Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

19.03.2014
środa

Perełka z 1957

19 marca 2014, środa,

Znowu mam dla Państwa recenzję. Tym razem nie chodzi o książkę (choć już następna czeka w kolejce). Nietypowo mowa będzie o filmie. „China – Land zwischen gestern und morgen” (dosłownie: Chiny – kraj pomiędzy wczoraj a jutrem) to pierwszy, nakręcony przez filmowców z zagranicy dokument o Chińskiej Republice Ludowej. Nieczęsto udaje się obejrzeć takie perełki, dlatego nie mogłam odmówić sobie przyjemności podzielenia się wrażeniami z tego pokazu.

Pracujący dla wschodnioniemieckiego studia filmowego DEFA-Dokumentarfilmstudios holenderski filmowiec Joop Huisken wraz z francuskim reżyserem Robertem Ménégozem w pierwszej połowie lat 50-tych rozpoczęli pracę nad filmem o ChRL. Dokument ten ukazuje niezwykle ciekawy okres w historii Chin – raptem 5 lat po objęciu władzy przez Mao, a więc jeszcze przed wprowadzeniem w życie polityki wielkiego skoku, przed klęską głodu i 12 lat przed rewolucją kulturalną.

„China – Land zwischen gestern und morgen” to propagandowy materiał, w którym idealistyczny świat pracy jest wartością nadrzędną. Huisken i Ménégoz rozpoczynają dokument od sielankowych obrazów z południowej prowincji Guangdong (广东) i naprzemiennie zestawiają ze sobą malownicze życie na wsi z industrialnym rozwojem chińskich miast.

Kadr z filmu "China – Land zwischen gestern und morgen" (źródło: defa-spektrum)

Według autorów filmu trzymilionowy Pekin z sercem w postaci Placu Niebiańskiego Spokoju, na którym dziś „króluje ziemski pokój”, jest „miastem nowoczesnym i czystym”. Dzięki beczkowozom, które polewają ulice, „stolica lśni”. Po drogach suną niezliczone rzesze zadowolonych rowerzystów. To nowe życie w nowym kraju. Kraju, który, jak dowiadujemy się z relacji narratora, charakteryzuje wolność, równość i braterstwo.

Kadr z filmu "China – Land zwischen gestern und morgen" (źródło: defa-spektrum)

Prężna industrializacja idzie w parze z ciężką, acz jakże wspaniałą i pożądaną pracą wykonywaną przez chińskich chłopów. Jednak wieś to nie tylko uprawa roli. Jest też i miejsce na nieco rozrywki, w tym na tradycyjną operę (xìqǔ 戏曲). Szczęśliwi wieśniacy oglądają opowiadające o podróży do Indii, oparte na sztuce XVI-wiecznego chińskiego powieściopisarza i poety Wu Cheng’ena (吴承恩) przedstawienie pt. „Wędrówka na Zachód” (Xīyóujì 西游记). Wśród widowni jest para nowożeńców, których widz zna już z wcześniejszych scen. W filmie ukazano bowiem przygotowania pary do ceremonii zaślubin. Początek lat 50-tych, to okres, w którym stary świat jeszcze nie został zapomniany, a ten nowy dopiero się rodził, dlatego w filmie podkreślono połączenie tradycji z nowoczesnością. Młodzi razem wybierają tu tkaninę na tradycyjną sukienkę (qípáo 旗袍). Widz obserwuje też przygotowania do wesela, jak i samo przyjęcie, na którym „nie pije się herbaty. Ten napój, którym częstowani są goście, to ciepłe wino ryżowe”. Można dosłyszeć też życzenia, które młodej parze składają biesiadnicy: 工作学习好! (Dobrej pracy i dobrej nauki).

Kadr z filmu "China – Land zwischen gestern und morgen" (źródło: defa-spektrum)

Druga część filmu kładzie nacisk na rozwój terenów wiejskich. Towarzyszymy młodej pani inżynier, która płynąc w górę rzeki Jangcy chce się dostać z Szanghaju do dalekiego Syczuanu. Po pięciu dniach podróży bohaterka przybywa na miejsce, a narrator ostro komentuje: „Rzeka nie może pozostać jedyną drogą prowadzącą do Syczuanu!” Zdanie to nie jest bynajmniej przypadkowe, ponieważ dziewczyna przybywa na prowincję, by budować linię kolejową, która otworzy mieszkańcom nie tylko drogę na wschód. Będzie przede wszystkim przepustką do lepszego świata.

„China – Land zwischen gestern und morgen” to film nagrany w kolorze, w którym role odgrywane są przez aktorów profesjonalistów. Prace rozpoczęły się w 1954 roku, a w 1957 dokument pokazano publiczności. Z dzisiejszego punktu widzenia najciekawszym wydaje się być tu okres, w którym kręcono film. Udało się go bowiem stworzyć jeszcze przed ogłoszeniem polityki wielkiego skoku i rewolucji kulturalnej, oraz przed załamaniem się stosunków na linii Pekin-Moskwa. Jak w krótkim wstępie przed projekcją powiedział niemiecki publicysta filmowy Ralf Schenk, „to nie tylko pierwszy zagraniczny dokument o Chinach. To film niezwykły, ukazujący dość krótki, ale jakże ciekawy czas w historii Chińskiej Republiki Ludowej”. Bardzo zaskakuje również to, iż w filmie zupełnie pominięto bezpośrednie nawiązania do polityki.

