Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

9.02.2010
wtorek

Zimno

9 lutego 2010, wtorek,

– Przyjdziesz do nas na kolację? – zadzwoniła do mnie znajoma Chinka. Kolacja była mi bardzo na rękę, gdyż przy okazji chciałam poprosić jej męża informatyka, by zajął się moim komputerem, który ku mej rozpaczy ma oprogramowanie Windows w wersji chińskiej. Zgodziłam się więc od razu.

Zima w Szanghaju jest wietrzna i wilgotna. Termometr niby wskazuje 8 stopni. Niby, bo temperatura odczuwalna jest o wiele niższa. Zimno przeszywa aż do szpiku kości. Do tego ostatnio ciągle pada deszcz, co sytuacji nie poprawia wcale. Względną ciepłotę mojego ciała utrzymuje mały grzejnik i elektryczny klimatyzator, który bucha ciepłym powietrzem. To jednak od razu ulatuje przez nieszczelne okna. Chińczycy mniej się całą sprawą przejmują. Zwyczajnie przyzwyczaili się i ignorują zimno. Ci bardziej zahartowani nie włączają klimatyzatorów wcale. Mi jednak trudno się przyzwyczaić i za każdym razem, kiedy moja przyjaciółka B opowiada, jak to dzieci i nauczyciele w chińskich szkołach siedzą zimą w kurtkach, szalikach i czapkach, dziwię się okropnie, że nie widzą potrzeby, by zaistniałą sytuację zmienić.

– Nie ściągaj butów! – krzyknęła znajoma, kiedy przekroczyłam próg mieszkania – Kurtki też nie ściągaj – dodała widząc, że rozpinam guziki

Tymczasem z kuchni wyszła jej mama opatulona w gruby szal. Na sobie miała ciepły płaszcz, a na rękawach dodatkowe ochraniacze, by nie ubrudzić odzieży przy gotowaniu. Tata zniknął gdzieś w ciemnościach balkonu, a moja znajoma paradowała po mieszkaniu w zielonym płaszczu i butach UGG. Jej mąż siedział na kanapie w grubej puchowej kurtce. Od razu zajął się moim komputerem. Poskarżyłam się, że bateria słabo trzyma i że ten mój laptop okropnie się grzeje. Przeraźliwy chłód zdawał się nie robić na nich większego wrażenia. W salonie i w kuchni mieli otwarte na oścież okna. Tylko sypialnie wyposażono w klimatyzatory, ale te i tak były wyłączone.

Popijałam gorącą herbatę, która nadzwyczaj szybko robiła się zimna, więc nader często musiałam prosić o dolewkę. Nie minęła godzina, kiedy poczułam, że robi mi się naprawdę chłodno. Zaczęłam kręcić się po mieszkaniu, przeglądać książki i magazyny. Zaczęłam też wiercić się na krześle, przebierać nogami, robić cokolwiek, by tylko wprawić ciało w ruch, by tak szybko nie marzło. Popatrzyłam z zazdrością na męża informatyka i pozazdrościłam mu tego mojego grzejącego się komputera – Tak by mi pięknie ogrzał ręce i nogi – pomyślałam sobie wtedy.

Postanowiłam ukryć się na chwilę w łazience, bowiem tam zazwyczaj jest ciepły nadmuch. Ale tam okno też było otwarte, wiec i nadmuch nic by nie pomógł. Włożyłam ręce pod gorącą wodę, powodując tym samym dreszcze na całym ciele.

Nie wiem, czy to za sprawą przebierania nogami, czy nadmiernego zbliżania twarzy do szklanki z herbatą, moja znajoma zapytała, czy nie napiłabym się czegoś mocniejszego.
– Kolega przywiózł nam to wino z Europy – powiedziała, a ja od razu podchwyciłam temat, naiwnie sądząc, że alkoholem się trochę rozgrzeję – podobno bardzo dobre – dodała stawiając na stole butelkę wódki Finlandia.
– Kochana – powiedziałam do niej zatroskana – to nie wino, tylko wódka.
Ona skrzywiła się nieco i niedowierzając mi, dokładnie zaczęła czytać etykietę
– Szkoda – powiedziała – przecież wódki pić nie będziemy.

