Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

2.10.2009
piątek

Wielkie świętowanie

2 października 2009, piątek,

Obudziłam się w momencie, gdy na ekranie mojego telewizora, pojawiła się czarna limuzyna, a w niej na baczność stojący, wyprostowany jak struna, dumny… Mao Zedong (毛泽东).

– Jak to Mao? – pomyślałam zdziwiona i jeszcze chyba na wpół śpiąca – Chińczycy postanowili obwieźć po placu Tiananmen woskową figurę ukochanego przywódcy, bo przecież nie zabalsamowane ciało?

Zaraz potem przyszła refleksja, że w Chinach wszystko jest możliwe, nawet taka dziwna inscenizacja. W końcu to 60-ta rocznica, więc czemu nie…

Minęło kilkanaście długich sekund i dopiero wtedy dotarło do mnie, że to nie Mao, tylko prezydent Hu Jintao (胡锦涛). Ale jednak coś w nim z Mao jest. Jakby przytył, w tej czarnej marynarce z kołnierzykiem prawie stójką, zapiętą na duże guziki.

Przygotowałam się do obejrzenia relacji z parady. Uroczystości na taką skalę organizowane są co 10- lat. Nie chciałam więc stracić okazji i czekać koleją dekadę. Kubek z zieloną herbatą, ciasteczka, koc, wszystko po to, by wytrwać przed telewizorem jak prawdziwy Chińczyk. Najpierw chciałam obejrzeć wywiady poprzedzające relację na żywo, a potem już samą paradę, stąd też ta zbyt wczesna pobudka. Zasnęłam, zanim cokolwiek się zaczęło.

Dopiero ta niefortunna pomyłka i niedowierzanie, że widzę Mao, obudziło mnie na dobre.

W głowie pozostały wypowiedzi generałów, wykładowców chińskich uczelni, dziennikarzy, że uroczystości nie będą pokazem siły. Chiny nikogo nie chcą przestraszyć. Miała to być parada postępu, modernizacji i nowoczesności. Podniesione morale i duma z rozkwitu państwa.

Najważniejsze osobistości Chińskiej Republiki Ludowej oglądały paradę z Bramy Niebiańskiego Spokoju. W atmosferze euforycznej radości przed Hu Jintao i innymi oficjelami w asyście tysięcy statystów przeniesiono flagę i godło. Zaraz potem uroczyście przemaszerowano z portretem ukochanego Mao Zedonga, a za nim obraz z podobizną Deng Xiaping’a (邓小平), następnie trzecie pokolenie czyli Jiang Zemin (江泽民) i w końcu Hu Jintao. Wplecenie w pochód oryginalnych nagrań z wypowiedziami tych przywódców wzbudziło zachwyt.

Podczas przemarszu 3 kilometrowej parady, grała orkiestra wojskowa w skład której weszło 2000 muzyków. Wszystko znowu musiało być najlepsze i w ogóle naj. Najwięcej fajerwerków – co znaczy, więcej niż podczas igrzysk – najlepszy reżyser (Zhang Yimou), czyli ten sam, który przygotowywał uroczystości otwarcia i zakończenia olimpiaday. Najlepsi tancerze, piloci, najlepsze rakiety i czołgi.

Pośród tego wszystkiego przemarsz tematyczny – rolnictwo, transport, przemysł energetyczny, media, sport, parada olimpijczyków, niepełnosprawnych, tancerzy, poszczególnych prowincji, dzieci, mniejszości etnicznych. Czekałam aż przejedzie inscenizacja Szanghaju. Perła Orientu, JinMao i oczywiście Haibao. Duża plastikowa figurka Expo 2010 w prawej ręce trzymała flagę, a w lewej bukiet sztucznych kwiatów, którymi na przemian z flagą wymachiwała.

Nie da się jednak ukryć, że najważniejsza była ta pierwsza część przemarszu. Latały samoloty… czwórkami, piątkami, szóstkami. Wszystko po to, by zadziwić, nie daj boże straszyć kogokolwiek oczywiście. Ciągnęły się niemiłosiernie zastępy żołnierzy, saperów, marynarzy, czołgów, ciężarówek i rakiet. Równiutko, jakby od linijki. Krok za krokiem. Zawsze dziwiła mnie ta umiejętność synchronicznego poruszania się w marszu, tańcu czy zmieniających się haseł, tworzonych przez Chińczyków kryjących się pod kolorowymi tabliczkami.

