Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

4.03.2014
wtorek

Z pierwszych stron gazet

4 marca 2014, wtorek,

Budzi się we mnie sprzeciw względem pisania o sprawach, które zajmują pierwsze strony gazet. Jednak wywołana do tablicy przez Verę (komentarze pod kilkoma poprzednimi wpisami) czuję się w obowiązku, by napisać kilka słów o zanieczyszczeniu powietrza w Chinach.

Już od kilku miesięcy zalewa nas potok niepokojących informacji płynących z Państwa Środka o katastrofalnej sytuacji największych chińskich miast. Smog pokrywa całe aglomeracje, widzialność spada do kilkunastu metrów. Biją na alarm chińscy naukowcy, dziennikarze, ale też zwykli mieszkańcy, dla których przebywanie w takim środowisku jest po prostu zabójcze.

We wrześniu 2013 roku chińskie władze ogłosiły, że do 2017 roku poziom energii pochodzącej z węgla spadnie z obecnych 70% do 65%. Następnie przed kamerami państwowej telewizji CCTV widzowie na własne oczy mogli zobaczyć rozpadające się w pył kominy jednej z elektrowni węglowych, a spiker zapewniał, że w najbliższym czasie co najmniej kilka kolejnych czeka taki sam los. Powtarzanie tych materiałów utwierdzało widzów w przekonaniu, że w końcu coś w tym temacie zostało zrobione.

W książce pt.”River town”, wspominany już kiedyś przeze mnie Peter Hessler (Trzy oblicza Chin), opisuje dwa lata, które spędził w miejscowości Fuling (涪陵). Zamieszkał tam w 1996 roku, a jedno z jego pierwszych spostrzeżeń na temat tego usytuowanego nad rzeką Wu syczuańskiego miasta dotyczyło hałasu i niebywałego zanieczyszczenia powietrza. Temu, jak twierdzi autor, winna była węglowa elektrownia oraz kilka sporych, mieszczących się w okolicy fabryk. Hessler przyznaje, że nawet po prostym wydmuchaniu nosa w chusteczkę widać było skalę zjawiska. Papier od razu wypełniał się szaro-czarnym śluzem. Miasto zdawało się być przykryte ciężkim, szarym, węglowym kocem, a jego mieszkańcy przyjmowali ten stan rzeczy, jako coś, czego zmienić się nie da.

W 2008 i 2009 roku nie dało się po Szanghaju biegać. 30 minutowy jogging kończył się ostrym kaszlem. W ciągu roku można było doliczyć się raptem kilku dni, podczas których nad miastem podziwiano pełne słońce. Przy odrobinie szczęścia można było dojrzeć tylko jego blady zarys. Po kilku godzinach spędzonych na świeżym powietrzu oblepiał człowieka industrialny pył, a doświadczenia z tym, co po wydmuchaniu nosa pojawiało się na chusteczce były dokładnie takie same, jak te zaobserwowane przez Hesslera. Skala problemu narastała więc od lat, a to, czego dziś doświadczają mieszkańcy chińskich miast, jest tylko zwielokrotnieniem tamtych sytuacji. Dzisiejsze starania władz, by poprawić jakże dramatyczną sytuację w aglomeracjach są mocno spóźnione.

Zanieczyszczony Xi'an, centrum miasta (fot. Jakub Kańdulski)

Pekin, Szanghaj i Kanton będąc na pierwszych stronach światowej prasy wywalczyły zakaz uruchamiania nowych węglowych elektrowni, które znajdują się w ich sąsiedztwie. A co z miastami takimi jak Fuling? Brytyjski dziennik The Guardian cytując eksperta ds. Zanieczyszczenia środowiska dr. Andrey Gray’a podaje, że aktualnie na terenie Chin w budowie (lub w planach, które przy okazji ogłoszonej akcji walki z zanieczyszczeniem nie uległy zmianie) pozostaje 570 nowych elektrowni węglowych. Zaproponowane przez chińskie władze rozwiązania oceniane są jako zbyt małe, by miały faktyczny wpływ na realną poprawę sytuacji.

Od niedawna spoglądam na Chiny przez pryzmat tamtejszej wsi. Uczę się po niej oceniać ten jakże fascynujący kraj. To, co dzieje się w metropoliach, oddzielam grubą kreską od reszty, bo Szanghaj, Pekin, czy Kanton to nie są całe Chiny. To wycinek, na którym Zachód z oczywistych względów skupia swoją uwagę.

W kontekście zanieczyszczenia powietrza szczególnie martwi mnie prowincja. Jej zacofanie, brak informacji, niedostateczne zainteresowanie władz mieszkającymi tam ludźmi, a mowa przecież o około 50% obywateli ChRL. W każdej wiosce piętrzą się góry węgla i góry śmieci, bo zarówno jednego jak i drugiego jest tu pod dostatkiem. Tereny te to świat ogromnej biedy. Świat, w którym masowo pali się śmieci. Wszystkie, razem, bez wyjątku. Góry plastikowych toreb, opakowań po żywności, resztek jedzenia, butelek, ubrań, czy opon lądują w przydrożnych betonowych koszach, które zwyczajnie podpala się. To najczęstsza i według mieszkańców zdaje się najbardziej efektywna forma pozbywania się odpadków. Miliony ludzi pracują przy drogach, zamiatają, sprzątają i podpalają to wszystko, co w rowach zostawiają mieszkańcy i podróżni. Nikt im nie mówi o segregacji, nikt nie tłumaczy, by wszystkiego nie spalać. Bez pieniędzy, naukowców i świadomych obywateli chińska prowincja jest i zapewne na długo jeszcze pozostanie zaściankiem.

