Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

10.03.2014
poniedziałek

„Strażnik trumny”

10 marca 2014, poniedziałek,

Był rok 1973. Rok, w którym nestorka rodu Huangów kończyła siedemdziesiąt dwa lata. Był to też rok jej wielkich przygotowań, bowiem „kto kończy siedemdziesiąt trzy lub osiemdziesiąt cztery lata, tego Król Piekieł wzywa na swe kwatery.”* Od tego też momentu życie rodziny toczyło się wokół „drzewa długowieczności”, jak nazwali stojącą w ich niewielkim mieszkaniu, trumnę.

Wenguang Huang w książce pt.”Strażnik trumny. Opowieść o mojej rodzinie.” opisuje historię swojej rodziny, która boryka się z trudami życia w Chinach lat 70-tych XX. Rzadko kiedy dostajemy tak barwną opowieść, w której świat sprzed epoki Mao miesza się z rzeczywistością Chin komunistycznych. Postacią główną tej historii jest Babcia Huanga, która wymaga od swego syna obietnicy, iż po śmierci nie zostanie skremowana, ale według starego obrządku pochowana w grobie przy mężu. Spełnienie tej prośby wiązało się nie tylko ze złamaniem partyjnego zakazu, który nie zezwalał na organizowanie tradycyjnych pogrzebów, ale również z trudnościami związanymi z przygotowaniami całego wydarzenia. Do tego ojciec Huanga właśnie został przyjęty do Partii, a jego dzieci otrzymały szansę dalszego kształcenia się. Rozdarcie między wiernością wobec Partii, a oddaniem Babci sprawiło, że napięcie w tym domu ciągle rosło, ale żyli w przekonaniu, że „wóz znajdzie sposób, by ominąć górę, kiedy się do niej zbliży.”

Wenguang Huang "Strażnik trumny. Opowieść o mojej rodzinie" (źródło: Wyd. Czarne)

Potoczne chińskie wyrażenie mówi, że nie powinno się „czekać z szukaniem wychodka, aż zacznie ci cieknąć po nogach” i poddawana nieustannym naciskom rodzina, w końcu decyduje się na spełnienie woli Babci. Przez lata utrzymywane w tajemnicy przygotowania przynoszą rodzinie sporo zmartwień i kłopotów. Tymczasem nikt nie spodziewa się, że to nie Babcia będzie pierwszą, którą przyjdzie im pochować.

„Strażnik trumny” to niezwykle barwna i ciekawa historia opisująca życie chińskiej rodziny lat 70 i 80-tych XX wieku. Wychowany tylko przez Babcię ojciec Huanga stara się żyć według nowych zasad. Tłumi w sobie miłość do opery, wypełnia założenia wydawane przez Partię. Jego żona w ciągłym konflikcie z teściową, niechętnie godzi się na roszczenia starszej kobiety. Ukochany pierworodny wnuk jest dla staruszki postacią szczególną. Hołubiony i wywyższany ponad pozostałą trójkę dzieci stał się tytułowym „strażnikiem trumny”. W obliczu dylematu: wypełnić wolę Babci, czy zapewnić sobie pomyślność poprzez wierność Partii, rodzina decyduje się zaryzykować. Nie znaczy to, że ich wiara w Chińską Republikę Ludową słabnie. To siła Babci zmusza ich do podjęcia tego ryzyka.

„Strażnik trumny. Opowieść o mojej rodzinie”
Autor: Wenguang Huang
Wydawnictwo Czarne, październik 2013

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Strażnik trumny. Opowieść o mojej rodzinie”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Śmierć. Jak my wszyscy boimy się tego wyrazu. Pamiętam, będąc młodym człowiekiem, jak było się przy śmierci najbliższych, nie gdzieś w innym pokoju, tylko przy łóżku konającego. To było normalne i naturalne, tak musiało być. To było prawdziwe pożegnanie i prawdziwe przeżycie. Dzisiaj robimy wszystko, by słowo „śmierć” wykreślić z naszego słownika i z naszych myśli. Zdrowo się odżywiamy, uprawiamy przeróżne sporty, by w końcu „zdrowo” umrzeć. Zapominamy, a przy okazji nikt nam tego nie mówi, ze w życiu najważniejsze są geny, które otrzymaliśmy od naszych rodziców, cała reszta się nie liczy. Żadne diety, żadne niepalenia czy picie, żadne wszystkie inne rzeczy – tylko geny.
    W Chinach, na wsiach chowano kiedyś zmarłych na polach. Nie ustawiano żadnych pomników, czy innych widomych znaków, że leży w tym miejscu zmarły. Po prostu z prochu powstałeś i w proch się obrócisz. I tyle, tylko tyle. Nie wiem, jak to dzisiaj wygląda, lecz współczuję tym ludziom z książki. Z jednej strony możliwość lepszego życia, a z drugiej podporządkowanie się głowie rodziny, gdyż rodzina w Chinach to coś wielkiego i bardzo ważnego, dla nas już niezrozumiałego. U nas upadek rodziny następować zaczął w końcu lat 60-tych XX wieku. Dzisiaj żyjemy samotnie, bez szans na normalność. Poza tym rozproszyliśmy się po świecie.
    Chińskie myśli należą do najstarszych na świecie i niosą w sobie olbrzymią mądrość. Trzeba tylko odrobinę pomyśleć. Zacytowana przez Panią myśl że „wóz znajdzie sposób, by ominąć górę, kiedy się do niej zbliży”, jest aktualna w wielu dziedzinach naszego życia.

  2. To Pani wiozła tę książkę rowerem żeby przeczytać w oryginalnym otoczeniu? Albo czytała Pani w oryginalnym ale języku?
    Bo o drodze powrotnej nic nie było słychać.
    Ale tak szczerze: z tych chińskich przeżyć najlepsze jest to, że nas ominęły i mogę to bez bólu znieść. Tęsknota mnie nie trawi i życia nie uważam przez to za gorsze. A doświadczenia ostatnich tygodni raczej utwierdzają w mniemaniu, że Chińczycy wcale nie są gorsi ani opóźnieni. I tylko troszkę, niezauważalnie, inni.

  3. kupię tę książkę, musi być fascynująca

  4. Książkę przeczytałam w wersji papierowej, po polsku i na szczęście nie musiałam jej wieźć przez pół świata na rowerze. O drodze powrotnej nie wspominam (o tym można przeczytać na http://www.bicyclescouple.com), chyba mentalnie ciągle jeszcze jestem w tej podróży.

  5. @ Vera 12 marca o godz. 17:05
    proszę poszukaj w zakamarkach swojej pamięci to znajdziesz podobne sceny z lat 50-60- tych w rodzinie czy wśród znajomych.
    Wielu ludzi nie mogło zrozumieć i przystosować się do nowych czasów, np. ksiądz to nie było już to samo co w II RP. Szkolnictwo, służby zdrowia, elektryczność higiena, itp Babcia Pawlaka, w „Sami Swoi” jest tego najlepszym przykładem.

    Pani Joannie dziękuje za polecenie książki o przemijaniu innego świata, przeczytam