Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

15.07.2014
wtorek

Schematy

15 lipca 2014, wtorek,

Sezon urlopowy w pełni, więc kilka podstawowych zasad, o których warto pamiętać. Niby dla początkujących swą przygodę z Chinami, ale coś mi jednak podpowiada, że przypomnienie przyda się każdemu z nas. Mnie również.

  • Jesteśmy pod wrażeniem miejsca, w którym bogaci się bogacą, biedni dostają swoją szansę. Rozwój widać jak na dłoni, ogrom miast imponuje i poraża. Ale wyjrzyjmy też czasem za róg najbliższej z ulic. Bo przepych owszem wylewa się na chodniki. Dokładnie tam, gdzie bieda nie wiąże końca z końcem.

  • Czujemy się lepsi, kiedy kupujemy produkty Made in Poland albo Made in EU. Grzejąc się w cieple europejskiej stabilizacji, odrzucamy „chińskie badziewie”. Chyba że chodzi o elektronikę albo dobry sprzęt sportowy. Wtedy sprawa ma się nieco inaczej, bo odpowiednie logo sankcjonuje wydanie pieniędzy na Made in China. Ale dlaczego od razu po przylocie szukamy targowiska, na którym można by całkiem tanio kupić torebkę Gucci, zegarek Tagheuer albo kurtkę The North Face? To już nie jest „chińskie badziewie”?

  • Jesteśmy w Chinach i czujemy się wolni. Możemy robić, co tylko chcemy, możemy pójść tam, gdzie mamy ochotę, możemy spędzać czas wedle uznania. Spróbujemy jednak wykupić nocleg w tanim hotelu. Nie da się? Nie ma on pozwolenia na przyjmowanie obcokrajowców? Trudno. Może więc wybierzemy się na chińską wieś? Staniemy na środku drogi, wyciągniemy mapę, porozglądamy się. Czego tu szukacie? – zapyta pierwszy napotkany stróż prawa. Nie da nam spokoju, dopóki nie odejdziemy z rewiru, za który odpowiada. Czepiam się? Może trochę. W sumie nie musimy przecież spać w obskurnym hotelu i nie musimy też jechać na wieś. Tylko nie chodzi o to, czego robić nie musimy, ale o to, czego zrobić nie możemy, choćbyśmy nawet bardzo chcieli.

  • Fajny ten komunizm z chińską twarzą. Tyle bogactwa to chyba żadne inne państwo na świecie nie widziało. Pierwsze skrzypce grają pieniądze i biznes, znajomości i nieformalne kontakty. Mieć takie możliwości u siebie, to by dopiero było życie! Bo przecież kraj, tylko z nazwy komunistyczny, cieszy się wieloma wolnościami. Tylko pamiętajmy, by nie zbliżać się zbytnio do strefy zarezerwowanej dla KPCh. Wtedy łatwo nie tylko o utratę majątku, ale również o utratę głowy. Dosłownie.

Fenomen zachodniej fascynacji Państwem Środka polega na tym, że każdy ma o nich wyrobione zdanie. I ci, co byli, i ci, którzy nigdy się nie wybiorą. Krótki urlop, objazdówka albo kilkumiesięczny wyjazd z plecakiem. Każdy z nas wie już wszystko.

Nie chcemy, by Chińczycy budowali nasze autostrady, ale pragniemy, by Warszawa miała metro jak Szanghaj. Boimy się, że przez zanieczyszczenie środowiska Chiny doprowadzą do zagłady nas wszystkich, ale czynnie uczestniczymy, kiedy tylko uszczknąć możemy choćby skrawek z tego ich wielkiego bogatego tortu.

Ciągle nie umiem odnaleźć odpowiedzi na pytanie o to, co szkodzi Chinom bardziej – czy obecny tu totalitaryzm, czy może jednak większe spustoszenie sieje bezlitosny kapitalizm? A może my też dorzucamy coś od siebie?

Z pewnością naiwną wiarę w to, że ten kraj da się wytłumaczyć prostymi schematami.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. Napiszę to tak:
    Ma Pani dar wyrażania skomplikowanych problemów w prosty sposób. Nie dotykając ani obrażając przy tym nikogo.

