Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

28.09.2009
poniedziałek

Silk Road Project

28 września 2009, poniedziałek,

Największą obawą było to, czy nas w ogóle na ten koncert wpuszczą. Jakoś wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, ale kiedy zobaczyłam, że moja znajoma idzie w czarnej sukience i butach na obcasach, zamarłam – z obawy, że jako jedyna zostanie do Royal Albert Hall wpuszczona.

To była spontaniczna decyzja, żeby pojechać. Specjalnie na koncert Silk Road Ensemble, by posłuchać i zobaczyć to połączenie kultur, by odszukać w tej muzyce elementów chińskiego świata nie tylko w osobie wiolonczelisty Yo-Yo Ma (马友友).

Na ten czterodniowy wyjazd do Londynu zabrałam tylko jeansy, trampki i czarny sweter. Reszta z nas równie nierozważnie pakowała swoje plecaki. Tak oto poszliśmy. Z obawą, że późnym wieczorem nie będziemy wymieniać spostrzeżeń dotyczących tego koncertu, tylko że będziemy wsłuchiwać się w relacje tej, której jako jedynej uda się na koncert wejść. Tymczasem nikt nie zwrócił uwagi na to, co mieliśmy na sobie. Były oczywiście damy w sukniach i kapeluszach, ale takich jak my też było sporo. W ogóle uderzyła mnie ta dowolność angielska. Od loży z kieliszkami ze schłodzonym szampanem, po możliwość siedzenia na podłodze pod samą sceną.

Silk Road Project pod wodzą wiolonczelisty Yo-Yo Ma to projekt, który zrzesza około 60 artystów z całego świata, ale głównie z terenów, gdzie przebiegały drogi Jedwabnego Szlaku – od Chin przez Indie, Bliski Wschód aż po Morze Śródziemne. Chodziło o połączenie kultur i ludzi z tych kultur się wywodzących, o połączenie które nie będzie tymczasowe. Ta symbioza, kryjąca się pod nazwą Silk Road Project trwa już od ponad 10 lat. Nie ogranicza się jedynie do muzyki, chodzi o wymianę myśli, doświadczeń, wiedzy.

Yo-Yo Ma sam w sobie jest mieszanką kultur. Urodzony w chińskiej rodzinie w Paryżu, wychowany w Stanach Zjednoczonych, łączy Azję, Europę i Amerykę. Kiedy w końcu pojawił się na scenie widownia wydała z siebie westchnienie zachwytu. Rozległy się brawa i usłyszeliśmy delikatne brzemienie fletów – najpierw chińskiego bawu, a potem japońskiego shakuhachi. Później doszła chińska lutnia (pipa), również chińskie sheng (starożytny instrument dęty) i ruan (instrument szarpany) oraz hinduska tabla (para małych bębnów). Do tego skrzypce, perkusja i oczywiście wiolonczela.

Artyści zrzeszeni w tym projekcie inspiracje czerpią ze źródeł między kontynentalnej wędrówki. Kiedy grają, wiruje gdzieś między nimi a widownią swoboda ruchów, dźwięków i myśli. Oderwanie od rzeczywistości i przemierzanie szlaków choćby w myślach tylko. To muzyka łącząca w sobie różnorodność poszczególnych kontynentów i poszczególnych twórców.

Ludzie z zamkniętymi oczami leżeli na podłodze, inni poddawali się dźwiękom rytmicznie ruszając ciałem. Ogarniało nas wszystkich dziwne skupienie, żeby jak najwięcej z tego wynieść, zapamiętać, przeżywać ciągle na nowo. Czuć siłę każdego dźwięku, energię pozytywnych emocji i ten dreszcz niepokoju przed kolejną podróżą. Na koniec wszyscy wypadliśmy ze schematu poważnego kontemplowania muzyki. Był już tylko szał grania, okrzyków ze sceny i z widowni. Wszystko zakończyło się wielkim muzycznym zwariowaniem. Połączeniem tak różnych dźwięków, instrumentów, pasji i wizji.

Po więcej informacji na temat Silk Road Project zapraszam na: www.silkroadproject.org

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. to byl niesamowity koncert.