Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

3.12.2009
czwartek

Kaszgar (2008)

3 grudnia 2009, czwartek,

– No widzisz babciu, że ta dwójka jest razem – usilnie tłumaczył staruszce naszą sytuację zapoznany chwilę wcześniej współpasażer naszego pociągu. Staliśmy w wąskim korytarzu z dwoma wielkimi plecakami. Większość osób odnalazła już swoje miejsca i z ciekawością się nam przyglądali. Babcia coś niewyraźnie odpowiedziała, sepleniąc głównie z braku zębów.
– Pokażcie mi swoje bilety – powiedział nasz nowy znajomy
Daliśmy mu, o co prosił, a on pochylił się nad staruszką i zaczął jej powoli tłumaczyć, że miejsce w przedziale obok jest dokładnie takie samo jak to, które ma teraz, a jeśli zgodzi się zamienić, to wtedy my będziemy mogli być razem.
– Ale gdzie oni jadą? – zapytała babcia
– No mówię, że tam, gdzie i ty.
– Do Kaszgaru? – zdziwiła się i popatrzyła na nas podejrzliwie

Bałam się odzywać po chińsku. Nie z obawy przed niegramatycznym zbudowaniem zdania, czy złymi tonami. Bałam się, bo to już nie są Chiny. To jest Azja Środkowa, Muzułmanie, zupełnie inna kultura. To są Ujgurzy, Tadżycy, Kirgizi, Uzbecy. Nie była to obawa przed napaścią czy agresją z ich strony, raczej jakieś poczucie, że dla nich to język najeźdźcy, więc woleliby się pewnie nim nie posługiwać. Uczą się go w szkołach, ale w domach nie mówią po chińsku. Ta moja obawa znikała, kiedy przed nami pojawiał się ktoś o typowo chińskim wyglądzie. I tak na posterunku policji, kiedy załatwiałam pozwolenie na wyjazd w góry, rozmowa toczyła się po mandaryńsku. Ale już na bazarze, w wąskich uliczkach starego miasta, nie byłam w stanie przemóc się i po chińsku odezwać.

Wyjazd do Kaszgaru był moim marzeniem. Bardziej niż cokolwiek innego chciałam zobaczyć tutejsze stare miasto. Mówi się o nim, że jest najlepiej zachowanym przykładem tradycyjnej islamskiej zabudowy. To tutaj kręcono fragmenty filmu „The Kite Runner” ( „Chłopiec z latawcem”), te których akcja toczy się w Afganistanie z połowy lat 70-tych. Ciągnął się wąskie uliczki, a przy nich domy z suszonej cegły – przeróżne. Niskie i wysokie. Z nadbudówkami, takie w których brakuje drzwi albo szyb, ale i takie z kolorowymi bramami. Przeważają zaniedbane balkony, panoszy się samowola budowlana. Niektóre z tych domów sprawiają wrażenie, jakby za chwilę miały się zawalić. A przecież stoją od lat. Tylko jak długo jeszcze?

Władze ChRL ogłosiły niedawno, że w imię ‘modernizacji’ stare miasto w Kaszgarze zostanie zburzone, a na jego miejsce powstaną nowoczesne osiedla. Już w 2003 roku wyburzono około tysiąca tego typu domów. Przez najbliższe 5 lat ma niknąc 85% zabudowy. Strach myśleć, że Chińczycy faktycznie chcą tego dokonać. (Więcej na ten temat we wpisie pt. Xinjiang skomplikowany)

Kaszgar to najbardziej na zachód wysunięte miasto w Chinach, w którym 90% ludności to Muzułmanie. Panuje tu ciepła i serdeczna atmosfera. Pięć razy dziennie rozbrzmiewa z głośników nawoływanie do modlitwy. Najstarszy i największy w mieście meczet to Id Kah. Pierwszy w tym miejscu powstał w 1442 roku, a ten dzisiejszy zbudowano w 1738 roku.

Po przekroczeniu imponującej bramy zbudowanej z żółtych cegieł, wkraczamy do parku. Niestety znowu listopad, czyli sucho, pusto i zimno. Wysuszone gałęzie łamią się pod nogami. W parku są dwa małe stawy i zadaszone miejsce do modlitwy, które podobno może pomieścić 7000 wiernych. Dalej już pawilony meczetu wyłożone czerwonymi i fioletowymi dywanami, które kontrastują z zielenią podtrzymujących konstrukcję drewnianych filarów. Meczet otwarty jest dla zwiedzających i pomimo, iż muzułmańskie kobiety nie mają tam wstępu, tak skromnie ubrane turystki mogą wejść do środka.

