Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

3.04.2014
czwartek

Ai Weiwei – dowody zniewolenia

3 kwietnia 2014, czwartek,

Otwarcie najnowszej wystawy prac chińskiego artysty Ai Weiweia nie przez przypadek zaplanowano na 3 kwietnia. Dokładnie trzy lata temu zatrzymano go na lotnisku w Pekinie i przez kolejnych 81 dni przetrzymywano w miejscu, którego do dziś nie udało się ustalić. Mając więc na uwadze tę nieprzypadkową datę otwarcia wystawy można było spodziewać się jej silnego politycznego przesłania. Ci, którzy właśnie po to przyszli dziś do Muzeum Martin-Gropius-Bau w Berlinie, nie zawiedli się.

Muzeum Martin-Gropius-Bau w Berlinie, Niemcy

Na wystawę, którą zatytułowano „Evidence” („Dowód”) składają się zarówno starsze dzieła artysty, jak choćby te stworzone przez niego jeszcze w Nowym Jorku (1981-1993) „One man shoe” (1987), czy „Suitcase for a bachelor” (1987). Mamy powroty do serii „Study of Perspective” (1995-2011) z bardzo charakterystycznymi zdjęciami dłoni artysty z wyciągniętym środkowym palcem na tle najważniejszych miejsc – od Placu Tian’anmen aż po wieżę Eiffla, czy Biały Dom. Ai nie zapomina również o trudnym temacie trzęsienia ziemi w Syczuanie (2008). Przedstawia zwiedzającym listę „4851” (2009) z nazwiskami dzieci, które 12 maja 2008 zginęły pod gruzami walących się budynków szkół, a z powyginanych stalowych prętów zbrojeniowych „Forge” (2008-2012) tworzy metaforę siły, która okazała się tak niezwykle krucha.

Instalacja „Forge” (2008-2012)

Dzieła stworzone w poszczególnych okresach życia Ai stanowią odrębne historie, ale istotą wystawy są aspekty związane z polityką, władzą, pieniędzmi. Symbole luksusu i materialnego sukcesu zestawione zostały z klęską, którą według artysty na szerokim kulturowym, historycznym i społecznym polu każdego dnia doświadczają Chiny. Ai obnaża schematy, opowiada o absurdach i nadużyciach. W swoich pracach wykorzystuje marmur, nefryt i porcelanę – materiały niezwykle cenne i ważne z punktu widzenia kultury materialnej Państwa Środka. Pokazując nam wykonane z nefrytu kajdanki „Handcuffs” (2013) Ai pyta, czy to właśnie te „bransoletki” stały się już symbolem dzisiejszych Chin?

Pomimo tego, iż wystawa jest wielowątkowa, trudno oprzeć się wrażeniu, że tematem głównym, z którym artysta przyjeżdża do Europy są prace zapoczątkowane aresztowaniem z 3 kwietnia 2011 roku. Zatrzymanie, przesłuchania, izolacja, obserwacja, przeszukanie biura i konfiskacja materiałów tam znalezionych. Komputery, dyski, telefony komórkowe, dyktafony, kamery, dokumenty – „dowody przestępstwa”. Jego dowodem są zaś wspomnienia. Ściany oblepione pianką izolacyjną. Łóżko, szafa, dwa krzesła i fotel. Trzy kamery, dwóch pilnujących i światło włączone non stop. To wybudowana w skali 1:1 replika celi „81” (2013), w której był przetrzymywany. By pobudzić wyobraźnię widza w stworzonym przez Ai teledysku „Dumbass” (2013) opowiada on o codzienności przetrzymywanego, którym był i fantazjach artysty, którym jest.

Ai Weiwei, okładka Zeit Magazin z 20 marca 2014

Po obejrzeniu wystawy zasadne wydaje się pytanie, ile jest w nim jeszcze z artysty? Czy może raczej sztuka stała się dla niego formą, w której odnalazł drogę do uprawiania polityki? Poprzez swoje prace przekracza granice, głośno oskarża, nie godzi się na półśrodki, otwarcie wskazuje winnych. Prowadzenie tak agresywnej polityki pomiędzy Chinami a Japonią nie znajduje u niego akceptacji i zrozumienia. Wprawdzie Ai nie rozstrzyga, kto w konflikcie dotyczącym spornych wysp, nazywanych przez Japończyków Senkaku a przez Chińczyków Diaoyu, ma rację. Wykonując marmurową makietę „Diaoyu Islands” (2013) podkreśla, że ci którzy są u władzy, dbają tylko o swoją własną polityczną pozycję, o swój prywatny interes. Tocząc walkę o wpływy i władzę w regionie skazują zwykłych obywateli na kolejną klęskę. Wyspy w tym sporze to tylko marny polityczny pretekst.

