Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

7.07.2010
środa

Expo po polsku

7 lipca 2010, środa,

– Czyj to pawilon? – zapytała stojąca obok mnie Chinka
– Ten jest polski – odpowiedział towarzyszący jej pan
– Polski? – zastanowiła się – Najbardziej chciałabym zobaczyć niemiecki, francuski lub brytyjski – powiedziała po chwili i zniknęła w tłumie przechodniów.

Trochę mnie drażni, kiedy słyszę, że polski pawilon jest jednym z najciekawszych, albo najczęściej odwiedzanych. Nie trzeba być ekspertem, by stwierdzić, że u Brytyjczyków, Niemców, czy Amerykanów kolejki są o wiele dłuższe. Nie mówiąc już o Japończykach, Koreańczykach z Południa, czy Emiratach Arabskich, gdzie na wejście czeka się dobrych kilka godzin.

Nie neguję liczb. Faktem jest, iż ostatnio w naszym pawilonie odnotowano wejście dwumilionowego gościa (tak samo było w pawilonie czeskim). Może faktycznie liczby te zaskoczyły naszych organizatorów, którzy nie spodziewali się takich tłumów. Nie oznacza to jednak, że nasz pawilon jest jakiś wyjątkowy i nadzwyczajnie interesujący. Bryła faktycznie wzbudza zainteresowanie przechodniów, ale wnętrze pozostawia wiele do życzenia.

Z przykrością należy bowiem stwierdzić, że niewiele się w nim dzieje. Najpierw trzeba przejść długim korytarzem, którego niewątpliwą zaletą jest to, iż od środka, tak jak i na zewnątrz, też jest mieniącą się w różnych kolorach wycinanką. Na ścianach tego korytarza umieszczono mało widoczne i ukryte w zagłębieniach niewielkie ekrany. Zdjęcia śmiejących się i machających ludzi, lub jakieś krótkie ujęcia np. z wyborów Miss Polski gdzieś z lat 50-tych i tych z roku 2000. Nie za bardzo wiadomo, o co chodzi i „co autor chciał przez to powiedzieć”.

Wchodząc do sali głównej zauważyłam grupę Chińczyków przytulających się do dużego ekranu, na którym wił się biały, wycinankowy i mówiący po chińsku smok.
Jak masz na imię? – powiedział do małego chłopca. Dziecko zapiszczało z radości. Jeszcze bardziej zapiszczeli jego rodzice.

Zaraz po smoku na ekranie pojawiła sie prezentacja miasta Łodzi. Chwilę później wnętrze naszego pawilonu opustoszało. Niestety dla Chińczyków oglądanie kilkuminutowej prezentacji nie miało większego sensu. Ani nie było to informacyjnie ciekawe ani technologicznie zaskakujące. Poszli więc dalej.

Ja też ruszyłam do wyjścia. W ostatniej chwili zaciekawiła mnie grupa ludzi siedzących na schodach tuż obok wyjścia. Beznamiętnie patrzyli oni przed siebie, jakby nie byli zainteresowani tym, co działo się na ekranie, na którym przemykały polskie pociągi. Jednak pokazywanie Chińczykom składów PKP Cargo raczej ich nie zainteresowało i większość z nich szybko wyszła.

Niestety w naszym pawilonie trudno było doszukać się informacji co, gdzie i kiedy można zobaczyć. Prezentacje następowały jedna po drugiej i na co się trafiło, to akurat można było obejrzeć. Przez to niedoinformowanie niemal umknęła mi animacja Tomasza Bagińskiego pt. „Animowana historia Polski”. Z ogromnym żalem muszę przyznać, iż pomimo tego że sama uważam ją za fantastycznie wykonaną, to jest zupełnie niezrozumiała dla Chińczyków. Pozostaje pytanie, czy dałoby się to zrobić lepiej, w większym uproszczeniu, tak by było bardziej zrozumiałe dla społeczności azjatyckiej? Szczerzę wątpię. Animacja jest trójwymiarowa, ale nikt nie rozdawał specjalnych okularów i oglądaliśmy ją jak zwykły film.

