Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

19.05.2010
środa

Expo Park

19 maja 2010, środa,

Szłam z mieszanymi uczuciami, nie do końca wiedząc, czego się spodziewać. Na pewno wielkiego rozmachu. Obawiałam się, że idąc punktualnie na godzinę otwarcia, utknę w kolejce biletowej, tej w której prześwietlają bagaże, w kolejce do wagonika metra nr 13, tego które wybudowali specjalnie na potrzeby wystawy.

Osiem lat. Tyle minęło odkąd Szanghaj dowiedział się, że w 2010 roku będzie organizatorem Expo. Od tego czasu trwały przygotowania, które w ostatnim roku tak przybrały na sile, że aż trudno było w Szanghaju żyć. Dziś już jesteśmy po wilekim otwarciu, po pierwszych tygodniach, na które z utęsknieniem czekali Chińczycy, a przynajmniej skutecznie ich przekonano, że powinni na to czekać. Dla szanghajczyków stało się jasne, że Expo będzie dla nich i dla miasta tym, czym dla Pekinu była olimpiada.

Samo otwarcie gdzieś mi umknęło. Zagubiło się w nerwach, nałożyło na długi weekend majowy, na brak biletów kolejowych, opóźniony powrót do Szanghaju. A kiedy w końcu dotarłam, było już po wszystkim. Mgła pyłu fajerwerków osiadła nad miastem.

Ale już tego dnia, kiedy w końcu wybrałam się, by te pawilony Expo zobaczyć, tłumu jakiegoś wielkiego nie było. Parę minut po 9:00 ustawiłam się w kolejce do kontroli biletów i już o 9:30 byłam na miejscu, w samym środku parku rozrywki.

Bo tym to dokładnie jest. Fantastycznie dopracowanym pod względem organizacji parkiem. Na każdym skrzyżowaniu stoją wolontariusze, którzy całkiem niezłą angielszczyzną odpowiadają na wszystkie pytania zwiedzających. Niezliczona ilość knajp, sklepików, punktów z pitną wodą, czystych (!) toalet.

Teren Expo zajmuje ok. 7 km2. Podzielony został na sektory:
A, B, C – pawilony narodowe (Azja, Australia i Oceania, Europa, Afryka, obie Ameryki)
I te sektory znajdują się na Pudongu.

Po drugiej stronie rzeki, czyli na Puxi, (można się tam dostać linią metra nr 13, która działa tylko w obrębie Expo) leżą sektory:
D i E – pawilony firm i przedsiębiorstw jak np. Pawilion chińskich kolei, czy Pawilon Coca-Coli, a także pawilony tematyczne.

Między sektorami A, B i C kursują ekologiczne, bo elektryczne, cichutkie autobusy miejskie. Rozkładu jazdy brak, bo jeżdżą dosłownie co kilka minut. Przed każdym z pawilonów ustawiono bramki, które wyznaczają kierunek kolejki.

W tym wszystkim próbują się odnaleźć obcokrajowcy. Leniwie łażąc między pawilonami, zastanawiając się, do którego wejść, a który zostawić na później lub zupełnie ominąć. Chińczycy mają nieco inne podejście do sprawy.

W sklepikach z upominkami do nabycia są paszporty Expo (po 30 RMB). Wyglądem przypominają standardowe paszporty. Do wyboru w różnych kolorach (bordowe, granatowe, zielone, żółte, szare).

Idea polega na tym, że odwiedzając dany pawilon można poprosić o wbicie pieczątki do paszportu. Jakbyśmy przekraczali granicę danego kraju. Chińczykom tak spodobał się ten pomysł, że zupełnie zwariowali na jego punktcie. Stojąc w kolejce do poszczególnych pawilonów ma się wręcz wrażenie, że niektórzy nie są zainteresowani tym, co zobaczą w środku, chodzi tylko o to, żeby zdobyć kolejną pieczątkę.

Shanghai Daily z 8 maja opisywał przypadki handlu paszportami na portalu Baidu Teiba. Paszport z 47 pieczątkami z pawilonów narodowych można kupić za 500 RMB, ten z 43 pieczątkami za 300, a z 10 ale za to tych najbardziej popularnych kosztuje między 200 a 100 RMB.

Nic dziwnego, że sprzedaż idzie dobrze. Nic też dziwnego, że kolejki do pawilonów zapełniają sie Chińczykami, którzy mają po trzy, cztery paszporty. Kto bowiem nie chciałby pochwalić się tym, że odwiedził 47 krajów. No kto? Tak to jest bowiem przez Chińczyków odbierane. Jako możliwość zobaczenia całego świata od razu. Przejadą się przecież szwajcarską kolejką górską, zobaczą japońskie roboty, a Chopina posłuchają u nas. Nie trzeba już będzie nigdzie wyjeżdżać, zdobywać wiz i kupować biletów lotniczych. Cały świat w miniaturze zobaczą u siebie i tego wszystkiego inni będą, a przynajmniej powinni im zazdrościć.

Czy faktycznie jest czego zazdrościć? To już sprawa dyskusyjna.

Jak my wypadliśmy na tle innych krajów? O tym niebawem.

P.S. 22 maja 2010 w ramach Expo odbywać się będzie Dzień Polski, w ramach którego między innymi muzyka Fryderyka Chopina w wykonaniu Leszka Możdżera.

Po szcegóły zapraszam na: www.parp.gov.pl/index/index/1443

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Wkoncu udało mi się wyruszyć na Expo. I właściwie na wyruszeniu ta wyprawa się skończyła. Wybralam niedzielne deszczowe popołudnie, pełna nadzieji, że pewnie ludzi nie będzie. Na stacji metra 13 już się cieszyłam- pusto. Ale na samym Expo….kolejki na kilka godzin stania, ludzie na rozkladanych miniaturowych krzesełkach, niktorzy leżący na gazetach, dzieci sikające tam gdzie stoją…Dzięki ‚wtyczce’ w pawilonie hiszpańskim, do tego akurat czekać nie musialam, ale przeszlam obok cuchnącej zaduchem kolejki. Do polskiego pawilonu również wpuścili nas bez problemu. To co w pawilonach az DWOCH! zobaczyłam, podobało się, a owszem, ale na godzinne oczekiwania to bym sie nie zdecydowała i chyba się nie zdecyduje. Jeśli tłum nie odpuści do pażdziernika, pójdę na expo kilka razy, po tzn. kawałku. „Cha” show, odbywający się 4 razy dziennie był na niezłym poziomie, w tonie „Era Intersection of time” tyle, że motywem przewodnim pokazu była herbata. I tylko na mysl mi przyszło, że nie stojąc w kolejce, przechodząc tylko obok pawilonów już czułam nogi, więc nie wiem jak to droga Autorko zrobilaś;) A o pracownikach expo nie wspomne, ktorzy muszą sie męczyć z ludźmi, którzy siadają na plaskich monitorach, dziećmi załatwiającymi potrzeby w pawilonie tam gdzie toją i tłumem, którego nie ubywa…