Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

20.08.2014
środa

Chiński Daleki Zachód, czyli Amerykanin w Sinciangu

20 sierpnia 2014, środa,

Josh zrobił to, o czym sama swojego czasu marzyłam, ale za bardzo bałam się to marzenie spełnić. I nie chodzi tu o strach przed regionem i mieszkającymi tam ludźmi. Raczej o to, co robić w tej największej, najbardziej oddalonej od wybrzeża, najmniej zaludnionej części Chińśkiej Republiski Ludowej. Czym zająć się tam zawodowo? Jak podołać trudnościom życia w tym co prawda fascynującym, ale jednak trudnym regionie?

Zakochałem się w tym miejscu, bo jest po prostu inne, jedno z niewielu, o którym nadal można powiedzieć, że jest dzikie. Ma w sobie niewyobrażalną wręcz magię – przyznaje Josh Summers, który po raz pierwszy do Regionu Autonomicznego Sinciang Ujgur przyjechał w 2006 roku. – Oczywiście dla wielu osób nie jest to zachętą, ale dla mnie, biorąc pod uwagę moje zainteresowania choćby przyrodą, Sinciang okazał się miejscem szczególnym.

Razem z żoną przybyli do miejscowości Karamay, by uczyć angielskiego. Coś, co miało być przygodą, stało się sposobem na życie. Dziś razem z niespełna 3-letnim synkiem mieszkają w stolicy Urumczi.

Josh Summers nad jeziorem Tianchi, Sinciang (źródło: Josh Summers)

Josh Summers nad jeziorem Tianchi, Sinciang (źródło: Josh Summers)

Dla Josha, tak jak i dla mnie, po kilku latach intensywnego zgłębiania wiedzy na temat Sinciangu jednym z głównych celów jest propagowanie informacji o regionie i mieszkających tam ludziach. Niestety w większości zachodnie media, mówiąc o tej części Chin, skupiają się na przestępczości, atakach terrorystycznych, a co za tym idzie – na informowaniu o restrykcjach nałożonych na region przez rząd w Pekinie.

Początkowym celem założenia bloga Far West China była komunikacja z rodziną – opowiada Josh, który od ośmiu lat przybliża anglojęzycznym czytelnikom codzienność prowincji. – Dziś chciałbym, żeby ta strona stanowiła swoisty most łączący Sinciang ze światem zachodnim.

Blog, a raczej portal internetowy, którym się stał, jest jednym z niewielu źródeł na bieżąco relacjonującym wszystko to, co dzieje się w Regionie Autonomicznym Sinciang Ujgur.

W górach Nan Shan, Sinciang (źródło: Josh Summers)

W górach Nan Shan, Sinciang (źródło: Josh Summers)

W ramach ocieplania wizerunku surowej krainy tworzy unikatowe przewodniki po poszczególnych miejscach i miastach, poleca hotele i atrakcje turystyczne. Radzi, jak się przygotować do wizyty, co z lokalnej kuchni koniecznie trzeba spróbować, a na zachętę przytacza słowa swego syna, który na pytanie o to, co chciałby zjeść, odpowiada: „Polo, polo tato!”. Danie to, nazywane też pollo, polau lub pilaf, jest mieszanką gotowanego ryżu, baraniny, marchewki i papryki.

Ujgurscy muzycy w Kaszgarze (źródło: Josh Summers)

Ujgurscy muzycy w Kaszgarze (źródło: Josh Summers)

Tym, którzy planują przeprowadzkę, Josh opowiada o swoim życiu, o jego zaletach i wadach. Kiedy próbuję się dowiedzieć, czym tak naprawdę jego codzienność w Urumczi różni się choćby od mojej w Szanghaju, bez cienia zażenowania przyznaje:

Nie wiem! Nigdy nie mieszkałem w żadnej innej części Chin.

