Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin Bambusowy Las - Joanny Kańdulskiej pocztówki z Chin

16.07.2015
czwartek

Dungańska odrębność

16 lipca 2015, czwartek,

Rachima Ismajewa pracuje w Kirgiskiej Akademii Nauk. Jest córką profesora Mukhame Khusezovich Imazova, wybitnego dungańskiego uczonego, kierownika Centrum Sinologii i Katedry Studiów nad Dunganami Narodowej Akademii Nauk Republiki Kirgiskiej.

To ona odkrywa przede mną tajemnice, otwarcie przyznając, że zależy jej na tym, by świat dowiedział się o Dunganach. Strach przed unifikacją jest wśród społeczności duży, a globalne zainteresowanie daje realną szansę na utrzymanie ich wyjątkowej odrębności.

Rachima Ismajewa (po lewej)

Rachima Ismajewa (po lewej)

Dunganie to nieduża, liczącą 110 tysięcy osób muzułmańska społeczność, która wywodzi się z zamieszkującej wschodnie tereny Chin grupy etnicznej Hui. Choć w ChRL uznawani są za ich potomków, żyjąc w państwach powstałych po upadku Związku Radzieckiego, dystansują się od Państwa Środka i dobitnie podkreślają swoją odrębność.

Język, którym się posługują, to połączenie dialektów Shaanxi lub Gansu z wpływami z tureckiego, arabskiego, rosyjskiego oraz perskiego. Dunganie nie znają chińskich znaków. Pierwotnie bowiem większość z nich była niepiśmienna, a język zapisywano jedną z form alfabetu arabskiego, którym posługiwali się tylko mułłowie, następnie w pierwszej połowie XX wieku zaczęto stosować alfabet łaciński, a od 1953 roku rozszerzoną o pięć dodatkowych liter cyrylicę.

Przez lata wypracowali sobie swój unikatowy kod kulturowy, który oparty jest na wierzeniach i obyczajach przybyłych z Chin przodków oraz na muzułmańskim dziedzictwie. Wzbogacony o elementy pochodzące od rdzennych mieszkańców Azji Środkowej tworzy niezwykle ciekawą mieszankę.

Naukowcy z Chin przybywają do krajów Azji Środkowej, by na własne oczy zobaczyć, jak wyglądają dungańskie obrzędy – tłumaczy mi Rachima. – W Państwie Środka niektóre z nich zostały już bezpowrotnie utracone. Tymczasem my nadal podtrzymujemy tradycje przodków i dzięki temu na przykład nasze wesela mają więcej wspólnego ze starochińskimi obyczajami niż te, które współcześnie odbywają się na terenie Chin.

W Kirgistanie, w którym żyje najwięcej Dunganów (około 60 000 osób), stanowią 1 proc. populacji. Większość zamieszkuje obszary wiejskie, gdzie niektórzy starsi przedstawiciele nadal mają w domach znane z Chin tzw. kangi, czyli służące między innymi do spania, wykonane z cegieł i niewypalonej kamionki piece. Tak jak ich przodkowie jedzą pałeczkami, a w dni świąteczne przystrajają swoje domy czerwonymi lampionami. Dunganki do dziś w dzień ślubu mają na sobie qipao. Chinki częściej wybierają już białą suknię, tradycyjną czerwień zakładając jedynie do sesji fotograficznej.

To, co w północno-wschodnich Chinach nie jest niczym nadzwyczajnym, tu – w poradzieckiej republice – urasta do rangi zjawiska, jak choćby wybudowany na początku XX wieku w kirgiskim mieście Karakol, dungański meczet. Stylem nawiązuje on do świątyń buddyjskich, jest niezwykle ciekawym przykładem architektury Dunganów. Jest też jednym z ważniejszych dla nich miejsc w regionie, a ze względu na ten zupełnie nietypowy dla Azji Środkowej architektoniczny styl stanowi dużą atrakcję turystyczną.

Dungański meczet w mieście Karakol, Kirgistan

Dungański meczet w mieście Karakol, Kirgistan

Upadek Związku Radzieckiego, nowe granice oraz idące za tym utrudnienia wizowe spowodowały, że grupy osiadłe w poszczególnych regionach Azji Środkowej zaczęły się od siebie oddalać. By zapobiegać odwrotowi od języka dungańskiego, ale również by podtrzymać tradycję i scalać Dunganów wokół wspólnych spraw, od ponad 80 lat w stolicy Kirgistanu powstaje „Gazeta Dungańska” <(„Хуэймин бо”). Fatima Maszynchajewa była redaktorką tego dwutygodnika, a obecnie przygotowuje audycję radiową „Głos Dunganów”. – Zarówno w radiu, jak i w gazecie przybliżamy kulturę, historię i życie codzienne naszych mieszkających w całej Azji Środkowej rodaków – opowiada. – Jednak dla mnie istotne jest również to, by dbać o dobre stosunki łączące nas z Chinami. Obecnie sporo osób wyjeżdża na stypendia, uczy się mandaryńskiego, tam szuka swojej szansy na lepsze życie, dlatego poprzez środki masowego przekazu staramy się wspierać te powstające więzi.

Rachima Ismajewa i Fatima Maszynchajewa poprzez prowadzoną działalność naukową i społeczną aktywnie wspierają coraz liczniejsze grono naukowców, którzy interesują się Dunganami. Pomimo tego młode pokolenie nie do końca potrafi zrozumieć zainteresowanie, którym naukowcy ze świata obdarzają Dunganów. Studiująca w mieście Tokmok na Międzynarodowym Uniwersytecie Azji Środkowej (International University of Central Asia) Rachija jest szczerze zaskoczona tą rosnącą ciekawością.

Często ci, którzy do nas przyjeżdżają, przekonują nas, że jesteśmy wyjątkowi. Dziwią się temu, kim i jacy jesteśmy. A tymczasem my nie czujemy się fenomenem kulturowym… albo przynajmniej jeszcze nie nauczyliśmy się tak o sobie myśleć.

Rachija swoje długie, ciemne, lśniące włosy upięła w luźny warkocz. Nosi modne okulary o grubych oprawkach, a na szyi niedbale przewiesiła kolorowy szal. Ma dwadzieścia lat i jej przodkowie przybyli do Kirgistanu z chińskiej prowincji Shaanxi.

Pochodzę z dość tradycyjnej rodziny. O codziennych sprawach rozmawia się u nas tylko po dungańsku – przyznaje.

Język, którym posługują się osoby wywodzące się z prowincji Gansu i te z Shaanxi, nie jest taki sam. Choć w mowie nie ma tak wielkich różnic jak w języku pisanym, dungańscy studenci z pewnym zażenowaniem przyznają, że łatwiej im się porozumieć po rosyjsku.

Dzisiejsze młode pokolenie jest świadome szansy, którą dał im los. Nawet ze słabą znajomością języka przodków nauka mandaryńskiego przychodzi im o wiele łatwiej niż Kirgizom czy Kazachom. Są pewni, że jego znajomość pomoże im w osiągnięciu zawodowego sukcesu. Gotowi wyjechać na stypendia, nie chcą jednak osiadać w Chinach na stałe, bo – jak podkreśla 21-letni student Tursun – to tu, w Azji Środkowej, jest ich prawdziwy dom. Państwo Środka niezmiernie ich kusi, ale równie mocno przeraża.

Rachija i Tursun podczas spotkania na Międzynarodowym Uniwersytecie Azji Środkowej, Tokmok, Kirgistan

Rachija i Tursun podczas spotkania na Międzynarodowym Uniwersytecie Azji Środkowej, Tokmok, Kirgistan

Dunganie dobitnie podkreślają swą odrębność i nie chcą być uznawani za jedną z części składowych wielkich Chin. Większość nie zgadza się z tym, że Chińczycy traktują ich jako członków jednej ze swych mniejszości. Czują, że stanowią odrębny naród i tak też chcą być postrzegani.

Nie podważam tego, skąd pochodzili moi przodkowie – dobitnie stwierdza Rachija – ale ja urodziłam się i wychowałam już tutaj. Czuję się Dunganką i obywatelką Kirgistanu. Nie czuję się za to Chinką.

* Podziękowania za pomoc w przygotowaniu tekstu kieruję do Rachimy Ismajewej, Fatimy Maszynchajewej oraz pracującego na uniwersytecie w Oslo i od lat zajmującego się Dunganami dr. Ivo Spiry.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo interesujące.
    Obawa o homogenizację w ramach Kirgistanu jest zrozumiała. Jednak to sami Dunganie muszą w sobie wykreować poczucie swoistości i pełności własnej kultury. Z pewnością nie zapewni tego ani sam Kirgistan, ani Chiny. Od tego będzie zależeć, czy ich język zniknie, jak zniknęło wiele tysięcy języków, oraz poczucie narodowej odrębności.

    Z perspektywy Europy, perspektywa jest bardzo spłaszczona: wszyscy w Chinach to Chińczycy, którzy się między sobą nie różnią.
    Może się mylę, ale Kirgistan już chyba nie jest widziany tak automatycznie homogenicznie: pewnie Kirgizi to nie sami identyczni ludzie, ale jakaś wielość plemion i narodów.
    O ile ktoś w ogóle kojarzy, że istnienie jakiś Kirgistan.

  2. Dziś już Kirgistan jest powszechnie kojarzony. Natomiast fakt, że około sto lat temu Kirgizami nazywano Kazachów a dzisiejszych Kirgizów – Kara-Kirgizami, to fakty kojarzone bardzo mizernie.