Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

1.03.2013
piątek

Różne oblicza Chin

1 marca 2013, piątek,

Bardzo często spotykam się ze stwierdzeniem, że Chiny to wspaniały nowoczesny i z niezwykłą dynamiką rozwijający się kraj. Odwiedzający nierzadko zachwycają się drapaczami chmur, obecnością najdroższych marek świata, miastami oplecionymi przez imponujące drogowe estakady. Od jakiegoś czasu zastanawiam się, po co my – ludzie Zachodu – jeździmy do Chin? I czy aby na pewno wszyscy odwiedzamy ten sam kraj?

Widok z mostu Lupu, Szanghaj

Zdarzyło mi się wzbudzić śmiech, kiedy podczas rozmowy w sprawie pracy powiedziałam, że by współpracować z Chińczykami, najlepiej interesować się również ich krajem, a co za tym idzie kulturą, sztuką, wiedzieć coś o historii Państwa Środka, znać chińskich filozofów. W świecie pędzącego do przodu biznesu nie ma czasu na romantyczne rozmyślania, zastanawianie się nad różnicami kulturowymi. Pomimo rozbawienia, które wzbudziła moja wypowiedź, nie zmieniam zdania. Bez świadomości istnienia owych różnic jak po nitce do kłębka dojdziemy do pierwszego nieporozumienia, które dość szybko może utrudnić nam współpracę.

Hala dworca kolejowego, Szanghaj

By dowiedzieć się, jakim krajem jest Chińska Republika Ludowa, nie wystarczy codzienne czytanie prasy gospodarczej. Nie wystarczy też tygodniowy pobyt w dobrym hotelu i przemieszczanie się po mieście służbowym samochodem. Już skorzystanie z taksówki dużo nas nauczy. Cieszą mnie ci, którzy po całodniowych negocjacjach decydują się na spacer niekoniecznie po głównej handlowej ulicy miasta. Bardzo lubię też turystów, którym nie wystarczy odwiedzenie Zakazanego Miasta. Tych, którzy szukają prawdziwych Chin na lokalnych targowiskach, w komunikacji miejskiej, czy tanich restauracyjkach.  

Kaligrafia w parku, Pekin

Rozumiem, że nie wszyscy chcą i mogą wybrać się w podróż choćby do zachodniej czy południowej części tego kraju. Choć mielibyśmy tylko odwiedzić Szanghaj, to może jednak warto przygotować się do wyjazdu i przeczytać nieco na temat pozostałych regionów? Dzięki temu widząc młodego chłopaka w dziwnym nakryciu głowy, który sprzedaje podpłomyki na rogu ulicy, będziemy wiedzieli, że to nie Rosjanin ani Turek, któremu nie udała się kariera w Szanghaju. To Ujgur. Przybył do Perły Orientu z Regionu Autonomicznego Sinciang i też jest obywatelem ChRL. Dowiemy się też, skąd w sercu Dalekiego Wschodu architektura art déco, albo dlaczego Szanghajskie Centrum Wystawowe nieco przypomina pomniejszony Pałac Kultury i Nauki.   

Różne oblicza Szanghaju - art déco i drapacze chmur

Pałac chińsko-sowieckiej przyjaźni, Szanghaj. Autor: Remko Tanis - photostream (cc)

Przyznam, że mi również imponują drapacze chmur, estakady oplatające całe miasta, ciekawią mnie najdroższe marki świata, ale Chiny to nie tylko blichtr i ekstrawagancja. To przede wszystkim cała masa ciężko pracujących zwykłych ludzi, dla których te drapacze chmur są równie abstrakcyjne jak dla nas. Być może, pomimo napiętego grafiku pełnego spotkań biznesowych, albo ustalonego przez biuro podróży planu zwiedzania, uda się odwiedzającym choć przez chwilę poobserwować te inne Chiny. Te, których symbolem są tanie skutery, makaron z warzywami sprzedawany o północy przy przejściu dla pieszych, czy gwar odzieżowych targów, gdzie każdy niezależnie od zasobności portfela, znajdzie coś dla siebie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Co za spokojny i rozważny artykuł. Pięknie i głęboko.
    Że też można tak rozsądnie pisać.
    Dziękuję.

  2. Trochę smutnawy jest ten opis dzisiejszy wpis o historii Chin.
    Jeżeli biznes zapomni o swoich korzeniach, to za ileś tam lat, może być groźnie, gdyż piękna i stara historia chińskiego narodu, będzie dostępna tylko na starych zdjęciach i filmach.
    Tak przy okazji zastanawiam się nad pytaniem, dlaczego nie robi się „wycieczek” do zwykłych, normalnych miejsc. Ja rozumiem, że to co najważniejsze w Chinach, i nie tylko, należy obejrzeć, gdy się tam jest, ale zobaczyć to zwykłe życie chińskiej rodziny to jest też przeżycie, czasami bardziej zapada w serce.
    Cóż ten pomnik przyjaźni sowiecko – chińskiej jakiś marny.

  3. @Vera: Bardzo dziękuję i zapraszam do dalszego śledzenia bloga.
    @ciekawy Orientu: Chiny to nie jest kraj otwartych drzwi. Władza nie lubi, kiedy obcy wchodzi i zagląda, gdzie mu się tylko podoba, ale wiele zależy też od samych turystów… Jeśli zaś chodzi o pałac, to ginie między estakadami. Gdyby przenieść go do Warszawy lub Krakowa, to dopiero wtedy okazałoby się, że jest całkiem spory:-)

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. moje uznanie dla szanownej Autorki za ciekawe uwagi o Chinach.
    Polacy o Chnach nie wiedzą nic. I nie chcą. Nie ma to jak mieć chatę z kraja. Ignorancja jest boska, bo pozwala lewitować w spokoju ułudy.

    W Chinach buduje się miasto za miastem.Od zera. Po kilkanaście miast wielkości Warszawy rocznie. Polskie wyobrażenia o inwestycjach, osiągnięciach sztuki architektonicznej, inżynierii czy zagadnieniach rozwoju w szerokim ujęciu są śmiesznie mikre i prowincjonalne.

    To nie znaczy, że wszystko w Chinach jest tworzone dobrze. Nieraz bardzo koszmarnie. I za wielką cenę nierówności. Ale na całkowicie innym poziomie. Polskie firmy, polscy architekci, inżynierowie, planiści, ekonomiści w Chinach nie istnieją i nic się z chińskich doświadczeń nie nauczą.

  6. No właśnie!
    Wczoraj „nieznani sprawcy” napadli na niemiecką dziennikarkę telewizji ARD. W pobliżu widziano samochód partyjnego dygnitarza. Trzeba mieć odwagę żeby pisać o Chinach.
    Pozdrawiam

  7. Właściwie tylko „Polityka” ciekawie i na poważnie przygląda się Azji, w której już w połowie naszego stulecia trzy gospodarki tego regionu: Chin, Indii i Indonezji będą wyprzedzały Stany Zjednoczone, i to każda z osobna. Czy odbędzie się to pokojowo, bez turbulencji i histerii białego człowieka?