Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

2.10.2014
czwartek

Początek końca?

2 października 2014, czwartek,

Zamiast świętować przypadającą na 1 października rocznicę powstania Chińskiej Republiki Ludowej – tego zapewne od mieszkańców oczekiwał Pekin – Hongkończycy wyszli na ulice. Tysiące osób koczują w różnych częściach miasta. Pokojowo chcą walczyć z władzami z ChRL.

30 września w „Gazecie Wyborczej” Maria Kruczkowska napisała:

Hongkong to jednak nie Tybet i nie Sinciang. Użycie siły w międzynarodowym centrum finansów popsułoby wizerunek Chin i oddaliło perspektywę zjednoczenia Tajwanu, któremu Chiny proponują dziś tę samą formułę: jeden kraj, dwa systemy.

Pełna zgoda. Ale dla włodarzy z Pekinu Tybet, Sinciang, Hongkong, a nawet Tajwan są terenami chińskimi i do Chińskiej Republiki Ludowej powinny przynależeć. Niech nie zmylą nas ładne słowa o przyjaźni i współpracy. Myśl przewodnia jest jedna: to wewnętrzna sprawa Chin, nikomu nic do tego. To, że Pekin nie zdecydował się na użycie siły, wcale nie oznacza, że nie chciałby tego zrobić. Na razie jednak cena, którą ChRL musiałaby za to zapłacić, jest zbyt wysoka.

Plan rządu w Pekinie rozpisany jest na lata. Od przejęcia Hongkongu w 1997 roku minęło 17 lat, do pełnego wchłonięcia w struktury ChRL – zostały 33. Głównym celem, jaki wobec wyspy mają przywódcy Państwa Środka, jest nie tylko systematyczne ograniczanie autonomii, ale również utrata pozycji, jaką dziś na światowej arenie cieszy się Hongkong.

Przelała się czara goryczy, a protestujący wydają się zdeterminowani. Nie zapominajmy jednak, że hongkońska giełda papierów wartościowych jest drugą po tokijskiej giełdą Azji, więc straty finansowe związane z przedłużającymi się protestami, a tym samym spadkiem zaufania inwestorów, mogą być ogromne. Jeśli protestujący ugną się pod naciskiem władz, Hongkong straci to, co do tej pory przyciągało tu światową finansową śmietankę, bo ze swoją transparentnością i rządami prawa „pachnący port” nie ma sobie równych.

Nie bez znaczenia jest też rola, jaką w sprawie odgrywa Szanghaj. Dokładnie rok temu w mieście utworzono pierwszą, znajdującą się na terenie Chin kontynentalnych strefę wolnego handlu. Inwestorom zaoferowano warunki, o jakich jeszcze kilka lat temu mogli tylko pomarzyć. Bogatym mieszkańcom strefa dała natomiast to, po co jeździli do Hongkongu – zakupowy raj. Szanghaj ma się stać centrum usług finansowych, pierwszym wyborem tych, którzy w Azji chcą inwestować. Rozpoczął się więc wyścig, którego finał jest bardzo trudny do przewidzenia. Głodny sukcesu Szanghaj i walczący o utrzymanie swej silnej pozycji Hongkong. Pierwszy nie ma nic do stracenia. Drugi walczy o wszystko.

Dziś nie powinniśmy się już łudzić, że nawet jeśli uda się zażegnać kryzys, a Pekin nie tracąc twarzy, znajdzie pokojowe wyjście z sytuacji, nie będziemy świadkami końca kłopotów, z jakimi boryka się wyspa. Niestety jej problemy dopiero przybierają na sile.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Wszelkie plany mają to, że nigdy się nie sprawdzają. Trzeba je stale, na bieżąco modyfikować. Każda modyfikacja stwarza następne pytania – co dalej ?
    Rynek ekonomiczny Chin jest tak ogromny, że dwie giełdy w Szanghaju i w Hongkongu nie muszą ze sobą rywalizować, lecz współpracować, dla większego bogactwa Azji.
    Wydaje mi się, ze tutaj chodzi o coś innego, prawdopodobnie chodzi o unifikację poglądów miedzy Hongkongiem a Szanghajem i naturalnie Pekinem, który rozdziela władzę. Pekin chce mieć władzę tak silną, ze nikt jej nie zakłóci, że każda „myśl” z Pekinu będzie spotykała się z aprobatą i zadowoleniem. Niestety Hongkong przez dziesięciolecia myślał inaczej i nie chce zmieniać swoich przyzwyczajeń w myśleniu. Być może mieszkańcy Hongkongu zdają sobie sprawę, że kiedyś coś takiego nastąpi, lecz obecne pokolenia nie chcą zmian.
    Trochę mnie to dziwi, gdyż giełda w Hongkongu posiada olbrzymie znaczenie międzynarodowe, w odróżnieniu do Szanghaju. Chiny mimo olbrzymiej nadwyżki finansowej chcą to zmienić, narażając się na olbrzymie straty gospodarcze. Jakie idee przyświecają tym, którzy o tym decydują, nie wiemy, lecz na pewno jest to próba podporządkowania sobie szybciej mieszkańców tej enklawy. Czym dłużej trwa ta wojna nerwów, tym ludzie tam mieszkający mogą być bardziej uparci w swoich odczuciach. Każdy pragnie wolności. Widać, że to pragnienie jest wielkie dla Hongkongu.