Nie da się jednak ukryć, że życie w Sinciangu nie jest takie samo jak to, które wiodą mieszkańcy reszty kraju. Oczywiście tak jak i pozostałe prowincje Chińskiej Republiki Ludowej, tak i te zachodnie tereny nieustannie zmieniają się i modernizują. Region zamieszkały jest jednak przez Ujgurów, ludność pochodzenia turkijskiego, kulturowo przynależy więc do krajów Azji Środkowej. Ujgurzy tworzą swój świat w oparciu o muzułmańskie tradycje i obyczaje. Tylko tu doświadczyć można trudnej do uchwycenia atmosfery świata, który zdaje się zanikać. Niezliczone bazary, wozy zaprzęgnięte w osiołki, mężczyźni spieszący się do meczetów na jedną z pięciu codziennych modlitw to coś, czego nie doświadczymy w tzw. Chinach właściwych.

Meczet Id-Kah w Kaszgarze (źródło: Josh Summers)

Meczet Id-Kah w Kaszgarze (źródło: Josh Summers)

Do tej wyjątkowości Summers dorzuca jeszcze niezaprzeczalne walory geograficzne. Dwie wielkie kotliny: Tarymska (zwana również Kaszgaską) i Dżungarska, otoczone są jednymi z najpotężniejszych systemów górskich świata, czyli Ałtajem, Tien-szanem, Górami Kunlun i Karakorum. Zielone pastwiska nad jeziorem Karakul, bezkres piaszczystych wydm pustyni Taklamakan, K2 (8611 m n.p.m.) – drugi pod względem wysokości szczyt, czy Depresja Turpańska (-154 m n.p.m.) – trzecia najgłębsza depresja na Ziemi, to tylko przykłady ekstremów, na które możemy natrafić, przemierzając sinciańskie szlaki.

To, co w tym miejscu poza przyrodą urzekło mnie najbardziej – przyznaje Josh – i to, co najbardziej doceniam jako mieszkaniec Urumczi, to fakt, że mogę miesiącami spacerować po ulicach stolicy, nie spotkawszy ani jednej zachodniej twarzy! I to jest naprawdę fantastyczne uczucie!

Chińczycy starają się kontrolować przepływ informacji. Chcieliby, by ChRL postrzegana była w pozytywnym świetle. Tymczasem Sinciang przysparza im sporo kłopotów. Pisanie o regionie nie jest łatwe, szczególnie kiedy celem piszącego staje się pozostanie na terenie Państwa Środka przez kilka najbliższych lat. Na łamach Far West China Summers otwarcie informuje, że nie komentuje spraw związanych z polityką.

Nie chodzi jednak o zupełne odcięcie się od polityki, bo region jest politycznie wrażliwy. Otwarcie informuję o atakach, trudnościach z systemem edukacji, wyburzaniu kaszgarskiego starego miasta. Nie udzielam jednak żadnych informacji agencjom prasowym czy reporterom. Wyjęte z kontekstu pojedyncze wypowiedzi mogłyby mi zaszkodzić. Niestety pomimo tej ostrożności i tak portal jest w Chinach stale blokowany – przyznaje z żalem Josh. – Nauczyłem się już jednak, że nic na to nie mogę poradzić.

Detale architektury ujgurskiej, Kaszgar (źródło: Josh Summers)

Detale architektury ujgurskiej, Kaszgar (źródło: Josh Summers)

Autor Far West China przestrzega, że jeśli przybywając do Sinciangu, oczekujemy doświadczyć „prawdziwych” Chin, możemy poczuć się zawiedzeni. Ale – jak przyznaje – ci, którzy chętnie próbują wszelkich kulinarnych nowości, którzy problemy z językiem czy kulturą traktują jako ciekawe doświadczenie i którzy nie zrażają się uciążliwościami związanymi z częstymi kontrolami czy pokonywaniem ogromnych odległości, zdecydowanie powinni do Sinciangu przyjechać. W końcu poznanie tej zupełnie innej twarzy Chińskiej Republiki Ludowej może zmienić (i z pewnością zmieni!) postrzeganie tego fascynującego kraju.