  2. Uwielbiamy schematy !
    Sam nigdy nie byłem i nie będę w Chinach, lecz Orient interesuje mnie od najmłodszych lat. Uwielbiam obserwować i zauważać to, czego wielu nie nigdy nie dostąpi. Będąc w różnych krajach pokazywałem tuziemcom różne ciekawostki, o których oni nie mieli najmniejszego pojęcia. Najpierw byli źli na mnie, a potem przyznawali się, że codzienność życia nie pozwala im na rozglądanie się, choć czasami wystarczało tylko podnieść wyżej głowę )
    Mam już swoje lata i wielu moich kolegów zakończyło edukację na czytaniu gazety telewizyjnej (( Schemat (
    Czytając o chińskiej wsi w Pani artykule przypomniało mi się, jak to przed wielu laty, mieszkając w dużym polskim mieście spotkałem wycieczkę Rosjan. Widząc jak wsiadam do samochodu zaczęli dopytywać się o samochód i czy to służbowe auto. Gdy powiedziałem im, ze to moje, prywatne, nie byli w stanie uwierzyć, i musiałem im kilka razy powtórzyć, że u nas w Polsce wielu ludzi posiada swój prywatny pojazd. Szok był jeszcze większy dla nich, gdy dowiedzieli się, ze mogę tym swoim pojazdem pojechać w każdy zakątek naszego kraju, nie opowiadając się nikomu. U nich każde opuszczenie wsi czy miasta zobowiązywało ich do posiadania specjalnej przepustki. W końcu po konsultacjach z przewodnikiem powiedzieli, że u nas to jest Ameryka )) W latach 70-tych u nas czegoś takiego nie było, ale dla nich tak )
    Warto czasami zboczyć w inną uliczkę, choćby na chwilę, by zobaczyć zupełnie odmienny świat, świat normalny i naturalny dla danej społeczności. To są naprawdę niezapomniane przeżycia. Ale czy my potrafimy opowiadać o tym, co zobaczyliśmy ? Generalnie nie ( Wielu powiedziało mi; „Trzeba było tam być” lub „najlepiej jak tam pojedziesz” (( Pojechali dla idei, by wydać pieniądze ? czasami bardzo duże ! by pochwalić się, że byliśmy w jakimś zakątku Ziemi ? i nic nie potrafić powiedzieć o tym co widzieli i co przeżyli ???
    Pani należy do naprawdę niewielkiego grona ludzi, którzy potrafią zobaczyć nawet to, czego nie widać ) o czym się nie mówi i czego nie należy usłyszeć )) Wtedy ma się prawdziwy, chociaż nie do końca osąd odwiedzanego świata. O czym wspaniale pisali Wańkowicz, Fiedler czy Budrewicz. Panią ustawił bym w szeregu z tymi podróżnikami )) Pozdrawiam )

  3. Nie ma to jak przeczytać dobry artykuł, napisany z głową, przy kawie 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. O jakiegoś czasu zmagam się z dość ciężkim przypadkiem zakochania w Chinach, więc moje wywody mogą być ciut stronnicze.

    Żadne państwo nie jest idealne – u nas też jedni się bogacą, inni pomimo, że żyją na przyzwoitej stopie, płacąc tysiaka miesięcznie na ZUS nie mają pojęcia jak będzie wyglądać ich emerytura, a jeszcze inni zupełnie nie mogą związać końca z końcem.

    Towary Made in Poland nie zawsze są dobre. Te Made in China nie zawsze są złe. Jeśli ktoś chce kupić torebkę za 20RMB, to cudów się nie może spodziewać, ale podróbki za 200RMB już są solidnie zrobione, bo jakość jest praktycznie ta sama jak w firmówkach, tylko za logo się nie płaci.

