Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

16.04.2014
środa

Świat chińskich chrześcijan

16 kwietnia 2014, środa,

„Módlmy się za prześladowanych i cierpiących z powodu wyznawania wiary – powiedział kapłan – aby byli silni w znoszeniu wszelkich przeciwności, a Duch Święty by umacniał ich cierpliwość i męstwo. Ciebie prosimy!” – zakończył. „Wysłuchaj nas Panie” – odpowiedzieli zebrani w świątyni.

Ci z Państwa, którzy są katolikami, zapewne nie raz słyszeli zacytowany tu fragment modlitwy wiernych. Ostatnio ponownie słysząc te słowa po raz pierwszy pomyślałam o Chińczykach. Do tych przemyśleń skłoniła mnie książka Liao Yiwu pt.”Bóg jest czerwony”, która wydana przez Wydawnictwo Czarne od dziś dostępna jest po polsku.

Liao Yiwu "Bóg jest czerwony" (źródło: Wyd. Czarne)

W książce tej Liao Yiwu wyrusza w poszukiwaniu tych, którzy z powodu swojej wiary cierpią prześladowania. Sam, nie wiedząc zbyt wiele na temat chrześcijan, szuka przewodników, którzy pomagają mu odnaleźć się w tym zakazanym świecie. Oddając się w ich ręce, dociera do niezwykle ciekawych bohaterów. Nieśmiało pyta i cierpliwie słucha ich niebywale pasjonujących opowieści.

Jednym z tych, którzy pokazują Liao świat chińskich chrześcijan, jest doktor Sun. Z powodu wiary porzucił on życie w mieście. Stał się lekarzem-misjonarzem, całkowicie poświęcił się wierze w Boga i pracy na wsi. To on zabiera autora w podróż do ukrytych w górach zakątków Junnanu. Tam odnajdują chrześcijan, którym wiarę przekazali przodkowie. Niektóre z tych opowieści sięgają nawet cztery pokolenia wstecz.

W poszukiwaniu wierzących Liao odwiedza wioski zamieszkane przez mniejszości Yi i Miao. Dociera do miasta Dalian, Chengdu, w końcu jedzie też do Pekinu. Próbuje zrozumieć, co to znaczy wierzyć, czym ta wiara jest i jak poszczególni bohaterowie radzą sobie z utrudnieniami, którym i dziś muszą stawić czoła. Niezwykłą historię opowiada autorowi siostra Zhang Yinxian. Zakonnica, która mając już ponad sto lat nadal walczy o odzyskanie zagrabionych przez władze kościelnych nieruchomości.

Książka jest reportażem, składa się z wywiadów z chińskimi chrześcijanami i to oni są tu najważniejsi. Stanowiąca tło historia chińskiego chrześcijaństwa nie jest tu dokładnie omówiona, dlatego też warto przed lekturą zapoznać się z tym tematem, aby łatwiej zrozumieć opisywane przez Liao losy bohaterów.

„Bóg jest czerwony” to szczególnie dla Polaków niezwykle ciekawa i ważna książka. Zdaje się bowiem, że niektórzy z nas żyją w przekonaniu, że mamy monopol na prawdziwie głęboką wiarę. Tymczasem gdzieś w górach prowincji Junnan żyją Chińczycy, którzy tak od nas różni, są jednak niebywale do nas podobni.

„Bóg jest czerwony. Opowieść o tym, jak chrześcijaństwo przetrwało i rozkwitło w komunistycznych Chinach.”
Autor: Liao Yiwu
Wydawnictwo Czarne, kwiecień 2014

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo mi przykro ale ten problem mnie nie interesuje. Sądząc po tym, co się dzieje w Polsce, gdzie to właśnie KK próbuje terroryzować wierzących zamykając im kościoły bo nie są ślepo posłuszni to może właśnie takie prześladowania utwierdzają chińskich chrześcijan w wierze.
    Szczególnie, że w Polsce KK też walczy jak ta zakonnica o zwrot zsekularyzowanego w 18 wieku majątku. Po 250 latach ciągle jeszcze mało i się należy.

  2. Przyznam się, ze nie znam tej książki, lecz co do chrześcijaństwa w Chinach wiele słyszałem. Kiedyś nawet oglądałem jakiś program dokumentalny w chińskiej telewizji. Są tutaj dwa oblicza chrześcijaństwa w Chinach – oficjalne – które jest całkowicie pod kontrolą władz oraz nazwijmy je „podziemne” – niezależne i zwalczane wszelkimi formami przez władze. To oficjalne jest hołubione, gdyż władze wiedzą wszystko co się dzieje wewnątrz oraz jest przez nie sterowane, według wymagań władz. Drudzy ukrywają się i mają swoich kapłanów, którzy są wyświecani przez ukrytych biskupów. Posiadają bardzo starą, wielowiekową literaturę, którą strzegą ja Etiopczycy Arki Przymierza. Posiadają swoje tajemne znaki, znane tylko im, by nikt niepowołany nie mógł ich odkryć i zniszczyć. Po prostu boją się i nikomu nie wierzą. Znajdują się w sytuacji jakby pierwszych, prześladowanych rzymskich chrześcijan.
    Modlitwa to wiara w lepsze jutro.

