Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

6.03.2013
środa

Nie lada wyzwanie

6 marca 2013, środa,

W Europie, która zachwyca się rowerami, powstaje coraz więcej ścieżek dla jednośladów. Ludzie  często – czy to z pobudek ekologicznych, zdrowotnych, czy ulegając modzie – rezygnują z samochodów. Tymczasem w Chinach rośnie w siłę nowa klasa średnia, a jej głównym celem jest zdobywanie dóbr. Choć samochód odpowiedniej marki to oczywiście status prestiżu, jest on również jedną z podstawowych potrzeb obywateli Państwa Środka. Odkąd coraz większą rzeszę Chińczyków stać na zakup auta, przed władzami miast pojawił się nowy, ale za to dość trudny do rozwiązania problem.

Przyszły właściciel czterech kółek ma przed sobą nie lada wyzwanie. Nie tylko musi cierpliwie odkładać potrzebną na zakup sumę, ale czeka go również dodatkowy wydatek w postaci opłaty za zarejestrowanie pojazdu. Chcąc ograniczyć ilość samochodów pojawiających się na drogach, władze niektórych chińskich miast wprowadziły system sankcjonowanego wydawania tablic rejestracyjnych. W tym celu ustalany jest miesięczny limit pozwoleń, który zazwyczaj wynosi około 10 000 sztuk.

Władze Szanghaju już w 1994 roku dostrzegły problem wzrastającej liczby samochodów na drogach. Wtedy też postanowiono ograniczyć ilość wydawanych rejestracji i podjęto decyzję, iż co miesiąc będą one sprzedawane na zasadach licytacji. System jest więc bardzo prosty, czyli zwyczajnie wygrywa ten, kto da więcej, a że obecnie ceny za tablice przekraczają już 50 000 RMB (ponad 25 000 zł), to wiele osób szuka rozwiązań alternatywnych.

Licytacja tablic rejestracyjnych (źródło: Want China Times)

Ci, których nie stać na zakup tablic z oznaczeniem Szanghaju 沪 (Hù), ratują się rejestracją w sąsiednich prowincjach, gdzie ceny są niższe, konkurencja mniejsza, a do tego  często nie ma żadnych limitów. Samochody spoza miasta obowiązuje jednak szereg restrykcji. Nie mogą one na przykład w godzinach szczytu korzystać z dróg szybkiego ruchu, a do tego właścicieli tych pojazdów obowiązuje dodatkowy system opłat dotyczący wjazdu i poruszania się po centrum.

Dość często słychać jednak głosy krytykujące licytacje. Czemu bowiem beneficjentami mieliby być tylko najbogatsi? Słowa krytyki są na tyle poważne, iż Pekin, który wprowadził limity dopiero w 2011 roku, zdecydował się na organizowanie loterii. Komu się poszczęści i zostanie wylosowany, ten kupuje tablice rejestracyjne po atrakcyjnej cenie. Niewielu jest jednak szczęśliwców, gdyż zazwyczaj na jedno pozwolenie przypada od 50 do 70 chętnych. Idąc przykładem tych dwóch metropolii w połowie 2012 roku władze Kantonu  też wprowadziły restrykcje. Postanowiły one jednak połączyć pomysły realizowane w Pekinie i Szanghaju i połowę pozwoleń wystawiają na aukcji, podczas gdy o pozostałe można się starać na zasadach loterii.Tymczasem Szanghaj i tak może czuć się wygrany. Utrzymywane przez lata ograniczenia zaowocowały tu zdecydowanie lepszą sytuacją na drogach niż ta, z którą obecnie boryka się stolica.