Spalanie śmieci przy drodze w prowincji Hunan (湖南), (fot. Joanna Kańdulska)

Tymczasem władza obwieści wykonanie planu, odnotuje się wyburzenie starych elektrowni, a poziom zanieczyszczenia w największych miastach nieznacznie spadnie. W tym samym czasie na wsi nie zmieni się nic. Pozostanie ona taka, jaką była do tej pory. Zacofana, mało ważna, bez prawa głosu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Witam i muszę z miejsca zaprotestować. I to mocno. Nie czuję się powołana do wywoływania do tablicy, nie czuję się w żadnej mierze kimś, kto wie lepiej albo uzurpuje sobie prawo do pouczania kogokolwiek.
    Chodziło mi o to, że bardzo długo przyszło nam czekać na Pani kolejny wpis i po prostu pierwsze, co mi przyszło do głowy to przypuszczenie, że koś tu zbłądził we mgle. To nie poczucie wyższości tylko docenienie tego, co te teksty wyrażają skłoniło mnie do napisania uwagi.
    Co do pierwszych stron gazet to muszę jednak przyznać, że szukam odpowiedzi na pytanie, czy Chińczycy są wyjątkowi czy raczej wszystko pójdzie zwykłą drogą, boom się skończy i wzrost znajdzie swoje granice. I kto ma rację, ci którzy bajdurzą o żółtej rasie czy ci, którzy widzą w Chińczykach takich samych ludzi jak my.

  2. Droga Vero,
    Bez obaw, nie poczułam się pouczona, a wywołanie do tablicy też jest czasem potrzebne. Przyznaję, że niestety dość często wymagam od Państwa – Czytelników tego bloga – dużej dozy cierpliwości, więc tym bardziej doceniam to, że w oczekiwaniu na kolejne teksty regularnie tu Pani zagląda.

    Dla mnie Chińczycy są wyjątkowi. Ale wyjątkowość, którą dostrzegam, nie ma to nic wspólnego z boomem, który kiedyś się skończy.

  3. Cóż, władza jak to władza, lubi spektakularne chwyty, na które zwykli mieszkańcy dadzą się nabrać, Czym więcej takich „oszukanych” tym lepiej.
    Można by zmusić takie elektrownie do założenia filtrów, ale to dla władzy nie ma sensu, gdyż taka elektrownia zaczęłaby produkować dużo mniej prądu, a to przecież produkt strategiczny, więc filtry się omija. Prądu potrzeba coraz więcej, gdyż ludziska się bogacą i posiadają coraz więcej urządzeń elektrycznych, więc koło bezsilności się zamyka.
    Co do wsi to sprawy są o tyle gorsze, jak zresztą Pani pisze, że władza nie ma żadnego interesu by zachęcać obywateli do segregacji śmieci. Poza tym bieda wymusza „wykorzystanie” każdego kawałka papieru, tektury czy plastiku. Ludzie są bardzo pomysłowi, a też potrzebują odrobinę komfortu w postaci ciepła, czy ciepłego posiłku. To wszystko powoduje, ze wytwarzane są olbrzymie ilości trującego dymu, więc ktoś czysty rano, jest brudny od smogu już w południe.
    I taka myśl przyszła mi do głowy, że Chińczyków jest tak dużo, że władza zostawia wszystko swojemu biegowi. Oni mieszkają w klimatyzowanych i filtrowanych pomieszczeniach, a reszta, reszta poumiera w wieku produkcyjnym ( Urodzą się nowi obywatele i tak zostanie, jak w kieracie. Jeżeli u nas w kraju, pomimo uświadamiania ludzi do segregacji śmieci, pali się plastikiem i Bóg wie czym jeszcze, to co dopiero w Chinach, gdzie nic się nie mówi na ten temat.
    Często oglądam program CCTV, fakt, że nie rozumiem co tam mówią, ale umiem obserwować, to co pokazuje kamera i przyznaję, że pomimo olbrzymiej tradycji kulturalno – filozoficznej, cudnej przyrody, tradycji, wspaniałych ludzi, nic się nie robi by ulżyć ich doli. Wiele prac wykonuje się tak, jak przed tysiącem lat. Podziwiam ten Naród, że daje sobie radę, mimo przeciwności.

  4. przy takim smogu to wojskowa, nowoczesna, laserowo-GPS technologia USA jest bezużyteczna.
    Sadze, ze wbrew pozorom to ma spore znaczenie, bo obecnie ograniczenie emisji nie jest drogie Chiny pamiętają swoje upokorzenia i nie maja ochoty na nowe Przecież w krajach w których kupują surowce co chwile dochodzi do sterowanych rewolt i oni musza wciąż szukać nowych miejsc gdzie kupować surowce
    USA zmusiły Japonię do wojny bo zamknęli jej dostęp do ropy

    Autorce dziękuje za fajne reportaże i za polecone książki