    Na chińską wieś fajnie by pojechać, ale raz, żeby zobaczyć. Jako obrzydliwy mieszczuch, czy to w Polsce, czy w Europie na wieś się w sumie nie zapuszczam, więc niezapuszczenie na wieś chińską też jakoś przeżyję. To samo jest z hotelami. Jeśli już stać kogoś na bilet do Chin, to na hotel też powinno. Poza tym nawet dobre hotele dla turystów często są w cenie europejskich sieciówek.

    No i ostatnie – jeśli w Chinach wejdzie się nie na swoje tereny to się ryzykuje – zdecydowanie bardziej niż w Polsce, zgadzam się jak najbardziej. Ale niech ktoś u nas spróbuje przebić korporacje albo utworzyć nową partię nie będąc „znaną twarzą”.

    A tak słowem podsumowania, jak się lubi, to się usprawiedliwienie znajdzie. Jak nie, to oskarżenie też łatwo rzucić. Jednak póki widzimy odcienie szarości, to wszystko jest w porządku.

    PS: Bambusowy Las odkryłam dziś dzięki Sknosmymokiem i bardzo się z tego odkrycia cieszę 🙂

  6. Mój poprzedni wpis był rodzajem podziwu dla Chińczyków (i nie tylko), że mimo wielkiej gęstości zaludnienia potrafią uchronić się przed epidemiami. Dzisiaj mamy wiadomość, że władze sanitarne miasta Yumen zarządziły kwarantannę całej dzielnicy w związku z ze śmiercią człowieka z powodu dżumy płucnej. Najprawdopodobniej zaraził się od świstaka.
    Wyobrażam sobie histerię, jaka by zapanowała w Europie przy takim zajściu. Biedne świstaki miałyby ciężkie życie. A tu nawet wzmianek w prasie.
    Ciekawi mnie to, że życie ludzkie nie jest ludzkiemu życiu równe. To żółte wydaje się być mniej warte uwagi a z powodu holenderskiego to by można nawet wojnę wywołać.

  7. Vero – piszesz: „Ciekawi mnie to, że życie ludzkie nie jest ludzkiemu życiu równe. To żółte wydaje się być mniej warte uwagi a z powodu holenderskiego to by można nawet wojnę wywołać.”
    Życie ludzkie jest jedno i nie ważne, czy w Chinach, Polsce, Holandii czy Australii. Fakt, należy potępiać zachowanie separatystów, którzy „dla zasady” strzelają do Bogu ducha winnych ludzi.
    My jako Europejczycy od dłuższego okresu wypieramy z naszego życia coś, co nazywa się – śmierć. Zrobiliśmy się delikatni, jak kwiat, na który należy patrzeć tylko przez szybę, by nasz oddech go nie zniszczył. Wypracowaliśmy i kontynuujemy kult ciała. Operacje plastyczne, które i tak nie cofają kalendarza, wszelkiego rodzaju kosmetyki, maści i płyny, które „musimy” używać. Nawet sportowcy, którzy przed wielu laty byli prawdziwymi, podziwianymi mężczyznami, chodzą na depilacje, smarują się kremami, chodzą do kosmetyczek. Dajemy się zwariować.
    W Chinach śmierć traktują jeszcze normalnie, jako zakończenie cyklu życia. U nas w Polsce też było normalnie, do jakichś lat 70-tych XX wieku. Życie to życie a śmierć to śmierć, wiec nie jest warta wzmianki w prasie. Taka kolej rzeczy.
    Niedawno syn opowiedział mi jak w Niemczech o godz. 2 w nocy pod sąsiedni dom podjechał karawan i cichaczem wyniesiono zmarłego sąsiada, by broń Boże, żywi nie stresowali się śmiercią (
    Cóż, pewnych rzeczy nie da się wyrzucić, bo i tak nas dopadają. I tak chodzimy w kieracie, który nas żywi i niszczy.