Niestety dokument ten rzadko pokazywany jest szerszej publiczności. Po zjednoczeniu Niemiec wyświetlano go zaledwie kilkakrotnie. Jeśli jednak uda się Państwu gdzieś go zobaczyć, to serdecznie zachęcam do podzielenia się swoimi wrażeniami.

Zeughauskino
Deutsches Historisches Museum
Unter den Linden 2, 10117 Berlin
China – Land zwischen gestern und morgen
Reż: Joop Huisken, Robert Ménégoz
DDR/F 1957

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Chiny zawsze fascynowały, a dzisiaj w niemieckich biurach podróży można wykupić wycieczkę tymi samymi drogami, którymi wędrowali filmowcy China – Land zwischen gestern und morgen. A wiec i dzisiaj w Niemczech jest dość silny nacisk, by skonfrontować osobiście, za trochę więcej niż 3 tys. Euro miejsca, które już nie istnieją, lecz film pokazuje „wczoraj” a turysta ogląda „dzisiaj”. Ciekawa forma podróży.
    Ja ostatnio zacząłem czytać książkę J. Maarten Troost’a „Zagubiony w Chinach”. Ciekawe spojrzenie obcokrajowca na to co widzi i jak interpretuje to co widzi w Chinach.

  2. dawno temu na YT oglądałem film.
    Początek DDR, zwinięto rozrywkowych młodych ludzi z kawiarni i skazano ich na prace w kopalni, bodajże uranu. Ich szczęście i wesołość bijące z oczu, ze oto, okazali się potrzebni. Był tez moralny dylemat, dać … za łatwiejszą prace czy nie dać.

    I jak dzisiaj przeglądam media to nic się nie zmieniło.
    Polskie społecznikostwo jest szczęśliwe i pręży muskuły pod światłym przewodnictwem dobrego premiera Tuska i hrabiego. Wszystko byłoby perfekt na Zielonej Wyspie, tylko zły Kaczyński wszystko psuje. No i księża mogliby być trochę bardziej wdzięczni

  3. Szanowna Pani!
    Jak Pani dotarła do tego instytutu? Ale skoro zebrało nam się na wspominki, to wspomnę, że programów informacyjnych i reportaży z Chin jest taka masa, że w zasadzie aż przesyt. Kiedy pisała Pani o psach, przypomniały mi się dwa :
    1. Wspomnienia Chinki: Kiedy Partia uznała, że wróble wyjadają zboże, byłam w grupie, która ganiała ptaki nie dając im usiąść aż te ze zmęczenia padały. Wróble zjadano, a rok później szkodniki zjadły zboże.
    2. W zagłębiu owocowym udało się wyniszczyć wszystkie pszczoły. Piękny był widok Chińczyków robiących za pszczółki na drzewach. Wszystkie chińskie gruszki tak rosną.

    W sumie niemieckie dziennikarstwo jest fenomenalne. Chociażby reportaże z Syberii, znad Bajkału, transsyberyjskiej. Ale i rok temu wspaniały reportaż o Wiśle od źródła po ujście. Muszę przyznać, że najciekawszych rzeczy o Polsce dowiadujemy się co tydzień z niemieckiej telewizji. Zresztą w drugą stronę też jest co oglądać. Pod stałym i niezmiennym od lat tytułem: Niemiecka świnia obraża Polaków.

  4. Czy faktycznie programów informacyjnych i reportaży z Chin jest cała masa? Wprawdzie telewizji nie oglądam wcale, ale nieustannie szukam tekstów o Chinach i ciągle wydaje mi się, że mamy ich w Polsce niewiele. Szukam też polskich blogów o tematyce związanej z ChRL, ale w większości znajduję tylko te, których autorzy skupiają się na tematach około podróżniczych. A może Państwo możecie coś polecić?

    Jeśli zaś chodzi o drogę do instytutu, to traktując pytanie dosłownie … na przystanku Bellevue wsiadłam w wagonik kolejki S7, którym dotarłam do Friedrichstr. Stamtąd do Muzeum Historycznego to już raptem kilka minut spacerem. Berlin to miasto, które mnie fascynuje i w którym obecnie mieszkam.

  5. Szanowna Pani
    Proszę nie żartować nazywając podróżnivczymi programy w stylu „Wielki biały polski człowiek z tubylcami w tle (nic nie mają do powiedzenia)”. Właśnie Pani pokazuje, że istnieje coś innego. Jadąc rowerem stawia sę Pani na tym samym lub nawet poniżej poziomie miejscowych. A to jedyna uczciwa perspektywa. Moje uznanie. A programy takich ludzi jak Gerd Ruge czy Bednarz są zawsze warte obejrzenia. Mam inne zajęcia, ale jeśli coś będzie, pochwalę się obejrzenia. Zazdroszczę Berlina.
    Pozdrawiam