Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

28.05.2014
środa

Planowanie chińskiej rodziny

28 maja 2014, środa,

Często młodzi, wykształceni, nastawieni na sukces i wychowani jako jedyne potomstwo Chińczycy nie planują posiadania więcej dzieci niż to jedno, do którego do tej pory byli uprawnieni. Polityka planowania rodziny (tzw. polityka jednego dziecka) nie jest dla tej grupy szczególnie ważna. – Kiedy będziemy mieć dziecko, oddam je na wychowanie mojej mamie – mówiła mi kilka lat temu dobra znajoma.

Pomimo tego, że – jak twierdziła – nie miałaby z powodu ciąży i posiadania w domu niemowlaka większych problemów w pracy, nie zdecydowałaby się na wychowywanie syna/córki. – Zupełnie nie wiedziałabym, co się z takim maleństwem robi, a mama przecież i tak ma czas – przyznała szczerze znajoma. Razem z mężem umówili się, że oddadzą dziecko dziadkom dlatego, że według nich to właśnie starsi lepiej poradzą sobie z trudem wychowania. Od tamtej rozmowy minęło już kilka lat, podczas których znajomi starali się o tego jednego wymarzonego potomka. Faktem jest bowiem, że coraz więcej obywateli Chin boryka się z problemem bezpłodności i choć moi znajomi w końcu doczekali się narodzin swojego dziecka, to spora grupa pozostaje jednak bezdzietna.

W listopadzie 2013 roku zmieniono zasady polityki planowania rodziny. Ustalono, że pary, w których jedno z małżonków jest jedynakiem, będą mogły posiadać dwoje dzieci. Taką parą są też i moi przyjaciele, ale – jak twierdzą – jedno dziecko w zupełności wystarczy.

Slogany dotyczące polityki planowania rodziny zaczęły pojawiać się od 1979 roku i można je nadal spotkać zarówno na wsi, jak i w miastach. Przez lata ich formy zmieniały się, ale dopiero w 2007 roku zakazano wypisywania haseł najbardziej dosadnych. Dzięki temu wydźwięk przekazywanej informacji jest teraz bardziej przemyślany i nowoczesny. Ma nie razić, nie powodować niepotrzebnych napięć, nie wzbudzać agresji, a hasła, które są dozwolone, to na przykład: „Ogranicz liczbę ludności i popraw jakość populacji” albo „Zarówno chłopcy, jak i dziewczynki są dla rodziców niezwykle ważni”.

„Doceniaj Ziemię, kontroluj populację” (prowincja Gansu)


„Mniej lepszych urodzeń to szczęśliwsze życie” (prowincja Gansu)

Natomiast te, które zniknęły już z chińskiego krajobrazu, to: „Mniej dzieci, więcej świń”, „Kolejne dziecko to kolejny grób”, „W przypadku odmowy aborcji dom będzie zrównany z ziemią, a krowy skonfiskowane”, „Uderz! Przerwij! Wysterylizuj! Ale nigdy nie pozwól, by się urodziło!”.

Opisywane przez prasę przypadki zmuszania do aborcji w siódmym czy nawet ósmym miesiącu ciąży, przymusowa sterylizacja albo utrata majątku jako kara za ponadplanową ciążę – to sytuacje, które wynikają raczej z nadgorliwości lokalnych urzędników. W sąsiadujących ze sobą wioskach restrykcyjność przestrzegania polityki planowania rodziny może być bowiem różna, a wszystko uzależnione jest od osoby, która w danym miejscu za tę politykę odpowiada.

O polityce planowania rodziny możecie też Państwo przeczytać w tym wpisie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Przyznam szczerze, że zszokowała mnie Pani opisem znajomej, która po urodzeniu dziecka – „nie zdecydowałaby się na wychowywanie syna/córki. – Zupełnie nie wiedziałabym, co się z takim maleństwem robi, a mama przecież i tak ma czas”
    Czyżby zatrucie naszej „Błękitnej Planety” doprowadziło ludzkość do szaleństwa ?? Ja rozumiem, że w patologicznych sytuacjach matki zabijają nowo narodzone dzieci, że zostawiają je w szpitalach, że zostawiają w „oknach życia”. ale żeby zdrowa kobieta i jej rodzina zdecydowali o oddaniu potomka dziadkom. Straszne !!! Czego się tu bać ? Znam młodych „mądrali”, którzy od tego wszystkiego mają „wujka Google, więc są odważni, chociaż można nazwać ich także głupimi, ale to ich sprawa.
    Stanowisko Mao zrobiło swoje, wiec młodzi generalnie nie chcą mieć dzieci. „Zamordyzm” lokalnych kacyków też wyżłobił w umysłach głębokie bruzdy, więc lepiej nie mieć dzieci. Olbrzymie zatrucie środowiska to następny problem. Praca na „granicy” normalności to następny aspekt, by unikać ciąży. I takim to sposobem wynaradawiamy się. Zwycięża wygoda, komfort życia i brak zmartwień związanych z dziećmi. Przykre.
    Najbardziej tragiczne jest według mnie to, że kiedyś kobiety zachodziły w ciążę „gdy spojrzały na mężczyznę”. Dzisiaj są to już takie kombinacje bioetyczne, że wiele małżeństw, mimo iż chciałoby posiadać potomka, nie będą miały tej szansy gdyż coraz więcej z nich jest po prostu bezpłodnych. A będzie tylko gorzej. Ale to już inny temat. Pozdrawiam !