  2. Nie znam dokladnie przyczyn protestow ale moge sie zalozyc o wielkie pieniadze ze inspiracja przyszla z USA.USA panicznie boja sie dominacji Chin w strefie Pacyfiku,kazde oslabienie Chin to chwila oddechu dla stanow.Tu jedno spostrzezenie,w Hongkongu bylem dwa razy i krotko,Szanghaj znam b.dobrze [o ile mozna znac tak wielkie miasto]Zauwazylem jedna rzecz-mieszkancy Hongkongu odnosza sie do swoich braci z kontynentu z wielka wyzszoscia,wrecz z pogarda.Wiekszosc nie byla w Chinach komunistycznych i chyba mysla ze jest tan jak za Mao.Jak by zobaczyli Szanghaj to pewnie szczeki by im opadly.Miasto o wiele czysciejsze,zadbane i nowoczesniejsze.Oczywiscie nie ma tego nasycenia sklepami z dobrami luksusowymi,mnie osobiscie troche dziwily w Hongkongu sklepy z Rolexami na kazdym rogu,nawet w Kowloon.Hongkong ma piekne polozenie,gorzysta wyspa ale jest dosyc chaotycznie zabudowany jak w Stanach tuz za rogiem eleganckiech budynkow smieci na zapyzialych uliczkach jak z 19-go wieku.Osobiscie wole Szanghaj.Ustroju nie widac,w calym Szanghaju tylko jeden pomnik Mao,natomiast coraz wiecej buddyjskich swiatyn.Nawet pierwszego maja b.malo widac propogande partyjna.Nie znam niestety chinskiego i pomimo wielokrotnym pobytom w miescie mam male pojecie o tym co sadza o swoim miescie przecietni Chinczycy bo spotykalem sie tylko z bogatymi ludzmi,ktorzy oczywiscie chwalili wszystko,mieli paszporty i poruszali sie swobodnie po swiecie.Pytalem czy nie chcieliby sie przeniesc do np. Hongkongu,odpowiedz zawsze byla jednoznacznie negatywna.Z ludzmi biedniejszymi bariera jezykowa nie pozwalala nawiazac kontaktu.

  3. Pani Joanno !
    Niech się Pani nie przejmuje wcześniejszą awanturą, wszak wszystko po czasie wraca do normy i na blogu zawitają nowi czytelnicy )) Pozdrawiam ))

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @ ciekawy Orientu
    Dziękuję i również pozdrawiam!

  6. @krunghtepo. Twoje pierwsze zdanie mozna strescic: „nie znam, ale wiem”. hm… Tak, miasto jest pieknie polozone, no i czy kupiles tego rolexa?

  7. zyta, nie rozumiem złośliwości, że USA obawia się wzrostu potęgi Chin jest oczywiste. Zresztą – reszta świata też się boi.
    Możesz dodać coś więcej na temat Hongkongu lub Szanghaju? Byłoby ciekawie się dowiedzieć. 🙂

  8. Rolexy są przereklamowane, są ciężkie i duże, by każdy mógł zobaczyć jaki noszę zegarek ((
    Jest wiele ładniejszych i ciekawszych czasomierzy ))

  9. Szanowna, miła i światowa, ja wiem, że słownik dopuszcza, ale to jest Hongkong, a nie Hongkoń. Poza tym oni nie „wyszli na ulicę”, tylko zostali na tę ulicę wysłani przez ludzi, którzy z wolnością i demokracją mają tyle wspólnego, co palestyński obóz koncentracyjny w Gazie. Wysłali ich mianowicie powszechnie znani, szowinistyczni organizatorzy zielonych rewolucji na Północy Afryki, pomarańczowych na Ukrainie, tudzież wszelkich innych gdzie indziej.

    Nie koczują ponadto tam żadne „tysiące ludzi w różnych częściach miasta”, tylko ogłupione przez propagandę zawalidrogi blokują ruch i wkurzają normalnych mieszkańców Hong Kongu w okolicach stacji metra Mong Kok na Kowloonie, a więc wcale nie w finansowym centrum Hongkonia, tfu, Hongkongu.

    Przy okazji, eksponowanie nazwy Chińska Republika Ludowa, która w naturalny sposób budzi skojarzenie z PRL-em, jest drobną, acz nieudolną manipulacją, gdyż Chiny mają obecnie system bardziej rynkowy, niż same USA, a wolność gospodarcza jest tam zdecydowanie większa, niż w Unii Jewropejskiej – nikt w Chinach nie przegania babć z pietruszką z chodników.

    I nie „od przejęcia Hongkongu” na miłość Boską, tylko odzyskania go od drapieżnych Angoli, a właściwie od żydostwa, które w przebraniu Brytyjczyków najpierw otumaniło Chińczyków opium, prawie zniszczyło im kraj, a potem Hong Kong wzięło sobie w leasing na 99 lat, do 1997r.

  10. Ups, przepraszam bardzo, oczywiście nie „palestyński obóz koncentracyjny”, tylko żydowski obóz koncentracyjny w Palestynie, w Gazie.