Wszystkim zainteresowanym zachodnimi Chinami Josh poleca również zapoznanie się z wydanym przez wydawnictwo Odyssey przewodnikiem pt. „Xinjiang: China’s Central Asia”.

 Jeremy Tredinnick "Xinjiang: China's Central Asia" (źródło: Odyssey Guides)

Jeremy Tredinnick „Xinjiang: China’s Central Asia” (źródło: Odyssey Guides)

Obowiązkowa na liście lektur jest też książka Petera Hopkirka „Obce diabły na Jedwabnym Szlaku”, która za sprawą wydawnictwa Dialog dostępna jest na rynku polskim. Jest to historia rozgrywająca się na początku XX wieku i opowiada o zachodnich archeologach, którzy eksplorując tereny chińskiego Turkiestanu, na masową skalę wywozili azjatyckie dzieła sztuki do Europy.

Peter Hopkirk "Obce diabły na Jedwabnym Szlaku" (źródło: Wydawnictwo Dialog)

Peter Hopkirk „Obce diabły na Jedwabnym Szlaku” (źródło: Wydawnictwo Dialog)

Ze swojej strony polecam również biografię Rebiji Kadir (współautorką książki jest Alexandra Cavelius) „Szturmując niebo. Opowieść o życiu chińskiego wroga numer jeden”.

Rebija Kadir, Alexandra Cavelius "Szturmując niebo Opowieść o życiu chińskiego wroga numer jeden" (źródło: Wydawnictwo Czarne)

Rebija Kadir, Alexandra Cavelius „Szturmując niebo Opowieść o życiu chińskiego wroga numer jeden” (źródło: Wydawnictwo Czarne)

To biografia chińskiej dysydentki pochodzenia ujgurskiego, która będąc multimilionerką, została deputowaną do chińskiego parlamentu. Przez lata walczyła o prawa Ujgurów, stając się w końcu wrogiem reżimu.

* Josh Summers ma 31 lat. Pochodzi ze Stanów Zjednoczonych. Jest pisarzem i muzykiem, założycielem portalu Far West China. W Sinciangu mieszka z żoną i niespełna 3-letnim synkiem.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Szanowna Pani!
    Różnimy się. (4 punkty).
    1. Kilka dni temu podano dane o rozwoju branży wrażeń krajoznawczych. W Europie ma miejsce gwałtowny rozwój turystyki ekskluzywnymi statkami wycieczkowymi. I jeśli Polak z pogardą mówi o tłustych, leniwych Holendrach i Niemcach, którzy 2 tygodnie spędzają komfortowo obsługiwani z każdej strony i jeszcze zwiedzają przy tym świat to wcale Polak nie musi mieć racji. Dla wielu jest to przykład odpowiedzialności za świat – którego się w ten sposób nie niszczy w czasach, kiedy bez problemu zadeptać można najbardziej odległy kawałek ziemi. Co właśnie ma miejsce w Nepalu gdzie buduje się pierwszą autostradę.
    A świat dzisiaj wygląda inaczej. Alternatywni według mnie to raczej ci, którzy rezygnują z mieszczańskiego dobrobytu. Żyją bez cywilizacji lub jako bezdomni odmawiając współczucia. I zbierają, jak zwykle, tylko pogardę. Prawdziwi podróżnicy.

    2. Josh Summers przpomina mi trochę za bardzo „Mr Livingstone, jak sądzę”. Pytanie brzmi: Po co Ujgurom angielski, kiedy tam bardziej przydałby się rosyjski? Tak w jego jak i w przypadku polskim wydaje się to być przejawem 19-wiecznej mentalności podróżników, którzy oświecali dzikich błyskotkami a kończyło się niewolniczą pracą na plantacjach. Dlaczego Summers nie zostawi ich kraju Ujgurom, choć z czegoś żyć musi. Czy ten angielski po to, żeby móc zamawiać w Mc’Donaldzie czy raczej czytać instrukcje obsługi amerykańskich rakiet demokracji.