„Diaoyu Islands” (2013), źródło: Berliner Festspiele

Niemiecka prasa, podsycając ciekawość wywiadami przeprowadzonymi z Ai, od tygodni informowała o tym wydarzeniu. Dziś, w dzień otwarcia wystawa cieszyła się bardzo dużą popularnością. Prace artysty można oglądać od 3 kwietnia do 7 lipca 2014 w galerii Martin-Gropius-Bau w Berlinie. Otwarta od środy to poniedziałku w godzinach od 10:00 do 19:00. Bilety w cenie: 11 euro.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Mam mieszane odczucia. Z jednej strony pan Ai Weiwei uprawia swoją sztukę, za którą otrzymuje pieniądze i siebie promuje, z drugiej strony jest to sztuka polityczna, która nie ma zrozumienia, gdyż to co tworzy Autor jest jego prywatnym odczuciem. Chiny powoli powszednieją w naszych umysłach, więc i ta sztuka też odejdzie niedługo gdzieś do magazynów muzealnych. Nawet nie wiem, czy ktoś ma ochotę na kupno takich wyrobów, które są właściwie trudne do sklasyfikowania.
    Wydaje mi się, że pan Ai Weiwei na swoim aresztowaniu i przetrzymaniu zarabia pieniądze, których by nie otrzymał jako artysta, gdyby takiego aresztowania nie było. Poza tym czas, który upłynął od tego momentu aresztowania, z każdym miesiącem się wydłuża, wiec powoli idzie w zapomnienie. Jeżeli Zachód chce prowadzić interesy z Chinami to takie wystawy przeszkadzają interesom, więc i pan Weiwei też będzie musiał zmienić swoje postrzeganie sztuki w polityce Chin, gdyż nikt nie będzie chciał promować jego dzieł. Chiny się zmieniają, a szukanie, na siłę, politycznych problemów, do niczego nie prowadzi. Chiny i tak zrobią to co będą uważały za stosowne, nie przejmując się twórczością artystów. W końcu pieniądz rządzi światem, więc nie będzie trudno pana Ai Weiwei sprowadzić do „podziemia”. Wszystkim zależy na poprawnych stosunkach z Chinami.

  2. Aż Pani zazdroszczę możliwości zobaczenia tej niezwykłej wystawy artysty, którego boi się zamordystyczna władza miliardowego państwa. Zresztą wystawa przygotowywana była przez chyba 2 lata i dużo się o tym mówiło. Ale! Na dzień przed jej otwarciem nowy ambasador Chin na pytanie, dlaczego Ai Weiwei (tak się dziś pisze?) nie otrzymał zezwolenia na wyjazd, odpowiedział, że to sprawa nie polityczna tylko kryminalna bo nie płacił podatków. I tu mi się otworzył lufcik bo pamiętam jak mające zawsze rację polskie okolice dzisiejszego SLD chciały skompromitować i wsadzić do więzienia Lecha Wałęsę, też za podatki. Albo jak dziś znaleźli się usłużni donosiciele na protestującą w sejmie matkę dziecka roślinki (straszny los). Nie mówiąc o innych takich przypadkach. Z czego wynika, że i we władzy i mentalności tak mało różnic między Polakami i Chińczykami. Dla mnie ważniejsze jest jednak inne podobieństwo: I tu i tam zmiany inicjuje tych niewielu odważnych. A umysły przeciętne, z ograniczonym pojęciem wolności, zajmują się wyszukiwaniem haków i opluwaniem nazywając wątpliwościami albo krytycznym spojrzeniem.
    Moje uznanie za Pani wpis bo to odwaga pisać nie o tym, o czym większość.

  3. @ ciekawy Orientu
    Czy faktycznie sztuka Ai „odejdzie do magazynów muzealnych”? Dziś trudno mi w to uwierzyć. Połączenie sztuki i polityki zawsze wzbudza duże emocje i kontrowersje. Z niecierpliwością czekam na to, co następnym razem zaproponuje nam ten artysta.

    Dla mnie niezwykle ciekawym zagadnieniem jest natomiast zacieśnianie współpracy gospodarczej na linii Berlin-Pekin z ciągłym wzrostem poparcia, jakim w Niemczech cieszy się Ai Weiwei. Zdaje się, jakby były to dwa zupełnie nie związane ze sobą zagadnienia. Tymczasem sam Pan stwierdził, że to przecież „sztuka polityczna”. Jak długo Niemcy (albo Amerykanie) bez konsekwencji gospodarczych/politycznych będą jeszcze wspierać Ai?

    Jeśli zaś chodzi o nasze polskie podwórko, to w czerwcu 2013 roku Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu uhonorował Ai tytułem doktora honoris causa. Natomiast w lutym bieżącego roku dyrektorka Muzeum Sztuki Współczesnej w Krakowie Anna Potocka przyznała, że trwają negocjacje dotyczące zakupu jednej z jego prac. Nie zdradziła jednak, o które dzieło artysty chodzi.