Przyswojenie treści filmu nie ułatwia z pewnością i to, że jest on zdecydowanie za długi. Trwa bowiem ponad 8 minut! Jeśli zaś celem  nie było przedstawienie historii naszego kraju, a pochwalenie się możliwościami polskiej animacji, to i owszem, to się udało. Tylko że nikt poza mną nie wysiedział do końca. Nikt też o istnieniu tej animacji nie był informowany i gdyby nie mój upór, by wysiedzieć na prezentacji PKP Cargo i poczekać, by przekonać się, co będzie dalej, pewnie wyszłabym razem z tłumem Chińczyków nie przekonawszy się nawet, co jeszcze polski pawilon miał do zaoferowania.

Podstawowym błędem, jaki od razu nasunął mi się na myśl było to, iż cała przestrzeń jest otwarta, a zwiedzający spacerują po niej w dowolnym i odpowiednim dla siebie tempie, co w tym przypadku oznacza, szybkie wejście, przejście i jeszcze szybsze opuszczenie budynku. Chińczycy z Hong Kongu, Singapurczycy czy Kazachowie mieli lepszy pomysł na wyświetlanie prezentacji i filmów o swoich krajach. W prosty sposób dzielili zwiedzających na grupy mniej więcej 50-osobowe i  tak wpuszczali do środka. Zamykali drzwi i pozwalali wyjść dopiero po zakończonym seansie. Tym sposobem każdy, kto wszedł do środka, był poniekąd zmuszony do obejrzenia tego, co dany kraj chciał o sobie powiedzieć i nie miało znaczenia to, czy wyświetlany materiał był ciekawy czy nie.

U nas niestety, ale u Hiszpanów też, zwiedzanie nie było w żaden sposób zorganizowane, a biorąc pod uwagę zamiłowanie Chińczyków do podążania wyznaczonym szlakiem, jak i przewidując, że trudno im będzie dobrowolnie skupić się na prezentacji trwającej 5 minut, takie przymusowe rozwiązanie miało raczej pozytywny efekt. Wystarczyło też urozmaicić prezentację i pokazać ją w formie 3D i film od razu zdawał się być bardziej interesujący. Co więcej prezentacja Hong Kongu trwała 30 sekund! Krótko? Przy tak ogromnej liczbie pawilonów ‚szybko i zwięźle’ to zaleta nie do przecenienia. Dodatkowo Chińczycy nader wszystko cenią sobie pokazy na żywo. U Włochów szewc siedzi na krzesełku i  robi damskie buciki, u Hiszpanów tancerka tańczy flamenco, a w pawilonie Sri Lanki można obejrzeć tkające kobiety. Wokół nich wszystkich grupy żywo zainteresowanych zwiedzających.

Nie jestem z tych, którzy narzekają na wszystko co polskie. Raczej mi przykro, kiedy widzę, że coś mogliśmy zrobić lepiej, a udajemy, że wyszło nad wyraz dobrze, nawet lepiej niż u innych. Niestety po wyjściu z polskiego pawilonu niewiele się pamięta. Może poza bursztynami i muzyką Chopina, które można kupić w sklepiku z pamiątkami. No i wycinankowa bryła robi wrażenie. Ale tylko z zewnątrz.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Dziękuje pani za rzetelna informacje co w naszych mediach jest rzadkością.
    Karmią nas do obrzydzenia głupią propaganda.

  2. co za skwaśniały popis malkontenctwa!
    wszystko byś zrobiła inaczej, ok, ale to nie znaczy że lepiej.

  3. kto zaczyna zdanie od „No i” ? gimnazjalista ? i zaraz później dostaje pałę.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Do Mariana:
    Skoro już wszyscy jesteśmy na ‚ty’, byłeś na expo i widziałeś?? Ja byłam i widzialam. Czekanie po kilka godzin uważam za bezsensowne i niewarte, zwłaszcza jeśli w środku poza galerią biżuteri, nie ma nic. Kogo obchodzi film o PKP!?
    Ps. Ja proponuję pałą anie pałę. Zdania zaczyna się z wielkich liter…podobno

  6. Ja też byłam, i dałam wyraz. Niewiele różni się pod powyższego…
    http://szwarcman.blog.polityka.pl/?p=503

  7. Zgadzam sie w 99%, bo film Baginskiego byl dla mnie za krotki, dostalismy okulary i nikt nie wyszedl przed koncem. I czy przypadkiem nie czeka sie godzinami na wejscie do Arabii Saudyjskiej a nie ZAE?