    3. Ujgurzy nauczyli się już od Zachodu podkładania bomb i mordowania postronnych w Pekinie i nie tylko. Stąd tylko krok do islamskiego państwa. Przyjdzie na pewno z ich średniowieczną mentalnością: mężczyzn wyrżnąć a kobiety do haremu. Moje zrozumienie dla ich problemów jest stąd mocno ograniczone.
    4. Moja krytyka odnosi się raczej do Cejrowskich, którzy jeżdżą po świecie ale nigdy jeszcze nie uznali tubylców za ludzi tylko z dzikie tło swoich opowieści. No i do tego amerykańskiego gieroja, który zdobywa najdziksze szczyty, ale kiedy skaleczył się na nartach, przyleciały 2 helikoptery z pomocą. Właśnie!!
    Jestem po rozmowie o polskich podróżnikach z kimś obsługującym ubezpieczenia turystyczne: 19 letnia zdobywczyni świata dzwoni z Niemiec do Polski, żeby załatwić jej lekarza i odmawia przysłanej taksówki bo nie będzie jechała z obcym. A kiedy słyszy „To trudno”, dzwoni do tatusia i ten robi awanturę. Albo Polak dostaje sraczki z przejedzenia w hotelu w Egipcie i dzwoni do Warszawy, żeby mu załatwić lekarza i szpital.
    Tak to mentalność białej rasy panów rządzi światem. I polski Pan od amerykańskiego niczym się nie różni.

    A teraz będzie krytyka…

  2. Droga Vero,

    Pozwoli Pani, że skomentuję tylko to, co najważniejsze.

    Pisze Pani: „Ujgurzy nauczyli się już od Zachodu podkładania bomb i mordowania postronnych w Pekinie i nie tylko.” Zastanawiam się skąd bierze się ta głęboka wiara w to, że Ujgurzy są terrorystami? Czy naprawdę powinniśmy wierzyć w każdą informację, którą w świat wypuszcza chińska agencja prasowa Xinhua? Pani komentarz jest potwierdzeniem tego, jak łatwo można zostać uwiedzionym przez oficjalną chińską propagandę.

    To nie przypadek, że Josh Summers został przeze mnie wybrany na bohatera tego wpisu. Wystarczy zapoznać się z jego blogiem, by się przekonać, że pisze o Ujgurach z wielką wrażliwością i nie ma nic wspólnego z „oświecaniem dzikich błyskotkami”. Zanim ponownie wytoczony Pani te ciężkie oskarżenia, zachęcam do zapoznania się z jego blogiem.