Źródło: www.chinaautoweb.com

Te wszystkie obwarowania nie zmieniają jednak faktu, iż miasta nie radzą sobie z korkami i spalinami. Może jednak warto byłoby na nowo zainteresować obywateli ChRL jednośladami? Czy europejska moda na rowery  przeniknie również na Daleki Wschód? Czy uda się dzięki temu zmienić chińskie postrzeganie i zamiast utożsamiać je z biedą, przymusem i niewygodą, zacznie się również i w Chinach spoglądać na nie łaskawym wzrokiem?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Wydaje mi się, że wszystko toczy się z tzw. przesunięciem czasowym. Czyli przed iluś tam laty w Ameryce był boom samochodowy, potem przyszedł czas na Europę, teraz na Chiny. Tylko jest jeden problem. W Stanach, auta były tanie a i benzyna także, w Europie było dobrze w latach 50-tych i 60-tych, gdzie paliwo było naprawdę tanie, lecz pojazdów niezmiernie mało. Gdy zaczęło ich przybywać, paliwo też poszło w górę. W Chinach jest tak, że za tzw. dobra luksusowe ?! trzeba słono płacić. Kogo stać ten jest „wygrany”. Największy problem w Chinach dopiero przyjdzie. Myślę tutaj o miejscach parkingowych w miastach. Taka zasada obowiązuje w Japonii, gdzie najpierw trzeba udowodnić, że posiada się 4 – 8 metrów kwadratowych powierzchni na parkowanie, a dopiero po sprawdzeniu, dostaje się pozwolenie na kupno samochodu !
    Myślę także, że władze chińskie zliberalizują te ograniczenia w wydawaniu tablic rejestracyjnych, gdyż kasa jest potrzebna, a taki samochód napędza różne działy gospodarki.

  2. Co do jednośladów, to Chińczycy, ci w miastach, którzy w miarę dobrze zarabiają, chcą zapomnieć, gdyż źle im się to wszystko kojarzy. Chcą być inni ! Tam gdzie zostaną wybudowane dobre, wielopasmowe drogi królować będą samochody. Im dalej na prowincje, tym więcej jednośladów, gdyż tamtejsze drogi nie są przygotowane na duże obciążenia. Jednoślady w miastach to przyszłość, jak Chińczykom trochę znudzi się jazda samochodem i stanie w wielokilometrowych zatorach, przyjdzie moda na rower lub skuter. Ale wtedy mieszkańcy syci „luksusu” powrócą do przemieszczania się tak jak ich przodkowie. Ale to już będzie inne nastawienie do jednośladu.

  3. Czy europejska moda na rowery przeniknie również na Daleki Wschód?
    A ja pamiętam czasy, kiedy najważniejszym zadaniem władz było pozbycie się z ulic „tych przeklętych rowerów”, które blokowały drogę utrudniając jazdę samochodem. Pokazuje Pani świetny przyśpieszony kurs rozwoju społecznego, jakiego w Polsce – ciągle na poziomie lat 30 -50 -tych nie uświadczy.
    Mogę też zamieścić zdjęcie dwu aut o tych samych numerach rejestracyjnych. To też rozwiązanie.
    Niestety środek lokomocji i struktura zabudowy miast wzajemnie się definiują. Gęsta zabudowa niskimi budynkami i wąskie uliczki tradycyjnych miast albo rzadkie i rozrzucone wysokościowce i dziesiątki kilometrów do miejsca pracy.
    Zadziwiające i nowe jest dla mnie to, co Pani pisze o dochodach. To chyba społecznie jest tak, że ceny są zbyt niskie bo setki milionów biedaków muszą z czegoś żyć (minimum życiowe 250 Euro rocznie!!). W efekcie bogaci nie mają co robić z pieniędzmi. Podobne problemy pojawiają się przecież i w innych państwach.
    Proszę o więcej takich artykułów.

  4. Z niecierpliwością czekam na Pani kolejny artykuł. Czytanie ich to przyjemność, ale i refleksja.

  5. Pani Joanno !
    Życzę Pani spokojnych, ciepłych, zdrowych i radosnych Świat Wielkanocnych !
    Tak jak Vera, też z niecierpliwością oczekuję na Pani następny wpis.