  3. Radosnych, zdrowych i spokojnych świąt wielkanocnych ) dla Pani i Pani Najbliższych )

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @ ciekawy Orientu
    Bardzo serdecznie dziękuję za życzenia.

    Wszystkim Państwu również życzę spokojnych Świąt.

  6. Znalazłem dzisiaj ciekawy artykuł dotyczący ilości chrześcijan w Chinach w 2030 roku. Ciekawa symulacja.
    http://www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/z-zycia-kosciola/art,18355,najwiekszy-kraj-chrzescijanski-w-2030-roku.html

  7. Bóg jest czerwony – co to mam być, wyznanie wiary Mao Tse Tunga? Proszę się nie dać nabrać na „prześladowanie” chrześcijan w Chinach. Kościołów nie trzeba tam szukać po odległych zakątkach, a wiernych po jaskiniach – w samym Szanghaju jest z 10 kościołów katolickich, w tym Katedra, gdzie co niedzielę są odprawiane msze także w języku angielskim, ale nie tylko tam, gdyż w biznesowej dzielnicy Pudong, po drugiej stronie rzeki Huangpu jest kolejny kościół, w którym księża odprawiają msze po angielsku, bo normalnie po chińsku. Natomiast katolików jest w Chinach ok. 14 mln osób.

  8. Zdanie” zakonnica która mając już 100 lat nadal walczy o zagrabione nieruchomości” poruszajace. Sto lat bym myślała a nie wykombinowala bym lepszego zajęcia! No chyba że byłabym katolicką zakonnica!
    Sam ten fakt świadczy w jakim to „podziemiu” tkwia chinscy katolicy!

  9. @dws
    Pani Kańdulska pisze bardzo piękne komentarze o Chinach. Z dużą wrażliwością opisuje świat codzienny. Na mnie robi to wrażenie. Porusza się przy tym na granicy między zrozumieniem dla ich inności i wymaganiami, jakie stawiamy wobec tych, którzy chcą wejść do nowoczesnego świata. Co nie każdemu się udaje, co świetnie opisuje niemieckie pół-słowo „-Versteher”.
    Z perspektywy Berlina wydawało Jej się jednak, że o tak znanej sprawie jak chiński katolicyzm watykański może pisać od ręki. Ale ta jednostkowa wpadka nie umniejsza wartości innych komentarzy.

  10. Szanowni Państwo – nadal mylimy tzw. kościół rzymsko – katolicki oficjalny i kościół, który się ukrywa. Różnica polega na tym, ze oficjalny kościół jest podporządkowany rządzącym i to oni dokładnie infiltrują wiernych. Ustanawiają kapłanów, biskupów, decydują, gdzie ma powstać świątynia. Tak samo jak anglikanie poddani są władzy królewskiej w Wielkiej Brytanii, tak w Chinach wierni są zależni od władzy, a nie od papieża. Kościół ukryty uznaje tylko władzę papieża. A więc mamy dwa niezależne nurty kościoła rzymsko – katolickiego w Chinach.
    100-letnia kobieta, upominająca się o „zagrabione nieruchomości” może sobie na coś takiego pozwolić, będąc starą osobą. Gdyby „walczyła” będąc młodą kobietą, poszłaby do więzienia i miałaby tzw. „pranie mózgu”, co Chińczycy opanowali do perfekcji, mając 100 lat, może walczyć, bo cóż jej władza zrobi ? Ona i tak każdego dnia może umrzeć, więc jej na życiu już nie zależy, choć myśli, że może znajdzie kogoś postawionego wysoko, który mógłby jej w tej „walce” pomóc.

  11. Jako ciekawostkę z Chin – spychacze ruszyły przeciw kościołom. wynika z artykułu jedno, że władza w Chinach poczuła się zagrożona.
    http://wyborcza.pl/1,75477,15941839,Spychacze_ruszyly_przeciw_kosciolom_w_Chinach.html?utm_source=agora&utm_medium=email&utm_campaign=GW_wieczorny_281113

  12. Polska jest drastycznym przykładem dokąd prowadzi niezależność KK od państwa a tylko od Watykanu. W Chinach pewnie by się okazało, że Zakazane Miasto też kiedyś należało do niego. Rozumiejąc los prześladowanych w Chinach bez cynizmu i relatywizowania można to skomentować w jeden sposób, że perspektywa europejska i chińska są tu zupełnie różne. Bo kiedy przyjeżdża do Berlina chiński wódz, wtedy ogonek pod siebie i ani mru mru. Ostatni wyjazd Camerona do Pekinu był nawet oceniany jako służalczy. Taka to europejska odwaga.
    Osobiście uważam, że gdyby postawa europejska była jednolita i zdecydowana, Chińczycy musieliby przyjąć ją do wiadomości. A za oznakę odwagi uznaję zdolność do rozmowy z Dalaj Lamą.