Całe to wydarzenie, to tryumf plastikowych kwiatów i wojskowego sprzętu made in China. Tego wszystkiego jednak mogliśmy się spodziewać. Największe zdziwienie wzbudziła we mnie parada obcokrajowców. Po raz pierwszy bowiem w oficjalnych obchodach w roli uczestników udział wzięli nie-Chińczycy. W większości podobno studenci. Podobno ubrani w tradycyjne stroje chińskie, ale też podobno niektórzy w swoich strojach narodowych, a jeszcze inni podobno w koszulkach z napisem: Kocham Chiny. Podobno, bo akurat tę część procesji reżyser transmisji na żywo postanowił nie pokazywać. Obcokrajowcy idą przed Hu Jintao, a ja w tym czasie na ekranie widzę machających generałów. A taka byłam ciekawa, czy oni szli równym krokiem? A może mieli jakiś układ taneczny? Machali czerwonymi szarfami, czy może mieli w rękach chińskie flagi?

Formacja ‘Lepsze jutro” z niezliczoną ilością kolorowych balonów wypuszczonych w niebo miała być chyba łagodnym zakończeniem. Zaczęliśmy bowiem od twardej sprawy wojska, a kończymy na niewinnych chińskich dzieciach, które pobiegły pod bramę, by z miłością pomachać Hu Jintao.

Bo Chińczycy kochają swojego przywódcę, a przywódca kocha wszystkich Chińczyków. Obcokrajowcy, a przynajmniej Ci, którzy szli w paradzie, kochają Chiny. Chiny natomiast nie chcą nikogo straszyć, chcą pokazać, jakie są nowoczesne, odważne, zmodernizowane, a jeśli ktoś przestraszy się tej nowoczesności, to już przecież nie jest wina Chin.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Witam, przyznać muszę, ciekawość, co to będzie co to będzie, przywiodła nas przed telewizor. Jakie wrażenie? Wszystko balszoje-prebalszoje i perfekcyjne.Nawet niebo nad Tianan men niebieściutko, choć wszędzie dookoła lało. Jak podał CNN, faktycznie chmury rozgoniono na tę okazję. Śledziłam uważnie ostatnie przygotowania do uroczystości, najbardziej rozbroiła mnie jedna fotka, przedstawiająca nitkę rozciągniętą przed szeregiem wojska, spr czy czóbki butów żołnierzy sa w równej linii. W Szanghaju, wszędzie flagi, czerwone latarnie, kwiaty ułożone w flagę państwową. Te ostatnie w najbardziej nieoczekiwanych miejscach, jak np dość powszechnie uczęszczane schody. Jak sie domyślam wszędzie indziej każdy przechodzień przekląłby ten pomysł, tu natomiast, każdy flagę omija i nikomu ale to nikomu nie przyjdzie do głowy choćby trącić jedną doniczkę. A przecież to flaga, do tego chińska, więc deptać nie wolno, i nikomu taki pomysł chyba raczej nie zaświtał w głowie. Mimo deszczu, wybrałam się sprawdzić co tak na prawdę w swięto narodowe jest otwarte. Okazało się ze prócz banków, poczty i kilku małych butików (właściciele z całą pewnościa wyjechali, jak większość ludzi z Sh, z czego się ogromnie cieszę- autobsy puste, na ulicach żadnych korków) to wszystko otwarte. Jedynie zamykają wcześniej, czyli ok 18.
    Ja cieszę się, że jest długi weekend i „robię sobie nic, nic sobie robię”;))
    Pozdrawiam

  2. Ja tez bralam udzial w podobnej, procesji, najpierw w telewizji, potem `na zywo` przygotowanej uroczystosci przez moich chinskich kolegow i nauczyciela jezyka chinskiego, wszystko mialo miejsce w Helsinkach, w Finlandii… Setki pieknych fotografii, pokazujacych zycie „zwyklych” Chinczykow, idylla… niestety, studiowalam politologie w Polsce i na Litwie i jakos nie dalam sie uwiesc… nie zadawalam tez pytan,ktore mialam na koncu jezyka, niech sie ciesza,pomyslalam, raz przynajmniej nie zrobie zamieszania, potem dopiero zalowalam…

  3. ostro, ze byla parada obcokrajowcow! znajoma, ktora byla tam na stypendium zostala raz poproszona o taka propagandowa przemowe i jak sie nie zgodzila, to troche starali jej sie utrudnic zycie. ciekawe, czy ci studenci tez byli pod taka presja, czy sami z siebie wyszli na parade.
    super artykul.