  8. @ciekawy Orientu
    A ja akurat miałam średnią okazję organizowania w Niemczech pogrzebu osoby mi najbliższej, na którym było kilkaset osób i zaręczam, że nikt się tego nie wstydził. Po prostu w Niemczech istnieją instytucje do żcia i do umierania. Inaczej niż w Polsce, gdzie umiera się pod płotem a potem stawia pomnik. Zresztą ten cały polski kult nieboszczyków jest – oczywiście według mnie, dla ścisłości – wynikiem życiowego niedowartościowania. Tylko ktoś, komu życie nie wystarczyło do spełnienia i umiera niewyżyty, tylko ktoś taki próbuje przedłużyć istnienie po śmierci. Czego objawem zewnętrznym jest stawianie sobie na cmentarzu pomników i wszelkie tego okoliczności. Ci, którzy przeżyli życie spełnione we wszystkich obszarach tego nie potrzebują. A ludzki zewłok jest dla nich tylko zewnętrznm dodatkiem do spełnienia.
    Zresztą w Niemczech ciało ludzkie traktuje się z dużo większym szacunkiem o czym miałam okazję się przekonać nieszczęśliwm przypadkiem, kiedy zobaczyłam jak w szpitalu traktowano ciało mojej matki zanim dotarło do firmy pogrzebowej. Istnieje niestety w PL instytucja, która z to utrwala.
    Teraz powinnam odnieść to do Chin a Niemców opluć bo Adolf, ale przepraszam…

  9. Vero – z tymi pomnikami to tragedia ( Na cmentarzach budują swoim zmarłym wille i pałace (( Powariowali wszyscy. Nawet biedne wdowy, które miały mężów pijaczków, też nie chcą być gorsze ( Wydadzą ostatnia krwawicę, by pomnik postawić, jak jakiś bogacz. Kiedyś były brzozowe krzyże i owalne tabliczki na nich, dzisiaj to na tysiąc lat ((
    Pamiętam przed laty jak jeden z księży będąc na cmentarzu zobaczył te wszystkie marmury, to zakazał by stawiano mu po śmierci coś takiego. Uważał, że to najczystszej wody głupota.
    Gdy byłem kilka lat temu w Niemczech przypadkowo poszedłem na cmentarz, gdzie zobaczyłem małe tabliczki, równo z trawą, przy zmarłych, którzy zostali skremowani. U nas nawet jak jest urna, to i tak stawia się pełnowymiarowy pomnik, „bo nie wypada” ((
    Co do szacunku dla ciała zmarłego, to lepiej i godniej takie ciało traktowane jest w mniejszych społecznościach, chociaż to wszystko zależy od ludzi pracujących w zakładach pogrzebowych. Sam będąc kilka razy w szpitalu byłem świadkiem jak zabierali ciało zmarłego z pokoju szpitalnego i nie mogę zarzucić nic pielęgniarkom, które z szacunkiem wywoziły zmarłego do specjalnego pomieszczenia.
    Generalnie żywi boją się zmarłych, nawet rodzina nie dotknie zmarłego w domu a najchętniej, jeszcze umierającego z ulgą wolą zabrać do szpitala. A ten umierający z radością umarł by w swoim łóżku otoczony najbliższymi. To już nie te czasy ((

  10. @ciekawy Orientu
    Żeby nie było za dobrze: W Niemczech grób istnieje tylko 20 lat. Dłużej tylko osoby zasłużone. Przykro, kiedy na oczach zostaje puste miejsce. Na suchych obszarach 20 lat to za krótko, często występuje mumifikacja, stąd wierci się dziury w grobach i pompuje wilgotne powietrze. Niemiłe.
    Co do Polski to nie wiem, czy jest to bardziej problem społeczny (jak wesela i komunie), filozoficzny (katolicka rekompensata pośmiertna) czy narodowy (bo polskie). Przypomina mi się też Meksyk, Santa Muerte i przyjęcia na cmentarzach. Czy to ten sam typ myślenia?
    W Chinach zaś, jak wspomniała p. Kańdulska, zwykłe groby są nielegalne. Europa w porównaniu to tradycja.