W całym mieście pełno straganów, na których lokalna społeczność sprzedaje towary wszelkiej maści. Od kozich głów po rękawice, od korali po zastawę stołową. Od kołder po wycofane z obiegu pieniądze, a wśród nich te z Saddamem Husajnem i nasz Mikołaj Kopernik na 1000zł niebieskim banknocie. Popołudniami tłumy przy bilardowych stołach, które stoją na ulicy. Grają mężczyźni i mali chłopcy. Starcy siedzą przed domami na zdezelowanych fotelach. Osiołki powoli i leniwie przemierzają miasto.

Na każdym kroku sprzedawane są podpłomyki, jogurty (nalewane prosto z garnka do miseczek lub w plastikowych kubeczkach), szaszłyki i coś na kształt orzechowego ciasta. Sprzedawcy siedzą na środku chodnika z rozsypanymi na gazetach suszonymi kwiatami i przyprawami, które później zalewa się wrzątkiem, jak herbatę. Można samemu stworzyć swoją mieszankę lub zdać się na wybór sprzedającego.

Kaszgar to miasto, w którym trzeba się zapodziać. Nie ma tu wyznaczonych turystycznych szlaków. Każda uliczka starego miasta może okazać się ciekawa, w każdej odnajdziemy rzemieślników mozolnie produkujących garnki, czy narzędzia, siedzące przed domami dzieci, kobiety, które szczelnie ukrywają każdy milimetr swojego ciała pod ciemnymi chustami.

Nowoczesna część miasta nie wzbudza już tak dużych emocji. Króluje tu olbrzymi posąg Mao i bloki mieszkalne. Pełno supermarketów i rozwrzeszczanej dzieciarni biegającej po centrach handlowych. Dopiero pod miastem znowu odnaleźć można ten Kaszgar sprzed lat. 5 kilometrów na północny wschód leży grobowiec Abakh Hoja. To XVII wieczny przywódca, którego 72 członków rodziny spoczywa tu wraz z nim. Wśród Chińczyków grobowiec znany jest bardziej z tego, iż podobno leży tu również Xiangfei (tzw. pachnąca konkubina). Abakh Hoja był jej dziadkiem. Ona natomiast została konkubiną cesarza Qianlong z dynastii Qing. Pomimo iż nie ma pewności, ze ciało Xiangfei faktycznie tu pochowano, to i tak historia ta wzbudza ogromne zainteresowanie.

Budynek mauzoleum wyłożony jest małymi kolorowymi kafelkami pośród których przeważa kolor zielony i niebieski. Królują kwiaty i motywy geometryczne, które w islamskim zdobienictwie są powszechne (istoty żywe uważano za tematykę boską). Niegdyś kopuła wieńcząca ten budynek wyłożona była zielonymi kafelkami. Niestety widać tu upływ czasu i brak dostatecznej konserwacji. Dziś już tylko cztery minarety mogą poszczycić się kolorową mozaiką. Nie przeszkadza to jednak tym, którzy przybyli, by oddać hołd pochowanym tu członkom rodziny Abakh Hoja. Leżą oni w stożkowych przykrytych kolorowymi tkaninami grobach, które ustawione zostały na podwyższeniu. W środku jest również powóz, którym z Pekinu przywiezione zostało ciało Xiangfei. Poza samym grobowcem znajdują się tu również cztery sale modlitewne, owocowy ogród i sadzawka, a cały kompleks otoczony jest murem.

Za murami, które otaczają mauzoleum znajduje się cmentarz. Kiedy spaceruje się po terenie mauzoleum, jest on zupełnie niewidoczny. Jednak przy samym murze ustawiono drewniane schodki i dopiero wspinając się na nie można zobaczyć leżące po drugiej stronie groby. Jest to nadal działające miejsce pochówku społeczności ujgurskiej.

Innym ciekawym grobowcem w Kaszgarze jest mauzoleum cenionego XI-wiecznego myśliciela i poety, który nazywał się Yusup Has Hajip. Grobowiec ten leży praktycznie w centrum miasta, wciśnięty między bloki mieszkalne. Budynek robi ogromne wrażenie szczególnie dzięki temu, iż cały wyłożony jest niebieskimi niewielkimi kafelkami, które kontrastują z ażurowymi zielono-żółtymi oknami.

– Jutro wyjeżdżamy o 7.00 – powiedział Alim. Poznaliśmy go kilka godzin wcześniej. Zaproponował, że pomoże nam dostać się do górskiej wioski, którą chcieliśmy odwiedzić. Obawiając się problemów ze strony chińskiej policji i braku potrzebnych zezwoleń, stwierdziliśmy, że przystaniemy na propozycje młodego Ujgura.
– O 7.00 czyli o 9.00? – zapytałam, żeby mieć pewność, że nie będzie pomyłki, ciągle bowiem nie było wiadomo, czy podawany przez niego czas jest czasem pekińskim, czy może tutejszym.
– O 7.00 czyli o 9.00 – doprecyzował

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. I o to chodzi. Rób ten przewodnik – tak to ma wyglądać. 🙂

  2. Super. Jestem pod dużym wrażeniem, fajne fotki.