    Pozdrawiam,
    JK

  3. Każdy „nowy”, na jakimś terenie jest pod silną presją, ze wszyscy go oglądają i komentują jego osobę miedzy sobą. Potrzeba dużo czasu by zaskarbić sobie przychylność tuziemców, gdyż są bardzo nieufni do obcych. Potrzeba gestów z obu stron, by móc sie poczuć swobodnie w wzajemnych relacjach. Widać pan Josh Summers przeszedł ten okres zwycięsko i Ujgurzy przekonali się, że w jego osobie mają przyjaciela i w pewnym stopniu nawet obrońcę. Każda nowa osoba w danej grupie ma odmienne spojrzenie, spojrzenie nowe i zaskakujące. Wzajemnie mogą się wiele nauczyć od siebie i chcę wierzyć, że będzie to z pożytkiem dla wszystkich. Potrzeba bardzo dużej wewnętrznej odwagi by przenieść się w świat zupełnie nieznany, obcy językowo i kulturalnie. Podziwiam jego i jego rodzinę.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Szanowna Pani!
    Wydawało mi się, że to dyskusja ale jakoś Pani frontalnie. Może lepiej by było argumentami.
    Akurat TV pokazała znowu „Łowców smaku” o znanym już łowcu z Chin. Tym razem znalazł najdroższy produkt na targu, nasiona drzewiastej magnolii z południowych Chin. Kiedy tam pojechał, chłopi pilnowali każdego pojedynczego drzewa, jakie zostało z lasu deszczowego. Jej kora też jest przyprawą. Sprzedane do USA/EU danie z tą przyprawą to kilkaset euro. Cena drzewa rośnie przez to i powyżej pewnej sumy nie ma szans na utrzymanie go. Zabiją stróży i zetną. Jednocześnie oglądam w USA program o przydomowych pływalniach po 3 miliony dolarów.
    Kiedyś widziałam to inaczej ale dzisiaj mam pytanie: to nie kradzież? Czy trzeba dla wyuzdanego smaku okradać Chińczyków nawet z ich smaku dając w zamian Mc Donalda? Bo jest to zjawisko masowe. Widać jak fala z bogatego z Zachodu niszczy ludzi i robi z nich pariasów. Bo w przypadku byle czego zachodni pajac woła swoich o pomoc.
    Nie podważam intencji Summersa ale mi jego strona przypominała reklamówkę szkoły językowej. Jechać tam, żeby uczyć dzikich języka. I litować się nad nimi. Stąd pytanie: Czy Ujgurzy potrzebują do szczęścia angielskiego?
    A tu Telewizja ARD pokazała dzisiaj piękny program o polskim „królu” w dziczy i szałasie nad zalewem Soliny. To rzeczywiście inny świat i nie trzeba nikogo okradać ze smaku ani poglądów.
    P.S. Proszę nie brać do siebie bo wyjazd poznawczy to co innego. O Ujgurach potem.

  6. Kochana pani @Vero, terapia za pomocą pisania co ślina na język przyniesie po cudzych blogach nie zastąpi okresowego badania w przychodni. Wy tam w reichu macie publiczną opiekę zdrowia, więc proszę się nie bać! Emerytkę, nawet szurniętą, lekarz-wnuczek hitlerowca zawsze przyjmie! I będzie pani miała partnera do rozmowy o debiliźmie i imperialiźmie tych Jankesów, którym nawet „ich” rakiety wasi kochani hitlerowcy musieli robić.
    Z terrorystami, tak jak ze wszystkim, kompletnie się pani pomerdało pod łysinką. To nie żadni Ujgurzy tylko Arabowie, nie od żadnego „Zachodu” tylko konkretnie w Hamburgu i nie podkładania bomb tylko porywania samolotów. Aż przykro czytać nawet jak się zna pani stały poziom.

  7. @zza kałuży

    Od jakiegoś czasu komentarze na tym blogu dodają się automatycznie bez konieczności ich weryfikacji. Taki system zakłada rzeczową dyskusję.

    Ponieważ komentarz napisany przez Panią/Pana jest pierwszym tak agresywnym, który pojawia się na Bambusowym Lesie, postanowiłam go nie usuwać. Wykorzystam go, by poinformować, że wszystkie następne będą usuwane już bez ostrzeżenia.

    JK

  8. @Bambusowy Las 25 sierpnia o godz. 9:40
    „Taki system zakłada rzeczową dyskusję.”

    Ma pani bardzo dziwne standardy. Być może nie zna pani zwykłego tonu @Very z pozostałych blogów „Polityki”. Jedną z cech charakterystycznych jej wpisów – co zresztą nie czyni jej szczególnym wyjątkiem w tym zakątku blogosfery – jest zwierzęca nienawiść do wszystkiego, co amerykańskie połączona z cielęco-wiernopoddańczym uwielbieniem dla jej nowej niemieckiej ojczyzny. Całość podlana ciężkim niemieckim sosem pogardy dla wszystkiego co polskie.

    Uważam, że głupotą jest przybieranie postawy alternatywnego potępiania w czambuł albo bezkrytycznego wielbienia wszystkiego, co dotyczy danego kraju czy narodu. „Wybraniowość” zarówno w sensie chwalenia jak i ganienia prowadzi do rasizmu i szowinizmu. Produktami bywały i dalej niestety są ideologie apartheidu, nazizmu czy syjonizmu.