Dostałam więc kolejną dolewkę wrzącej wody, kiedy jej mąż zakomunikował, że walka z komputerem została zakończona.
– Faktycznie, trochę się grzeje – przyznał wręczając mi laptopa – ale przynajmniej ciepło od niego – dodał, uśmiechnął się i założył na siebie drugą kurtkę.

Miałam wrażenie, że całe ciało zaczyna odmawiać mi posłuszeństwa. Minęły trzy godziny odkąd weszłam do tego mieszkania. Nie czułam stóp i stawów.
Udało mi się zjeść kolację, choć z trudem mogłam utrzymać w ręku pałeczki. To był koniec mojej wizyty. Nie mogłam myśleć o niczym innym jak tylko o tym, że jest mi przeraźliwie zimno, że mówiąc widzę, jak unosi się para. Nie pamiętam drogi powrotnej. Pamiętam tylko, że nigdy wcześniej nie doświadczyłam tak przeszywającego bólu kolan, takiego który uniemożliwia chodzenie. Bólu z zimna.

P.S. Napisałam ten tekst i od wczoraj 15 stopni! Wiosna.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. I oby tak pozostało. Później to już tylko upał…Pozrowienia i życzę aby zima polska, choć piękna (zwłaszcza oglądana na ekranie telewizora), szybko się skończyła.

  2. Heh, ja sobie co jakis czas ogladam jakies filmy wuxia i to tam widze dokladnie to co tu opisane – na zewnatrz zima, chinczycy siedza w domach pozawijani w mnostwo odziezy, a okna zamkniete kratka z nalepionym papierem…:) tradycja sie widac w narodzie trzyma…
    Patrzac a mojej (kanadyjskiej) perspektywy windchill factor to normalna sprawa – na dworze moze byc -5C ale z wiatrem czasem odczuwa sie to jak -15C. Tutejszy sposob na to – nie jedna gruba kurtka, ale duzo warstw, nawet cienkich – polecam bo dziala. No ale jak juz jest +15C to juz lato 🙂

  3. Oh, i jeszcze jedno.
    Szczesciwego Nowego Roku!!! 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Coz… tego samego doswiadczylem wiele lat temu na Taiwanie.
    Taiwanczycy uzywali (angielskiego) slowa „wino” na praktycznie kazdy alkohol wlaczywszy w to wodke, koniak oraz gin !

  6. Moi znajomi w Kanadzie tesknili za Ojczyzna.
    Pewnego razu zaprosili chinskich przyjaciol na kolacje ze spcjalem Kaczka po Chinsku. Pani domu zajeta ogladaniem telenoweli w piwnicy, bardzo spalila kaczke. A ze goscie juz byli w drodze to wywietrzyla dom i podala na stol ta spalenizne. Podejrzliwosc przyjaciol uspila twierdzeniem ze to specjalnosc kuchni polskiej, Kaczka na Czarno .
    Przy pozegnaniu chinska znajoma poprosila o przepis. Wiedzac o ich tesknocie za krajem, postanowila zrobic im przyjemnosc serwujac Kaczek na Czarno po Polsku w czasie rewizyty. Niestety, rewizyta sie nie udala bo przy czwartym alarmie przeciwpozarowym ktos ze wspollokatorow zadzwonil na straz pozarna.
    Zrozpaczona Chinka tlumaczyla sie znajomej, ze niestety strazacy przeszkodzili jej i kaczka nie jest taka czarna jak byc powinna.

    P.S.
    Czy to etykiety chinska nakazuje byc z wizyta tak dlugo i dlaczego nie mozna pic wodki ?

  7. Adam 2222,

    Wódkę można pić, szczególnie chińską, czyli tzw. baijiu (白酒). Moja znajoma akurat wódki nie lubi. A Chińczycy bardzo lubią się spotykać, bardzo lubią też długie kolacje.
    Ot i co.

    pozdarwiam wszystkich:-)

  8. Nie masz pojęcia jak się cieszę, że zrobiło się już ciepło z Szanghaju. Mam nadzieję, że na dobre. Mój mały grzejniczek ledwo daje radę. Znajoma Chinka ostatnio mówiła , że są plany instalacji centralnego ogrzewania w Szanghaju. Ciekawe…..