  2. @ ciekawy Orientu
    Wypowiedź znajomej miała miejsce jeszcze przed narodzinami tego dziecka, na kilka lat przed tym jak udało jej się zajść w ciążę. Szczęśliwie ta para ma do wyboru wiele wariantów, włączając w to możliwość przeprowadzki, zmiany pracy, zamieszkania wspólnie z dziadkami etc. Oczywiście z naszego punktu widzenia takie zachowanie „nie mieści się w głowie”, ale i tak wydaje się lepsze od coraz bardziej popularnych przedszkoli, w których dzieci przebywają od poniedziałku do piątku, a z rodzicami spędzają tylko weekendy.

    Pomijając jednak grupę najbogatszych, w Chinach niezwykle często rodzice pracują w mieście, a ich dziecko wraz z dziadkami mieszka na wsi. Taka sytuacja nie wynika ze złej woli kogokolwiek, ale z uwarunkowań ekonomicznych. Taki też los spotkał dzieci bohatera wpisu pt.”Bliźniaki„. Wychowywane na wsi przez dziadków z rodzicami widzą się sporadycznie, zazwyczaj tylko podczas chińskiego Nowego Roku.
    Oczywiście jeśli sytuacja finansowa rodziców na to pozwala, częściej jeżdżą oni w odwiedziny, ale rzadko decydują się na zabranie dziecka do miasta, w którym nie miałoby ono zagwarantowanego dostępu do lekarza, czy możliwości pójścia do szkoły.
    Tych rodziców nie należy potępiać. Trzeba zrozumieć ich wolę walki w poprawę warunków życia rodziny, ich poświęcenie, ale też ich ból, bo nie wszyscy radzą sobie z tą rozłąką.

  3. @Bambusowy Las
    Muszę przyznać pani rację, że lepszy jest pobyt i wychowywanie przez dziadków niż tułanie się dziecka po żłobkach czy przedszkolach. Poza tym, według obecnych opinii takie życie na wsi jest wielokrotnie lepsze niż w mieście. Dlaczego ? Gdyż ostatnio naukowcy udowodnili, że przebywanie w „brudzie” jest bardziej zdrowe niż w sterylnych pomieszczeniach w mieście. Dziecko jest bardziej odporne na wszelkiego rodzaju infekcje oraz na przypadłości astmatyczne, które stają się zmorą w miastach na całym świecie. W Japonii np. nie wolno w miastach posiadać samochodu z silnikiem diesla, gdyż udowodniono, że spaliny z diesla wielokrotnie bardziej uczulają astmatycznie niż spaliny z benzyny.
    Dziecko jest wychowywane w rodzinie, a rodzice dorabiają się, ze szkodą dla swojej latorośli, której odwiedzanie raz, dwa razy w roku stwarza tylko stres u dziecka, widząc „ciocię i wujka”, którzy odwiedzają je i przywożą prezenty. Przyzna Pani, że to trochę abstrakcyjne.
    Nie znam Chin, lecz wszyscy musimy sobie radzić, by życie przebiegało normalnie, prawie normalnie.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szczerze mówiąc
    To, co jedna Pani powiedziała innej Pani o dziecku, którego nie ma, nie wydaje mi się jakoś odkrywcze. Ale interesuje mnie jedno: Dlaczego, mimo polityki jednego dziecka, ludność Chin tak rośnie? Pamiętam czasy, kiedy było ich 400, potem 600, 800 milionów. Miliard. Potem 1,2 miliarda ale to przeszłość. Dzisiaj mówi się o prawie 1,5 miliarda.
    Czy przypadkiem nie jest tak, że kraj, który inwestuje w rozmnażanie, kończy wojną o Lebensraum? Natomiast kraj, który inwestuje w wychowanie i kształcenie, odnosi sukces i jest podziwiany. Czy nie widać tego po Berlinie?