    Bieżący wpis na blogu dotyczy chińskiej prowincji Sinciang i tego, jak bardzo jest różna od reszty ChRL, blogu Josha Summersa, jego tam zamieszkania oraz podobnych marzeń @Gospodyni.

    Proszę mi pokazać w jaki sposób następujące komentarze @Very da się podciągnąć pod „rzeczową dyskusję” w kontekście bieżącego wpisu:

    1/ Polak (w wyobraźni @Very) „z pogardą mówiący o tłustych, leniwych Holendrach i Niemcach” i oczywiście „nie mający racji”.
    Co mają wycieczkowce, Holendrzy, Niemcy i majaki @Very o komentarzach Polaków wspólnego z Sinciang?

    2/ Niepoprzedzone lekturą blogu p. Summersa, (@Vera nie zna języka angielskiego) oskarżanie p. Summersa o „handel błyskotkami” mający jakoby prowadzić do „niewolniczej pracy na (jego?) plantacjach”.

    3/ Wyrokowanie, że Ujgurom przydałby się rosyjski a nie angielski, gdyż ten drugi może służyć tylko do „zamawiania w Mc’Donaldzie (sic) czy raczej czytania instrukcji obsługi amerykańskich rakiet demokracji”.

    4/ Bezkrytyczne powtarzanie chińskiej propagandy o „Ujgurach podkładających bomby i mordujących postronnych” podlane @Very własnymi banialukami, iż „nauczyli się tego od Zachodu”.

    5/ Bełkot o „Cejrowskich” oraz „amerykańskich gierojach, których muszą ratować 2 helikoptery”

    6/ Standardowe usiłowanie @Very znalezienia powodu do plucia na Polaków i na Amerykanów, tym razem wyrażone w postaci:

    a/ banialuków o „polskiej nastolatce, która bała się jechania taksówką”,
    b/o „tatusiu, który robi awanturę”,
    c/ „Polaku, co dostaje sraczki z przejedzenia w hotelu w Egipcie i dzwoni do Warszawy, żeby mu załatwić lekarza i szpital”
    d/ „mentalność białej rasy panów rządzi światem. I polski Pan od amerykańskiego niczym się nie różni.”

    Jeżeli @Gospodyni dostrzega tu „rzeczową dyskusję” to gratuluję ostrości wzroku.

    +++++++++++++++++++++++++++++++++

    Świat według Niemki @Very:

    1/ Polak gardzi innymi i obraża innych.
    2/ Niemcy i Holendrzy są komfortowi, ekskulzywni i odpowiedzialni za świat, którego nie zadeptują.
    3/ Amerykanin handluje błyskotkami co prowadzi do niewolniczej pracy na jego plantacjach. Ujgurów uczy angielskiego aby mogli zamawiać w McDonaldzie i czytać instrukcje obsługi amerykańskich rakiet. W końcu trzeba go ratować helikopterami.
    4/ Ujgurzy podkładają bomby i mordują postronnych.
    5/ Nastolatka, która nie może zamówić taksówki, prosząc aby kierowca był kobietą.
    6/ Ojciec, który nie może pomóc córce w obcym i jak widać jeszcze prymitywnym kraju.
    7/ Turysta, który nie może zadzwonić do kraju, w którym wykupił ubezpieczenie, do firmy, w której to zrobił z prośbą o pomoc w uzyskaniu opłaconej usługi.
    8/ Niemcom wolno było za Hitlera zalać pół swojego kraju i calą masę pięknych zakątków przyrody milionami ton betonu ale Nepalczykom wybudować jednej autostrady już nie wolno.

    +++++++++++++++++++++++++++++++++

    Zaprawdę, „rzeczowość” aż bije w oczy!

