła masować moje ramiona.

Nie sądziłam, że w ramach masażu stóp dostanę również masaż ramion, szyji i rąk. Nie sądziłam też, że masaż rąk będzie tak zaskakujący. Kiedy bowiem dziewczyna skończyła masować moją prawą rękę, poczułam, jakby zdjęła mi z niej 10kg ciężar, który do tej pory niosłam. Lewa zaś, ta nietknięta jeszcze ręka, trwała nadal z tym swoim ciężarem. Poczucie przeciążenia było bardzo realne. Na szczęście lewa ręka też dostała swoją dawkę masażu, a wtedy poczucie przeciążenia ustąpiło na rzecz wielkiej równie realnie odczuwalnej ulgi.

A kiedy moje stopy zostały wyciągnięte z herbacianego roztworu, nasmarowano je olejkami. Jedna z nich bardzo skrupulatnie została zawinięta w ciepły ręcznik, drugą natomiast poddano uciskom, naciskom, naciąganiom i czym tam jeszcze. I znowu okazało się, że masaż stóp to nie tylko masaż od palców po kostki. To masaż aż do kolan z olejkami, pilingiem i okładami z ciepłych ręczników.

Do tego szum wody z fontanny, półmrok i cisza. Przyjemna. Zakłócona gdzieś z oddali przepięknymi dźwiękami fortepianu. Nie wiem, kto grał. Dla mnie grał dziś Ruichi Sakamoto, a przynajmniej tak sobie wymyśliłam, że to on właśnie gra.

– To był najlepszy prezent urodzinowy! – pisnęłam, kiedy wyszłyśmy na ulicę.
– Kochana! – powiedziała B. – teraz, by ten wieczór się dopełnił, pójdziemy na drinka do Konstelacji.

Daleko nie miałyśmy. Raptem 200 może 250 metrów, jakże więc mogłyśmy sobie odmówić? Kin jak zawsze przyjął nas z uśmiechem. Zasiadłyśmy przy barze i z rozmarzeniem obie w tym samym momencie westchnęłyśmy głęboko, po czym patrząc na siebie roześmiałyśmy się.

– Ostatnio widziałam Cię taką uśmiechnięta chyba w Twoje urodziny – powiedziała do mnie B. i po chwili, nawiązując do mojego niezbyt dobrego nastroju ostatnimy czasy, dodała – wracasz do nas?
 – A będziemy częściej chodzić na masaż? – zapytałam, a ona już nic nie powiedziała tylko skinęła na kelnera i zamówiła kolejne drinki.
 
Nie trzeba było bowiem już nic mówić, bo jak się zacznie na te masaże chodzić, to się wpadło po uszy. Odwrotu nie ma.
 
P.S.

– I wchodzę do tego salonu masażu – jakiś już czas temu opowiadał mi znajomy – i mówię do tej Chinki (albo Tajki – nie pamiętam), że chcę foot massage. I ona mnie prowadzi do pokoiku, więc już się nie mogę doczekać, już się przygotowuję, że któraś z nich będzie po mnie stopami łazić, a tu wchodzi taka i mi mówi: take off your shoes please.

(Drogi M,
Mam nadzieję, że nie czujesz się urażony, że Cię tu cytuję, ale te Twoje opowieści dziwnej treści naprawdę wywołują we mnie wesołość na bardzo długi czas.)
Jaruta i Kecaj: racja, racja, po sto kroć racja.
Jan: I właśnie o tego Mazurka wszystko się rozbija.
 
Pozdrawiam 🙂

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop