Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

3.06.2015
środa

Pozbawieni pamięci

3 czerwca 2015, środa,

Władze w Pekinie nadal wierne są zasadzie, że aby panować nad tłumem, trzeba pozbawić go pamięci.

Do dziś wypierają czerwcową masakrę 1989 roku, nazywając ją mianem incydentu. Ale o sprawiedliwość ciągle upominają się „Matki Tiananmen”. Ofiary ruchu Pekińskiej Wiosny upamiętniane są też przez mieszkańców Hongkongu, którzy gromadzą się ze świecami na wieczornym czuwaniu w parku Wiktorii. My uhonorujmy pamięć o nich lekturą.

Na początku 2015 roku nakładem Wydawnictwa Czarne ukazała się książka „Pociski i opium. Historie życia i śmierci z czasów masakry na placu Tiananmen” znanego i cenionego już w Polsce chińskiego autora Liao Yiwu.

Masakra 4 czerwca stała się cezurą: przedtem wszyscy ślepo kochali kraj, a potem wszyscy ślepo pokochali pieniądze.

Dla dzisiejszego czytelnika to trudna, długa, a czasem wręcz nudna opowieść. Ile razy można poznawać łudząco podobne do siebie historie? Ile razy czytać o trudnościach, obawach, doznanych krzywdach, niespełnionych nadziejach, latach spędzonych w więziennej celi, torturach doznanych ze strony przesłuchujących, strażników i współwięźniów, a w końcu o złamanym życiu, którego nie da się na nowo skleić, naprawić, uratować?

Pokolenie ofiar 4 czerwca 1989 roku starzeje się w bólu zadawanym im przez własny kraj.

By zdać sobie sprawę z ogromu tragedii, która rozegrała się w Chinach w nocy z 3 na 4 czerwca 1989 roku i która trwa do dziś, na nowo powinniśmy czytać te z pozoru długie i powtarzające się historie.

Mozolnie – strona po stronie – poznawać szczegóły cierpień, których doznali, braku wolności, o którą walczyli. Wśród nich przytaczane przez Liao Yiwu opowieści: skazanego na śmierć Zhang Maoshenga, dowódcy obywatelskich służb porządkowych Liu Yi, wojownika ulicznego Li Hongqi, więźnia sumienia Li Hai czy upadłego literata Liu Shui.

„Pociski i opium. Historie życia i śmierci z czasów masakry na placu Tiananmen”, Liao Yiwu, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015

„Pociski i opium. Historie życia i śmierci z czasów masakry na placu Tiananmen”, Liao Yiwu, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015

Dwieście dwie ofiary śmiertelne. Tyle nazwisk osób poległych tamtej nocy w Pekinie udało się ustalić. Spis z ich imionami, wiekiem, wykształceniem i krótkimi notatkami informującymi o okolicznościach śmierci, wieńczy książkę „Pociski i opium”.

Chen Zhongjie, mężczyzna, lat 31, były pracownik pewnego pekińskiego zakładu pracy podległego dawnemu Trzeciemu Ministerstwu Przemysłu Maszynowego.
3 czerwca 1989 roku o północy został postrzelony na południowym krańcu ulicy Fuyou. Kula przebiła jego czoło i eksplodowała w tylnej części mózgu. Kiedy przewieziono go do Szpitala Uniwersytetu Pekińskiego przy ulicy Xishiku, już nie żył.

Polski czytelnik ma dodatkowo możliwość zapoznania się z niezwykłą publikacją „Mord na placu Tiananmen”. Jej autorem jest reporter Wojciech Giełżyński, który jako dziennikarz powstającej w 1989 roku „Gazety Wyborczej” przybył do Chin, by z bliska przyglądać się sytuacji rozgrywającej się w sercu Pekinu.

Nigdy by mi do głowy nie przyszło pisanie książki o Chinach po zaledwie tygodniowym pobycie w gigantycznym kraju, gdyby nie to, że (…) w dwie godziny po mordowaniu studentów dotarłem na sto metrów od Tiananmen. Dalszą drogę zagradzała kolumna 27 armii, która dokonała rzezi i nadal strzelała do ludzi ogarniętych paroksyzmem nienawiści i desperacji. Widziałem ich krew i szloch, słyszałem wołanie skierowane do garstki obcokrajowców: „Patrzcie na to! Zapamiętajcie to! Opowiedzcie w swoich krajach!” Dlatego tę książkę napisałem – przyznał Wojciech Giełżyński.

Giełżyński jest kronikarzem. Dzień po dniu spisuje toczącą się na jego oczach historię. 4 czerwca biegnie w okolice placu Tiananmen. Gorączkowo notuje:

Między rozżartym tłumem a kordonem wojska stumetrowy pas ziemi niczyjej – strefa śmierci. Jej granicę wytyczają niskie przenośne płotki, normalnie służące do rozdzielania pasm ruchu. Kto przeskoczy płotek – pada. Strzelają krótkimi seriami, celnie. Z takiej odległości nie można spudłować. Dwóch na ziemi, ludzie porywają ich na ręce, wloką na tyły. Znowu strzały Cofamy się na pobocze, jakby tam kule były mniej groźne.

Niestety książka „Mord na placu Tiananmen” wydana została w 1990 roku i do dziś nie doczekała się wznowienia. Z czeluści zapomnienia wydobyła ją  „Antologia polskiego reportażu XX wieku” (pod red. Mariusza Szczygła), w której zamieszczono fragmenty tekstu.

Rocznica wydarzeń na pekińskim placu Niebiańskiego Spokoju zawsze skłania mnie do przemyśleń nad tym, ile nam Polakom od tego pamiętnego 1989 roku udało się osiągnąć. Mija właśnie 26. rocznica masakry (i naszych wyborów) i choć nie zanotowaliśmy aż tak wielkiego skoku gospodarczego, jaki w tym samym czasie odnotowały Chiny, to mamy coś o wiele bardziej cennego niż bogactwo poszczególnych obywateli czy rosnące PKB.

Mamy szeroko otwarte granice i możliwość podejmowania realnych wyborów. Mamy wolność słowa i wolność wyznania. Mamy zagwarantowane respektowanie praw człowieka, a w celach nie mamy więźniów politycznych. Choć często przekonywani jesteśmy, że ChRL jest już zupełnie innym krajem niż ta sprzed 26 lat, warto jednak mieć świadomość, że w sferze politycznej sytuacja chińskich obywateli nie poprawiła się wcale.

„Antologii polskiego reportażu XX wieku”
pod red. Mariusza Szczygła
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2014

„Mord na placu Tiananmen”
Wojciech Giełżyński
Wydawnictwo Wojciech Pogonowski, Warszawa 1990

„Pociski i opium. Historie życia i śmierci z czasów masakry na placu Tiananmen”
Liao Yiwu
Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Historia czasami uwielbia się powtarzać. Przecież tak było zawsze i wszędzie. Żyję już dość długo, więc byłem świadkiem wielu podobnych sytuacji w naszym kraju. I dzisiaj też fałszuje się historię, wmawiając wszystkim, że w rzeczywistości było zupełnie inaczej i bagatelizuje się problemy.
    Po II wojnie światowej miałem dwie nauki historii – oficjalna w szkole i nieoficjalna – w domu. Był człowiek rozdarty – komu wierzyć ? Mimo wszystko wierzyłem bardziej tej domowej nauce, choć musiałem uważać, by nie zdemaskować się. Jak umarł Stalin to w Polsce zapanowała histeria, ludzie płakali na zawołanie, a gdy ja nie chciałem płakać mówiłem, ze mam trudności ze łzami, spuszczałem głowę by ponownie nie być inwigilowanym.
    Chińczycy to bardzo pojętny naród, potrafią zaadaptować to co jest im potrzebne, a masakra na Placu Tiananmen to coś, czego władze chcą jak najszybciej zapomnieć. Jeżeli chce się coś utrzymać w tajemnicy jest takie powiedzenie: „Jeżeli o czymś wiedzą dwie osoby, to jest o jednego za dużo”. I ten problem będzie męczył i tę władzę i przyszłą. Ludzie pamiętają ! Jedyna rada by „zapomnieć” to przyznanie się do winy a czas będzie goił te rany, choć nigdy się one nie zagoją. Za to ludziom, którzy stracili tam swoich bliskich będzie lżej na sercu.
    Pisze Pani:
    „Mamy szeroko otwarte granice i możliwość podejmowania realnych wyborów. Mamy wolność słowa i wolność wyznania. Mamy zagwarantowane respektowanie praw człowieka, a w celach nie mamy więźniów politycznych. Choć często przekonywani jesteśmy, że ChRL jest już zupełnie innym krajem niż ta sprzed 26 lat, warto jednak mieć świadomość, że w sferze politycznej sytuacja chińskich obywateli nie poprawiła się wcale.”
    Proszę nigdy w takie zapewnienia nie wierzyć. Świat jest okrutny i potrafi każdym manipulować według swojego widzimisię.

  2. niezly hardcor! trudna rzeczywistość ale czy Polska jest łatwiejsza?

  3. Bardzo ciekawy artykuł, przynajmniej jest co poczytać w pracy 🙂