  11. Do kwestii śmierci podchodzę filozoficznie. Czasami ludziom tłumaczę, że jeżeli wierzą w życie po śmierci, to ciało zmarłego jest jak torebka pusta po cukrze. A cukier – czyli dusza odchodzi do lepszego życia. Czyli ciało zmarłego, z całym szacunkiem dla zmarłego, to tylko opakowanie. Żył przed laty naukowiec, ks. Włodzimierz Sedlak, który udowadniał, że tak to wygląda. Co ciekawe Radziecka Akademia Nauk przyznała mu rację ! Stąd też nakręcono kiedyś film 25 gramów. Jako jednostka ludzka jesteśmy zbiorem elektryczności, która trzyma nas w całości, po śmierci elektryczność „ucieka” – czyli dusza. Koncepcja ta ma jeszcze kilka pobocznych tematów, lecz nie to jest najważniejsze. Najważniejsza jest pamięć o zmarłych, o naszych najbliższych, którzy już odeszli z tego łez padołu. Jeżeli jesteśmy wierzący, to Oni są w lepszym, wspanialszym świecie.
    W Polsce grób jest opłacony na 25 lat z możliwością przedłużenia na następne 20 lat. Zresztą cmentarze już są tak zapełnione, że chowa się w tych samych kwaterach następnych członków rodziny.
    Co do Chin, to kiedyś słyszałem, że na wsiach zmarłych chowa się w granicach na polu. Po prostu kopie się płytki grób i składa ciało zmarłego, by jego ziemska powłoka mogła „użyźnić” pole przy następnych zasiewach. Co kraj to inny obyczaj. Może i to logiczne, gdyż nie wyobrażam sobie cmentarzy, gdy dana ludność liczy powyżej miliarda obywateli.
    Podobnie jest w Indiach, gdzie ciało zmarłego pali się a resztki wrzuca do świętej rzeki Ganges.

  12. Droga @Vero, w Chinach faktycznie jeden człowiek mało znaczy. Z drugiej strony, gdy gdyby ktoś zestrzelił chiński samolot, to reakcja byłaby pewnie adekwatna do zdarzenia. Ale wracając do dżumy – gdyby taki przypadek wystąpił w Europie panika nie wybuchłaby dlatego, że zmarł człowiek, a dlatego, że zmarł w dziwny sposób. Gdzieś czytałam, że w Polsce dziennie umiera ok. 1000 osób – nikt z tego powodu nie panikuje. W Chinach zarządzili kwarantannę i robią co do nich należy. Przeciętny Li nie musi sobie z tego powodu rwać włosów z głowy.

  13. No cóż, wygląda na to, że Panią zatkało. Trudno się dziwić.
    Jednak w miarę rozwoju aktualnej awantury coraz bardziej zastanawiam się, jaki będzie tego skutek dla Chin.
    Nie ukrywam, moją ważną myślą podczas dyskusji było zastanawianie nad granicami wzrostu Chin. Gwałtowny rozwój załamie się jak u innych czy nie? Czy więcej jest objawów w jedną czy drugą stronę?
    Widzę ostatnio wiele samochwalstwa o wyjątkowym w historii świata rozwoju Polski ostatnich lat. Gówno prawda w porównaniu z Chinami. Na dodatek za cudze pieniądze i kosztem wielkich długów co się źle skończy.

    I okazuje się jak zwykle, że o przyszłości wiadomo tylko, że nie wiadomo jaka będzie i to bardzo. Konflikt rosyjski zapewnia Chinom szub rozwojowy na następne 20 lat. A kiedy wejdą do Rosji to – miejmy nadzieję, że nie będą musieli uciekać jak Covec.

    Teraz, kiedy rozwój jest zapewniony, ciekawi mnie jedno: Czy prości ludzie w Chinach nadążają za tym szaleńczym tempem rozwoju, czy raczej zostają z tyłu jak Polacy i zaczynają myśleć o najazdach Mongołów, budować kolejny Chiński Mur albo modlić i szykować do wojny. Takie porównanie rozwoju mentalności w czasach szalejącej ekonomii byłoby interesujące.
    Dalsze problemy cywilizacyjne pozostawiam własnej analizy żeby się nie panoszyć.

