Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

30.09.2010
czwartek

Dunganie

30 września 2010, czwartek,

Nie wyglądało to wcale jak meczet. Kształtem przypominało bardziej świątynię buddyjską, a nie islamską. Wchodząc zdawało się, że komuś pomieszały się religie, style, kultury i kraje. Bo to Kirgistan, a nie Chiny. Przychodzą tu muzułmanie, a nie buddyści. Choć z taką samą częstotliwością modlą się tu zarówno Chińczycy jak i Kirgizi.

Dunganie, bo tak nazywa się zamieszkałą w Kirgistanie (i Kazachstanie również) ludność pochodzenia chińskiego, to grupa która przybyła do Azji Środkowej w połowie XIX wieku.  Pierwotnie żyli oni na terenach dzisiejszych chińskich prowincji Gansu, Shaanxi i Ningxia. Ich celem było założenie własnego państwa. Walczyli przeciwko mocarstwowym zapędom cesarstwa Qing. Walki trwały długo (1862-1877) i ostatecznie zakończyły się porażką ludności muzułmańskiej. Wtedy też wielu z nich zdecydowało się wyemigrować do rosyjskiej wówczas Azji Środkowej.

Druga fala emigracji mieszkańców Gansu, Shaanxi i Ningxia, ale też i Xinjiangu miała miejsce w latach 1881-83. Na mocy traktatu podpisanego w Sankt Petersburgu ludność ta bez żadnego uszczerbku mogła dobrowolnie przenieść się na ziemie dzisiejszego Kazachstanu i Kirgistanu, z czego większość z nich skorzystała.

Sami siebie nazywają Huizu (回族). Są potomkami tych, którzy w dzisiejszych Chinach należą do muzułmańskiej mniejszości Hui. Rosjanie tak jak i Ujgurzy z Xinjiangu mówią o nich Dunganie (po chińsku 东干族). Jedna z teorii pochodzenia tej nazwy mówi, iż jest to zapożyczenie z języka tureckiego – döñän – czyli ten który zawraca. Ta teoria niewątpliwie pasuje również do chińskiego odpowiednika nazwy Hui (回), którą dosłownie tłumaczy się, jako ‚wracać, powracać’. Innym wytłumaczeniem jest pochodna od chińskiego wyrażenia ‚wschodnie Gansu’ czyli DongGan (东干).

W Kirgistanie Dunganie osiedlili się w okolicach miasta Karakoł, na terenach przy jeziorze Issyk Kul oraz na przedmieściach Biszkeku. W całej Azji Środkowej zamieszkuje ich obecnie około 110 tysięcy, z czego prawie 37 tysięcy mieszka w Kazachstanie, a 60 tysięcy w Kirgistanie. Mniejsze grupy obecne są również w Rosji i Uzbekistanie.

Żyjący od lat w Azji Środkowej posługują się językiem rosyjskim i odpowiednio kazachskim lub kirgiskim. Mówią też płynnie w dialekcie Shaanxi/Gansu. Co interesujące nie potrafią oni ani pisać, ani czytać chińskich znaków i przez lata wypracowali sobie swój unikalny system językowy zapisując go cyrylicą. Ich język mówiony niewiele zmienił się od tego sprzed ponad 100 lat dlatego raczej trudno jest im porozumieć się z dzisiejszymi przedstawicielami mniejszości Hui tym bardziej, że obecnie w dungańskim wiele jest zapożyczeń z arabskiego, perskiego i tureckiego.

Zdecydowana większość Dunganów zajmuje się się uprawą ryżu i warzyw. Z biegiem lat przyjęli oni częściowo kulturę terenu, na którym się osiedlili. Typowo chińskie stroje wykorzystują jedynie z okazji wesel, na co dzień ubierają się tak, jak pozostali mieszkańcy Azji Środkowej. Jedzą pałeczkami, a ich domostwa w dużej mierze podobne są do tych w Chinach. Starsi nadal podobno śpią na tzw. kangach – jest to duża podgrzewana platforma zrobiona z cegieł i niewypalonej kamionki.

Kiedy Dunganie osiedlili się w Karakole, w mieście pomimo sporej liczby mieszkających tu muzułmanów, nie było meczetu. To Chińczycy podjęli pracę nad budową świątyni. Trwały one od 1907 do 1910. Cała konstrukcja została wybudowana z cegieł oraz drewna zupełnie bez użycia gwoździ. W latach 30-tych XX wieku Sowieci zamknęli meczet dla wiernych. Ponownie zezwolili na korzystanie z niego w 1943 roku i od tego czasu służy on tutejszej społeczności.

Nie ma wątpliwości, że świątynia wymaga gruntownego remontu. Farba odchodzi praktycznie z całej powierzchni fasady. Niebieski minaret, który przypomina nieco chińską pagodę, sprawia wrażenie, jakby niebezpiecznie przechylał się ku ziemi.

Widać, że wierni dbają o swoją świątynię. Pomimo iż budynek nadszarpnięty jest czasem i nieodnawiany od lat, to jednak teren wokół niego utrzymywany jest w dużym porządku. Zamiecione chodniki, równiutko ułożone buty, a w pobliskim ogródku zasadzone i kwitnące o tej porze roku kwiaty.

Świątynia jest kolorowa i dzięki tej mieszance barw ociepla otoczenie. Sąsiaduje bowiem z zaniedbaną, niską zabudową niewielkich domów. Niebieskie okiennice odznaczają się już z daleka. Jednak nie uchroniły one wszystkich szyb. Sporo z nich zwyczajnie się potłukło. Udekorowany zielonymi, czerwonymi i pomarańczowymi ornamentami z widocznymi postaciami smoka i feniksa wygląda niczym wyjęty z chińskiej buddyjskiej wioski. Ale jest tu. W kirgiskim Karakole i służy muzułmanom bez względu na to, czy ich przodkowie pochodzili z Państwa Środka czy też nie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Ha! Bardzo to ciekawe!

  2. Bardzo interesujące wątki w tym blogu!
    Będę tu powracać , jako że fascynuje mnie „chińszczyzna”.
    Pozdrawiam