  6. Właśnie czytam, że ludność Indii wynosi aktualnie 1,2 mld. To się nazywa planowanie rodziny. Bo ja pamiętam czasy, kiedy było ich 400 milionów albo mniej.
    Swojąż drogą zadanie dla lepszych ode mnie: O ile wzrosła ludność Chin od ostatniego wpisu Pani Kanduńskiej? 10 milionów czy więcej?
    Pozdrowienia.
    P.S. Coraz bardziej podziwiam systemy zdrowia tych krajów. Pokrycie kraju ciałami ludzkimi idzie w kierunku 100% a od czasu grypy hiszpańskiej żadnej epidemii nic.

  7. Vero – ja nie chciałbym czytać, że np w Indiach czy Chinach wystąpiła jakaś epidemia na wzór hiszpanki ( Nie wyobrażam sobie tej ogromnej tragedii. W Europie zmarło na hiszpankę ok. 200 milionów ludzi, a teraz ?? Epidemia byłaby zwielokrotniona a i to nie wiadomo jak bardzo ? Śmierć byłaby tak okropna, ze musiano by palić ludzi na stosach, bo nie byłoby praktycznej możliwości wszystkich pochować. W Indiach zamiast pojedynczych stosów, kremowano by jednocześnie dziesiątki lub setki ludzi. W czasach hiszpanki w Europie ludzie umierali tak szybko, że wielopokoleniowe rodziny umierały w ciągu tygodnia !! I w ciągu tego czasu olbrzymia ilość domów stawała się pusta. W wielu wsiach w tym okresie zmarło ponad 60 procent populacji, a ludzi generalnie było wielokrotnie mniej niż obecnie. Chociaż wszystko może się zdarzyć ( Wiele laboratoriów „trzyma” na stanie bakterie i wirusy, których generalnie już nie ma, ale boją się zlikwidować tę Puszkę Pandory – ciekawe dlaczego ?? Już kilka razy zdarzyło się, że takie wirusy „wyciekły” z pilnie strzeżonych instytutów.

  8. Szanowny @Ciekawy Orientu
    Pamiętam, jak to dzisiejsza marszałek polskiego sejmu ironizowała na temat możliwej epidemii grypy i wyzywała od durniów tych, którzy dmuchali na zimne. Na szczęście bardzo zimne, o co okazało się po czasie. To do niej proszę kierować te słowa.
    Mój wpis nie jest ironizowaniem na temat Chińczków ani Hindusów, ani nawet hiszpanki. Bo epidemia to żadnen dowcip. Tylko żal mi, że tak długo czekamy na nowy wpis.

  9. tetstuję komentarz. 🙂

  10. Vero – przyznam się, że moje myśli szły w tym samym kierunku co Twoje ) Też byłem niepocieszony, że na blogu, który porusza naprawdę ciekawe tematy, jest cicho i spokojnie ( jakby temat ten nie dotyczył również nas. Przecież to, co dzieje się w Chinach to pomieszanie naszych lat 50-tych XX wieku i dni najnowszych. A więc musimy starać się na przyszłość poruszać tematy, które będą dla ewentualnych czytelników pewnym „zapalnikiem”, który spowoduje gwałtowny przyrost chętnych do podzielenia się swoimi przemyśleniami o Chinach i naszym codziennym życiu, które też bywa ciekawe i frapujące )) Pozdrawiam ))

  11. @Ciekawy Orientu
    Zgoda zupełna. Osobiście próbuję implementować 2 myśli:
    1. Że oni są tacy sami, ani gorsi ani lepsi. Mają takie same problemy. I, że skoro chcą z nami współpracować czy konkurować, to muszą być i pozwolić na bycie traktowanymi tak samo jak my nas. I nie ma żadnych wymówek, że to inna kultura to im wolno. Nie może być tak, że chińskie patenty trzeba uznawać a im wolno kopiować bo to ich zwyczaj.
    2. Rozwój Chin przebiega na tych samych zasadach, co nasz. Podziwiam rozwój Chin, i Indii, ale nie widzę też powodu by pozwalać na traktowanie siebie z góry nawet jeśli wybudowali wyższy drapacz chmur.
    To takie uwagi, żaden spójny pogląd.

  12. Drodzy Państwo,
    Życie życiem, więc nie tłumacząc się z tej ciszy na blogu, zasiadam do pracy nad nowym wpisem. Jak zawsze przygotowanie takowego zajmuje mi dłuższą chwilę, więc nie obiecuję, że będzie jutro-pojutrze. Obiecać mogę jedynie, że pojawi się niebawem.

    Vero i ciekawy Orientu, bardzo mnie cieszą Państwa dyskusje i spostrzeżenia. Muszę przyznać, że (z mojego punktu widzenia) wytworzyła się między nami szczególna nić porozumienia, z czego ogromnie się cieszę. Tak jak Państwo czekacie na nowy tekst na blogu, tak ja za każdym razem czekam na Wasze komentarze.

    Wracając jeszcze do pytania Very, to UNICEF podaje (dane z 2012 roku), że każdego dnia rodzi się w Chinach ok 50 tys. dzieci.