  14. Wystarczy zacząć a tematy podsuwają się same: Czy myślenie społeczne nadąża za rozwojem materialnym? Właśnie mam artykuł o Japonii, gdzie trwający 20 lat kryzys tylko się zaostrza. Pieniędzy nadmiar, kredyty niepotrzebne, a firmy nie inwestują i nie podnoszą pensji. Ludzie nie kupują bo oszczędzają na starość. Po raz pierwszy w historii bilans płatniczy kraju jest ujemny. Nie pomagają setki kilometrów niepotrzebnego betonowania brzegów dla ochrony przed tsunami. A przyczyna: skostniałe społeczeństwo, skostniałe patriarchalne stosunki w firmach i koncernach, gdzie ukrywanie kłopotów jest ważniejsze od reform (Sony!). Czy i tak będzie z Chinami, czy raczej ekscesywny kapitalizm burzy tam tradycyjne myślenie konfucjańskie?

  15. Czy ludzie będą nadążać za rozwojem ?? Myślę, że nie. Dlatego, ze zwykłemu obywatelowi nie są potrzebne „gadżety na chwilę”. Każdy z nas potrzebuje stabilności i normalności. Ile można kupować ? Jak długo można się rozwijać by nadążać za nowościami ?? Generalnie pragniemy mieć pewne dobra, lecz już z wymianą co jakiś czas – nie.
    Chiny to wielki naród i zapotrzebowanie jest olbrzymie, więc jak jedni kupią, drudzy będą się przymierzać i kupią coś nowszego za jakiś czas, I tak koło fortuny będzie się kręciło.
    Boję się, ze producenci zapędzą się i nastąpi stagnacja. U nas też tak było, chociażby w telefonach komórkowych czy telewizorach. „Wodotryski” już nie pomagają i ludziska nie chcą się na coś takiego nabrać. Postęp technologiczny powinien być zrównoważony z możliwościami.

  16. Zgadzam się z Ciekawym Orientu, że ludzie nie będą nadążać (a raczej już nie nadążają) z rozwojem. Grupy uprzywilejowane czerpią z tego dobrobytu ile tylko się da, ale jak powiedział dr Marcin Jacoby w rozmowie z Arturem Włodarskim (GW 7-8.06.2014), Chiny są bogatym krajem bardzo biednych ludzi. Większość nie ma dostępu do rozwoju, o którym mówimy. Może też dlatego bardziej niż świat uprzywilejowanych ciekawi mnie ta druga twarz ChRL.

    Państwo są żywo zainteresowani sprawami bieżącymi, dlatego też gorąco polecam dwie rozmowy o Chinach. Pierwsza właśnie z dr. Marcinem Jacobym w Magazynie Gazety Wyborczej: http://wyborcza.pl/magazyn/1,138949,16110412,Swiat_po_pekinsku__Czas_sie_bac.html

    Druga, to bardzo ciekawy wywiad, który pojawił się w miesięczniku Forbes (maj 2014) z prof. Krzysztofem Gawlikowskim pt.”Chiny nie chcą dominować”
    http://www.forbes.pl/chiny-nie-chca-dominowac-nad-swiatem,artykuly,175195,1,1.html

    Ja natomiast przygotowuję dla Państwa rozmowę o tej zupełnie innej twarzy Chin. Tej, która mnie osobiście interesuje najbardziej.

  17. Dziękuję za linki ) Przeczytałem oba artykuły, które wzajemnie się uzupełniają. Dr Jakoby patrzy na chińską gospodarkę i Chiny trochę z przerażeniem i niepewnością – co dalej. W Forbes rozmowa jest bardziej optymistyczna i spokojna, ze jednak Chiny są wspaniałe i dążą we właściwym kierunku.
    Cóż, prawda jest gdzieś pośrodku, lecz mimo to jest to kraj o olbrzymich możliwościach i wielowiekowej tradycji. Oby mieszkańcy Chin znaleźli najwłaściwszy kierunek w swoim rozwoju, poszanowaniu Ziemi i wzajemnym zrozumieniu z całą resztą naszego Globu. Ku pożytkowi nas wszystkich.