  9. Następny przykład na bezgraniczną podłość @Very.
    W swoim komentarzu pod artykułem Agnieszki Hreczuk „Kat Warszawy” porównała ona Jaruzelskiego do Reinefartha.
    __________________________________________________

    2014-08-05 12:35 | Vera
    Phii.. Tylko burmistrzem wiochy na wyspie
    W Polsce to taki jeden wywołał najpierw w Informacji Wojskowej zajmował się masowo wyłapywaniem i rozstrzeliwanie wrogów ludu. Potem strzelał do stoczniowców a jeszcze potem do górników. Wywołał wojnę za co w punkcie 1 kodeksu karnego tamtych czasów była kara śmierci i nic innego.
    A na koniec został nie jakimś tam burmistrzem tylko prezydentem.
    I żaden Sławczan nie strzelił sobie w łeb z tego powodu.

    P.S. A swoją drogą Sylt dzięki niemu został najbogatszą i szanowaną wiochą (wyspa=wiocha) w kraju.
    __________________________________________________

    Czy @Autorka wie co tacy hitlerowcy jak Reinefarth zrobili w Warszawie? W całej Polsce podczas okupacji? Czy @Autorka, jak reszta „Polityki” reaguje tylko na hasło „Holokaust” i uważa tak jak Michnik, że AK w Powstaniu mordowała Żydów?
    Ja nie jestem (przeciwnie do składu redakcyjnego „Polityki”) miłośnikiem Jaruzelskiego, ale są jakieś granice podłości w komentarzach. Ja pamiętam, że „wychowawcy” redaktorów „Polityki” po wojnie wsadzali do tych samych cel hitlerowskich zbrodniarzy i akowców. Dzisiaj nie kasują komentarzy takich hitlerówek jak @Vera.
    Gratulacje, dno i metr mułu.

  10. Szanowni Państwo !

    Jeżeli piszecie coś o kimś to proszę Was bardzo, sprawdźcie chociażby w Wiki jak się „to” pisze:
    Georg-Hans Reinhardt (ur. 1 marca 1887 w Budziszynie, zm. 23 listopada 1963 w Tegernsee) – niemiecki wojskowy, generaloberst, zbrodniarz wojenny.
    Reszta do poczytania: wikipedia.org/wiki/Georg-Hans_Reinhardt

  11. @ciekawy Orientu 2 września o godz. 13:21
    „Jeżeli piszecie coś o kimś to proszę Was bardzo, sprawdźcie chociażby w Wiki jak się “to” pisze”
    Twój wpis jest doskonałym przykładem aktualnego poziomu historycznego wykształcenia tzw. publiczności, poziomu który umożliwia @Verom relatywizowanie hitlerowskich zbrodni i wybielanie zbrodniarzy przez „równoważenie” tychże zbrodni powojennym, wzorowym burmistrzowaniem wioską.

    Niemcom nie brakuje zbrodniarzy wojennych. Georgów-Hansów Reinhardtów czy Heinzów Reinefarthów. To jak widać jest mylące dla @ciekawego Orientu a nieznającego historii własnej stolicy.

    Zadanie domowe dla @ciekawego Orientu:
    Kto dowodził obroną Warszawy w 1939-tym?

    a/ Juliusz Rómmel
    b/ Erwin Rommel

    Kto dowodził Afrika Korps?

    a/ Juliusz Rómmel
    b/ Erwin Rommel

  12. @Zdziwiony – jakoś skojarzyłem Georga-Hansa, gdyż to nazwisko skojarzyło mi się z hitlerowcami ( Pomyliłem się, cóż, wszyscy się mylimy, lecz niewielu się do tego przyznaje ))
    Co do Twojej zagadki, to nie zaglądając do Wiki to pierwsze Twoje pytanie posiada rozwiązanie „A”, drugie pytanie rozwiązanie „B”.
    Mimo iż jestem już stary ) to nigdy mało nauki )) Dzięki ))

  13. Szanowna Pani Kańdulska
    Skoro nie potrafi Pani mimo obietnic wprowadzić porządku na swoim blogu, nie widzę powodu do znoszenia niesprowokowanych wulgarnych ataków i więcej się tutaj nie pojawię. To kolejny przykład skutków porządku wprowadzanego przez tych zza śmierdzącej kałuży.
    Żegnam